Obowiązujące przepisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym nie zezwalają na pobieranie opłat za egzamin poprawkowy. Kwestia ta jest materią ustawową i nie może być w inny sposób uregulowana w aktach wewnętrznych wydanych przez uczelnię - napisał prof. Michał Seweryński, były już minister nauki i szkolnictwa wyższego w liście otwartym do rektorów uczelni wyższych.

Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, zrzeszająca ponad 200 uczelni prywatnych w kraju, uważa jednak, że zakaz pobierania opłat za egzaminy poprawkowe nie dotyczy szkół prywatnych.

Odpłatne egzaminy poprawkowe organizuje większość szkół prywatnych, m.in. Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera czy Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Krakowie, a także Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania w Białymstoku. Ich koszt jednostkowy nie jest duży, i wynosi od 20 zł za pierwszą poprawkę do 100 zł za egzamin komisyjny. W ciągu roku uczelnie zarabiają jednak na egzaminach poprawkowych ponad 0,5 mln zł.

Profesor Jerzy Malec, przewodniczący KRZaSP, rektor niepublicznej Krakowskiej Szkoły Wyższej im. Frycza Modrzewskiego i szef Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich napisał list do ministra nauki w sprawie opłat za egzaminy. Podkreśla w nim, że zasady pobierania przez uczelnie niepubliczne opłat od studentów określa organ wskazany w statucie uczelni.

Od ubiegłego roku akademickiego zasady odpłatności reguluje też umowa zawarta przez uczelnię z każdym studentem przyjętym na pierwszy rok studiów. Profesor Jerzy Malec dodaje, że ustawa wylicza jedynie opłaty, jakie może pobierać uczelnia publiczna.

Profesor Barbara Kudrycka, nowy minister nauki i szkolnictwa wyższego, była rektor Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku, dziś ma odpowiedzieć na list KRZaSP. Wówczas okaże się, czy nowy minister podtrzyma opinię swojego poprzednika.

Studenci są przekonani, że żadna uczelnia prywatna czy publiczna nie powinna zarabiać na egzaminach poprawkowych.

- Jeśli w regulaminie studiów uczelnia przyznaje studentowi prawo do egzaminu poprawkowego, to powinien być on bezpłatny - uważa Leszek Cieśla, przewodniczący Parlamentu Studentów RP.

Niektórzy studenci uważają jednak, że wykładowcy stawiają im specjalnie negatywne oceny podczas egzaminów tylko po to, aby uczelnia mogła zarobić na sesji poprawkowej.

- Wiele uczelni mogłoby poszukać dodatkowych dochodów gdzie indziej niż w kieszeniach studentów. Na przykład w administracji szkół wyższych - podkreśla Leszek Cieśla.

100 zł nawet tyle płaci student za egzamin poprawkowy

JOLANTA GÓRA

jolanta.gora@infor.pl