300 stron – prawie tyle liczy projekt ustawy o rynku pracy wraz z uzasadnieniem. Ma ona zastąpić obowiązujące od 14 lat przepisy o promocji zatrudnienia. Partnerzy społeczni i samorządy zwracają uwagę, że jak na tak ważny i obszerny akt prawny mieli mało czasu na zgłaszanie uwag.

Prace nad ustawą trwają już dwa lata, w tym czasie odbyłem wiele spotkań, gdzie dyskutowałem na temat tego, co zamierzamy zmienić w przepisach. Na konsultacje projektu było 30 dni, taki termin wynika z ustawy o organizacjach pracodawców, a ze względu na to, że czas ten przypadł akurat na okres wakacji, został wydłużony. Czeka nas jeszcze dyskusja nad projektem w Radzie Dialogu Społecznego. Mimo tak krótkiego czasu wpłynęło mnóstwo uwag: od ministerstw, pracodawców i związków zawodowych, ale też z pojedynczych urzędów pracy i konwentów powiatowych. Widać, że ustawa budzi wielkie zainteresowanie, w przypadku niektórych zmian otrzymujemy wręcz skrajne opinie.

Jaki jest więc harmonogram dalszych prac nad projektem?

Teraz jesteśmy na etapie odpowiadania i uwzględniania uwag do projektu. Chcemy zakończyć go do końca sierpnia, aby we wrześniu ustawa mogła trafić pod obrady rządu, a potem do Sejmu. Nasz plan jest ambitny, bo nowe przepisy mają wejść w życie od 1 stycznia 2019 r. Wydaje się jednak, że prace w parlamencie powinny postępować szybko, bo w projekcie nie ma kontrowersyjnych, budzących spory polityczne zmian. Ich zasadniczym celem jest dostosowanie urzędów pracy do obecnej sytuacji na rynku oraz danie im większej elastyczności i swobody w aktywizowaniu bezrobotnych. Przejawem tego jest rezygnacja z profilowania czy ograniczeń w korzystaniu z poszczególnych instrumentów wsparcia bezrobotnych i pracodawców. Poza tym wiele przepisów powiela dotychczas obowiązujące rozwiązania z ustawy o promocji zatrudnienia.

Podstawowym zarzutem partnerów społecznych wobec projektu jest to, że nie zabezpiecza pieniędzy gromadzonych w Funduszu Pracy (FP) przed wykorzystaniem ich na cele niezwiązane z przeciwdziałaniem bezrobociu, takie jak kształcenie lekarzy czy programy „Za życiem” i „Maluch+”. Co więcej, jego środki wkrótce zasilą nowy fundusz solidarnościowy dla niepełnosprawnych.

Podejście do środków FP musi być bardziej elastyczne, a obecnie mamy dobrą sytuację na rynku pracy i rekordowo niski poziom bezrobocia, więc możemy sobie pozwolić na przeznaczenie tych pieniędzy również na inne, istotne z punktu widzenia rozwoju państwa zadania. Wiem, że temat jest bardzo trudny, ale finansowanie z funduszu np. staży podyplomowych oraz specjalizacji lekarzy, dentystów, pielęgniarek czy położnych wynika z konieczności inwestowania w kompetencje pracowników, których niedobór jest silnie odczuwany na rynku pracy. Wspieranie zakładania żłobków jest także ważne z punktu widzenia godzenia życia prywatnego z zawodowym – wiele matek nie może podjąć pracy, bo nie ma z kim zostawić dziecka. Podkreślę, że tak stworzyliśmy przepisy, by nie były obligatoryjne, a fakultatywne, aby w momencie pogorszenia sytuacji na rynku pracy pieniądze z FP ponownie mogły być przeznaczone na aktywizację bezrobotnych czy na zasiłki dla nich.

Ale gdy był pan w opozycji, wielokrotnie krytykował pan poprzedników za takie gospodarowanie pieniędzmi FP.

Tak, ale wtedy były zupełnie inne okoliczności. Minister finansów za czasów koalicji PO-PSL z jednej strony decydował o pokrywaniu kosztów staży i specjalizacji lekarzy z pieniędzy funduszu, a z drugiej doprowadził do zamrożenia pieniędzy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, gdy jego poziom był o wiele wyższy niż obecnie.

Wśród uwag zgłaszanych do projektu powtarzają się te dotyczące zasiłku dla bezrobotnych, a konkretnie tego, że jest zbyt niski i otrzymuje go zbyt mała liczba osób bez pracy. Czy jest szansa, aby postulaty jego podniesienia zostały uwzględnione w nowej wersji przepisów?

W projekcie znalazła się propozycja wyższego zasiłku dla osób z długim, wynoszącym 30 lat, stażem pracy, które mają otrzymywać 130 proc. podstawowej kwoty tego świadczenia. W tym momencie jest to jedyna zmiana, którą planujemy w tym zakresie. Trzeba pamiętać, że Fundusz Pracy jest objęty budżetową regułą wydatkową, która ogranicza nam pole manewru przy wydatkowaniu jego środków. Warto jednak mieć na uwadze, że transfery społeczne za czasów naszego rządu znacząco wzrosły, do rodzin trafia większe wsparcie i rośnie poziom ich życia.

Od wielu lat mówi się też o konieczności zmiany zasad opłacania składki zdrowotnej. Obecnie część osób rejestruje się bowiem w PUP jako bezrobotna tylko po to, aby uzyskać ubezpieczenie zdrowotne i w ogóle nie jest zainteresowana znalezieniem zatrudnienia. Dlaczego tego problemu nie rozwiązujecie?

Liczyłem na to, że uda się go wyeliminować w ramach planowanej przez byłego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła reformy, której celem było objęcie wszystkich obywateli ubezpieczeniem zdrowotnym. Niestety, nie udało się tego zrobić i nie ukrywam, że to właśnie po stronie Ministerstwa Zdrowia leży przygotowanie rozwiązania. Rozmawiałem o tej sprawie z nowym ministrem Łukaszem Szumowskim. Gdyby udało się wyprowadzić składkę zdrowotną z urzędów pracy, z pewnością statystyka bezrobocia spadłaby nawet o 30 proc.

W projekcie znalazła się propozycja wprowadzenia bonu ofertowego. Ma to być refundacja dla pracodawcy kosztów znalezienia osoby na dane stanowisko za pośrednictwem agencji pracy, jeśli nie uda się to urzędowi. Ten nowy instrument ma być dostępny tylko dla firm, które zatrudniają do 50 pracowników. Po co takie ograniczenie?

Przyjęliśmy założenie, aby za pomocą bonu ofertowego wspierać zatrudnienie w małych i średnich firmach. Z doświadczeń PUP w zakresie zgłaszanych do nich ofert pracy wynika zresztą, że pochodzą one najczęściej od pracodawców, którzy mają status mikro- lub małego przedsiębiorcy. Z kolei firmy średnie i duże posiadają często wystarczającą kadrę i zasoby finansowe do samodzielnego prowadzenia procesów rekrutacji lub zlecania ich podmiotom komercyjnym. Ale ustawa jest w fazie procedowania, więc ostateczne zapisy nie są jeszcze przesądzone.

Ważne zmiany czekają także pracodawców korzystających ze staży. W nowej ustawie zaproponowany został wymóg zatrudniania po ich zakończeniu. Pojawiły się obawy, że może to zablokować organizację takich praktyk w jednostkach administracji, gdzie obowiązuje konkurencyjny nabór na wolne stanowiska pracy. Czy są one uzasadnione?

W przypadku staży zależało nam głównie na tym, aby przestały być maszynką do przerabiania pieniędzy. Ten instrument cieszy się dużą popularnością, bo pracodawca dostaje za darmo pracownika, ale niektóre firmy wręcz wyspecjalizowały się w takim właśnie ich pozyskiwaniu, co prowadzi do wypaczenia celu stażów. Chcemy więc ukrócić taką praktykę. O zagwarantowanie zatrudnienia po ukończonym stażu apelowało wiele instytucji, m.in. Najwyższa Izba Kontroli, a także posłów, senatorów i obywateli. Niemniej mamy świadomość, że gwarancja zatrudnienia po zakończeniu stażu może okazać się problemem w organach administracji. Dlatego ta kwestia jest cały czas przedmiotem dyskusji i zastanawiamy się, czy możliwe jest inne rozwiązanie.

Rząd chce też zachęcać pracujących za granicą do powrotu do kraju. W nowej ustawie znalazły się przepisy o ułatwieniach dla takich osób przy ubieganiu się o pożyczki na założenie działalności gospodarczej – będą zwolnione z obowiązku wcześniejszego rejestrowania się w PUP jako bezrobotne. Czy nie jest to jednak zbyt mało, aby rzeczywiście skłaniało do powrotu?

Nasza propozycja to element trwającej od dawna dyskusji na temat tego, co robić, żeby przekonywać Polaków pracujących za granicą do powrotu. Jak na razie nikt nie zgłosił lepszej propozycji, która miałaby do tego zachęcać. Gdyby taka do nas trafiła, z pewnością włączylibyśmy ją do ustawy. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że podstawowym problemem jest różnica w poziomie wynagrodzeń między Polską a innymi krajami UE. Nie bez przyczyny na wyjazd decydują się osoby pochodzące z małych miejscowości, gdzie ta oferta na rynku pracy nie jest tak atrakcyjna.

Obawy pracodawców budzi brak przepisów umożliwiających zlecanie działań aktywizacyjnych (ZDA) przez marszałków województw agencjom zatrudnienia. Ich zdaniem zamiast całkowicie rezygnować z tej formy aktywizacji, trzeba było zmodyfikować jej formułę.

Dotychczasowe doświadczenia z realizacją ZDA pokazały, że był to instrument drogi oraz nieskuteczny. Osoby, którymi zajmowały się agencje, nie były doprowadzane do zatrudnienia albo pracowały krótko i po kilku miesiącach wracały do rejestrów bezrobotnych. W zasadzie tylko w Małopolsce udało się osiągnąć dobre wyniki, natomiast w pozostałych regionach były one dalece niezadowalające. Dochodziły do nas też informacje o nieprawidłowościach, które towarzyszyły zlecaniu. To wszystko spowodowało, że nie widzimy sensu dla utrzymywania tego instrumentu w nowej ustawie, chociaż o całkowitej rezygnacji nie można mówić. Proponujemy ZDA na poziomie powiatu, dając urzędom możliwość ich fakultatywnego stosowania.

A co z aktywizacją bezrobotnych w wieku 50+? W nowej ustawie nie ma w zasadzie żadnych instrumentów skierowanych do tej grupy osób, chociaż charakteryzuje się niskim wskaźnikiem zatrudnienia.

W związku z tym, że wiele przesłanych w trakcie konsultacji uwag dotyczyło właśnie potrzeby położenia większego nacisku na wsparcie tej grupy bezrobotnych, wprowadziliśmy np. prace interwencyjne wyłącznie dla długotrwale bezrobotnych i osób 50+. W przepisach dotyczących Krajowego Funduszu Szkoleniowego znalazły się zapisy, że część środków będzie skierowana do pracodawców wdrażających zarządzanie wiekiem na finansowanie kształcenia ustawicznego osób, które ukończyły 50 lat. Zostały też zachowane dotychczasowe przepisy mówiące o tym, że pracodawcy oraz inne jednostki organizacyjne nie opłacają składek na FP przez okres 12 miesięcy, jeśli zatrudnią osoby, które ukończyły 50. rok życia i w okresie 30 dni przed zatrudnieniem pozostawały w ewidencji bezrobotnych.

Zaproponowano również zmiany w funkcjonowaniu rad rynku pracy na szczeblu centralnym, powiatowym i wojewódzkim. Ich członkami mają być obowiązkowo przedstawiciele urzędów wojewódzkich, a przewodniczącym zawsze odpowiednio minister, marszałek i starosta. Czy nie jest to zbytnia ingerencja strony rządowej?

Rząd odpowiada za politykę rynku pracy, dlatego chcemy mieć przynajmniej jednego przedstawiciela, który byłby naszym reprezentantem na forum rad. Nie widzę w tym żadnego zagrożenia dla ich funkcjonowania, tym bardziej że to wojewoda sprawuje nadzór nad działalnością samorządów. Również wskazanie w przepisach ustawy, że przewodniczącym rady rynku pracy ma być minister rodziny, wojewódzkiej – marszałek, a powiatowej – starosta, było podyktowane tym, że nie wszędzie dochodzi do porozumienia i wyboru przewodniczącego, co powoduje potem paraliż jej prac. Nasza propozycja miała jedynie na celu usprawnienie sposobu funkcjonowania rad rynku pracy, ale nie jest ona ostateczna, bo wciąż rozmawiamy z partnerami społecznymi na ten temat.