Wczoraj zaczęły obowiązywać długo oczekiwane nowe listy leków refundowanych. To oznacza ponadtrzymiesięczne opóźnienie w stosunku do pierwotnych zapowiedzi resortu zdrowia, zgodnie z którymi wykazy te miały wejść w życie od początku roku.

W ubiegłym roku listy były zmieniane jedynie raz (zgodnie z prawem powinny być cztery razy), a w tym roku mają być przynajmniej dwa razy nowelizowane.

- Niewykluczone jednak, że uda nam się, żeby powstały cztery nowe listy, tak jak wymaga tego ustawa zdrowotna - mówi Artur Fałek, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej w Ministerstwie Zdrowia.

Natomiast farmaceuci narzekają, że z powodu nieracjonalnych wymogów Narodowego Funduszu Zdrowia apteki coraz częściej są zmuszane odmawiać realizacji recept na leki refundowane. Dotyczy to tych, które nie spełniają wymogów formalnych.

Więcej tańszych leków

Na nowych listach większość leków będzie kosztować 3 zł 20 gr. Za tyle będą mogli kupić lekarstwa osoby cierpiące na schorzenia takie jak choroba Leśniowskiego-Crohna, przerost gruczołu krokowego, wrzodziejące zapalnie jelita grubego oraz dzieci powyżej szóstego roku życia cierpiące na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi.

W przypadku choroby Leśniowskiego-Crohna szacuje się, że koszty refundacji leków dla 5 tys. pacjentów będzie kosztować NFZ dodatkowe 20 mln zł rocznie. Natomiast sfinansowanie pozostałych leków to roczny wydatek w wysokości ponad 100 mln zł.

W tym drugim przypadku chodzi o leki stosowane w takich schorzeniach, jak astma czy przewlekła obturacyjna choroba płuc. Na listę leków wydawanych za odpłatnością zostały przeniesione specyfiki stosowane w leczeniu jaskry.