- Psychologowie wyróżniają pod tym względem cztery typy ludzkie, ich podział wyznaczają dwie współrzędne: subiektywne oraz obiektywne możliwości wpływu na sytuację danej osoby. Wyobraźmy sobie np. dyrektora z banku, który wdał się zbyt nachalnie w spekulacje opcjami walutowymi. Mimo że przyniósł swoim działaniem firmie zysk, musi odejść ze względów na zły PR. To osoba wykształcona, z dużym doświadczeniem. Jego obiektywne możliwości poradzenia sobie z sytuacją utraty pracy są dużo wyższe niż np. wychowującej samotnie dwoje dzieci niewykwalifikowanej robotnicy z małego miasteczka, w którym właśnie zamknięto jedyny duży zakład pracy.

Niezależnie jednak, czy ktoś jest dyrektorem dużego banku, czy robotnicą, ludzie ci mogą mieć bardzo różne poczucie wewnętrznej kontroli. Samotna matka, zaraz po odreagowaniu straty pracy, może bowiem wyciągnąć ze strychu maszynę do szycia i zacząć dorabiać na utrzymanie dzieci i swoje, a menedżer finansista - odwrotnie: załamie się, bo pracę dostał np. po znajomości i nie umie się odnaleźć w nowej, trudnej rzeczywistości.

Warto wiedzieć, że takiej wyuczonej bezradności w szukaniu sobie pracy poddaje się aż 1/3 dorosłych Polaków. Eksperci nazywają ten stan ubóstwem na życzenie.

● Często przy utracie pracy osoby pełniące ważne funkcje zawodowe wstydzą się i ukrywają swoją sytuację przed innymi, nie przyjmują od nich pomocy. Jak walczyć z takim fałszywym poczuciem godności?

- W ubiegłym tygodniu poznałem menedżera, który stracił pracę w dużym koncernie i wraz z kolegą zainwestował w zakup taksówki. Podczas jednego z kursów poznał klienta, który po dłuższej z nim rozmowie zaoferował mu bardzo ciekawą pracę w firmie farmaceutycznej.

W sytuacji, kiedy tracimy pracę, szczególnie w przypadku mężczyzn, dobrze jest znaleźć jak najszybciej jakieś zajęcie, nawet nieodpłatne, np. wolontariat. Chodzi o to, by nieść innym pomoc i dzięki temu nie być ofiarą, tylko ofiarom pomagać. To niezwykle ważny mechanizm obronny.

● I tak właśnie postąpiłby pan, gdyby stracił pracę?

- W pierwszej kolejności kupiłbym sobie, nawet za ostatnie pieniądze, bardzo eleganckie angielskie buty. Dobre buty to w przenośni i dosłownie wizytówka każdego mężczyzny. Stare porzekadło mówi: poznać waść po cholewach. Człowiek bezrobotny musi odbyć wiele spotkań, odnowić dawne znajomości, tymczasem ludzie oceniają możliwości i wartość człowieka głównie po jego wyglądzie. Tak to działa.