• Lekarze chcą gwarancji pensji minimalnej w ponadzakładowym układzie pracy
  • Eksperci mają wątpliwości prawne, czy jest możliwe zawarcie układu
  • Szpitale mogą nie mieć pieniędzy na postulowane w układzie płace

Dla Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy zawarcie ponadzakładowego układu zbiorowego pracy to gwarancja wyższych płac. Medycy chcą, by w układzie zapisano m.in., że specjalista zarabia nie mniej niż 7,5 tys. zł. Układ może zawierać też kwestie dotyczące dodatków za wysługę lat i urlopów szkoleniowych. Wobec takich postulatów nie wiadomo, czy uda się wynegocjować wspólne stanowisko z rządem. Problemów jest jednak więcej: kto mógłby być drugą, po związkowej, stroną układu, czy możliwe jest w ogóle zawarcie takiego układu w obecnej sytuacji w ochronie zdrowia. Właścicieli placówek medycznych jest bowiem wielu, a za świadczenia płaci Narodowy Fundusz Zdrowia. Rozmowy dotyczące układu mają rozpocząć się dzisiaj.

Recepta lekarzy na układ dla wszystkich pracowników ochrony zdrowia jest pozornie prosta. Pierwszy krok to zawarcie układu przez ministra zdrowia z jednostkami jemu podlegającymi. Jest ich około 90, a w wykazie znajdują się m.in. jednostki badawczo-rozwojowe (np. warszawski Instytut Matki i Dziecka czy łódzkie Centrum Zdrowia Matki Polki) oraz stacje krwiodawstwa i sanepidy. Następnie minister pracy miałby dokonać rozszerzenia układu na wszystkie zakłady opieki zdrowotnej. To oznaczałoby, że układ byłby wiążący zarówno dla publicznych, jak i niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej.

Trudne zadanie

- Jeśli będzie dobra wola, taka operacja jest do przeprowadzenia - mówi szef OZZL Krzysztof Bukiel, choć ma wątpliwości, czy taka dobra wola, mimo deklaracji, jest po stronie polityków.

Są jednak wątpliwości natury prawnej i ekonomicznej. Specjalista prawa pracy, profesor Jerzy Wratny z Uniwersytetu Rzeszowskiego zwraca uwagę, że kodeks pracy przewiduje, iż tylko do końca 2008 roku stroną układu może być organ administracji publicznej (a więc minister zdrowia). Wtedy też taki układ z mocy prawa wygaśnie, choć są prowadzone prace nad przedłużeniem działania tego przepisu.

- Po tym okresie jedynie organizacje pracodawców mogą zawierać układy zbiorowe - podkreśla.

Problematyczne rozszerzenie

Wniosek o rozszerzenie układu mogą złożyć zainteresowane organizacje pracodawców i związki zawodowe. - Minister zdrowia nie jest organizacją pracodawców, jest więc wątpliwość, czy może on wystąpić z wnioskiem o generalizację - podkreśla profesor.

Wątpliwości dotyczące układu zbiorowego ma też wiceprezes BCC Zbigniew Żurek.

- Czy taki układ w ogóle jest możliwy w ochronie zdrowia? Kto byłby jego stronami? W lecznictwie panuje bardzo duże rozdrobnienie właścicielskie. Pytanie, czy minister zdrowia może być stroną takiego układu dla wszystkich szpitali, skoro podlegają mu tylko wybrane - mówi.

Były minister pracy Michał Boni, obecnie ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, zaleca szczególną ostrożność i głęboki namysł nad tą kwestią. Czy stroną nie powinien być Narodowy Fundusz Zdrowia?

- Sytuacja w ochronie zdrowia jest niezwykle skomplikowana. Paradoks polega na tym, że NFZ nie jest pracodawcą, ale przecież przekazuje pieniądze na świadczenia zdrowotne i nie jest tak, że nie zawierają się w nich środki na płace - mówi.

Dodaje, że układ zbiorowy to nie tylko podpisanie jakiegoś dokumentu, ale i rokowania oraz branie odpowiedzialności za wynegocjowane kwestie. - Tę odpowiedzialność trzeba jasno określić - podkreśla Michał Boni.

Przypomina, że ponadzakładowego układu zbiorowego dla górników nie podpisała strona rządowa, tylko zarządzający kopalniami, mimo że kopalnie należą do państwa.

Krzysztof Bukiel nie wyklucza, że uda się namówić jakąś organizację pracodawców na złożenie wniosku o rozszerzenie układu w danym regionie. Ale nawet gdyby tak się stało, pozostaje jeszcze jedna wątpliwość. Profesor Jerzy Wratny przypomina, że kodeks pracy stanowi, iż jedną z przesłanek do rozszerzenia układu musi być stwierdzenie prowadzenia przez pracodawcę takiej samej lub zbliżonej działalności gospodarczej jak pracodawcy objęci układem. - Czy jednostki prowadzone przez ministra zdrowia prowadzą działalność gospodarczą? Czy działalność taką prowadzą zakłady opieki zdrowotnej? - pyta profesor Jerzy Wratny.

Odpowiedź na to proste z pozoru pytanie nie jest łatwa, bowiem - jak podkreślał wielokrotnie specjalista prawa administracyjnego, profesor Hubert Izdebski - samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej to hybryda.

- Realizacji zadań tych zakładów nie powinno się traktować wprost jako prowadzenia działalności gospodarczej - pisał w publikacji Analizy i Opinie Instytutu Spraw Publicznych (2/2003).

Z drugiej strony nie brakuje też ekspertyz, których autorzy uważają inaczej.

Wydaje się natomiast, że nie ma przeciwskazań do zawarcia układu przez jedną tylko grupę zawodową.

- Byłby to wyjątek, ale dopuszczalny, jeśli związek zrzesza pracowników jednej tylko grupy zawodowej - mówi profesor Jerzy Wratny.

Chodzi o pieniądze

- Generalizacja jest możliwa, ale wymaga dobrej woli trzech stron - mówi Mariusz Piechota, były lider Związku Zawodowego Anestezjologów, a obecnie wicedyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 5 w Łodzi.

Raczej nie ma wątpliwości dotyczących możliwości zawarcia układu, ale zastrzega, że tak naprawdę sprawa sprowadza się do pieniędzy.

- Jeśli taki układ miałby być zawarty, muszą się znaleźć pieniądze na jego realizację. Minister zdrowia ma takie możliwości, bo to on jest odpowiedzialny za prowadzenie polityki zdrowotnej - mówi.

Dla wiceprezesa BCC Zbigniewa Żurka niebezpiecznym precedensem byłoby zapisanie w układzie pensji minimalnej.

- Zwłaszcza że poziom ten znaczenie przewyższa obecnie obwiązujący w gospodarce - dodaje.

Natomiast dyrektor podlegającego ministrowi Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, profesor Kazimierz Roszkowski-Śliż mówi, że chętnie na układ przystanie, ale najpierw muszą być pieniądze na jego realizację.

- Bez wzrostu składki to się nie uda - dodaje.

UKŁADY ZBIOROWE PRACY W OCHRONIE ZDROWIA

Obecny wniosek OZZL o podpisanie ponadzakładowego układu zbiorowego pracy nie jest pierwszym. W 1995 roku związek złożył taki wniosek do ministra zdrowia, wówczas Jacka Żochowskiego, kiedy cała służba zdrowia należała do sfery budżetowej. Lekarze chcieli zawrzeć układ tylko dla swojej grupy zawodowej. Nie było jednak zgody co do układu dla jednej tylko grupy pracowników służby zdrowia i minister zdrowia podjął rozmowy ze wszystkimi związkami w tym sektorze w celu zawarcia układu dla całej branży. Negocjacje zakończyły się za czasów następnego rządu, koalicji AWS-UW, uroczystym... niepodpisaniem układu w 1999 roku. Stroną, która zawetowała porozumienie, był Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. OZZL nie chciał bowiem zgodzić się na to, że w układzie nie było klauzul o wysokości płac w ochronie zdrowia. NSZZ Solidarność doprowadziła po tym wecie do zmiany przepisów w kodeksie pracy dotyczących kwestii reprezentatywności potrzebnej do zwierania ponadzakładowych układów zbiorowych. Niemniej jednak, w 2001 roku, OZZL zablokował po raz drugi podpisanie układu dla pracowników jednostek podległych ministrowi zdrowia.

JUSTYNA WOJTECZEK, DOMINIKA SIKORA

gp@infor.pl