W jednym z wywiadów powiedziała pani, że los artystów w Polsce jest smutny. Co miała pani na myśli?

Trudne położenie wielu z nich, zwłaszcza starszych, wegetujących czasem na głodowej emeryturze. Przyczyną ich kłopotów jest nasz system zabezpieczeń społecznych, niedostosowany do specyfiki działalności twórczej. Zdarza się, że nawet legendarnym niegdyś artystom starość upływa w warunkach urągających przyzwoitości.

Ciężka bywa też sytuacja twórców, którzy są w pełni sił, ale nie pracują na etacie. Nasz system postrzega ich jako drobnych przedsiębiorców, tymczasem dobra, które wytwarzają, mają specyficzną naturę i niekoniecznie sprzedają się jak świeże bułki czy usługi hydrauliczne. Tym samym ich dochody często nie pozwalają opłacać składek ZUS i w konsekwencji – korzystać np. z systemu opieki zdrowotnej. To właściwie rodzaj wykluczenia, które niekiedy dotyka całe rodziny. Ilustrują to już dowcipy: np. czym różni się ławka od muzyka? Tym, że ławka może utrzymać trzy osoby. Raczej czarny humor.

Ten problem nie dotyczy jednak tylko artystów. Zmaga się z nim także wielu freelancerów.

To prawda, status freelancera w żadnym zawodzie nie jest łatwy i zapewne należałoby zadbać o jego lepszą osłonę także np. w odniesieniu do dziennikarzy. Wiem coś o tym, bo sama jestem z zawodu dziennikarką i bywałam także freelancerem. Wszelako zadaniem ministra kultury jest przede wszystkim troska o środowisko artystyczne, dlatego na nim się koncentrujemy. Poza tym uwarunkowania pracy artystycznej i dziennikarskiej są jednak nieco inne. Rynek medialny jest u nas lepiej rozwinięty niż rynek sztuki, na tym pierwszym więc łatwiej o źródła dochodu. Inna jest też natura procesu twórczego. Rzecz tak tajemnicza jak kreacja artystyczna wymaga często dość długiego okresu inkubacji, konieczność dorabiania w tym czasie na boku zakłóca albo wręcz paraliżuje dynamikę tworzenia dzieła sztuki i w efekcie artyści porzucają swoje powołanie na rzecz pracy zarobkowej. A nie chcemy, by tak się działo.

Niedawno zakończony cykl debat w ramach projektu Ogólnopolskiej Konferencji Kultury (OKK) jest odpowiedzią na te bolączki środowiska?

Tak. Już na początku kadencji napływająca do ministerstwa lawina pism i postulatów uświadomiła nam gigantyczną skalę problemu oraz to, że zjawisko ma systemowy charakter – nie pomogą incydentalne interwencje w tej czy innej sprawie. Przygotowanie szerokiej debaty nad systemem organizacji pracy artystycznej zajęło jednak sporo czasu. Środowisko jest mocno rozproszone, dość powiedzieć, że ostatecznie w OKK uczestniczyło ok. 250 podmiotów – stowarzyszeń i zrzeszeń twórczych, związków zawodowych itd. Trzeba było najpierw do wszystkich dotrzeć, zachęcić do dyskusji, wytworzyć modus operandi itd. Nieocenioną rolę w powodzeniu tego przedsięwzięcia odegrał Narodowy Instytut Fryderyka Chopina i osobiście jego dyrektor Artur Szklener, jako organizator konferencji.

Środowisko wypracowało m.in. wspólną definicję i kryteria uznania statusu artysty. Czy ta propozycja uzyska akceptację resortu?

Tak. Po to właśnie zorganizowaliśmy konferencję, by rozwiązania legislacyjne odpowiadały oczekiwaniom środowiska, o ile zdoła ono je uzgodnić. To nie było łatwe, trzeba powiedzieć.

Chciałabym podkreślić, że dyskusja o statusie artysty nie łączy się w żadnym stopniu z prawem do wykonywania pracy artystycznej. Instytucje i organizatorzy wydarzeń artystycznych będą mogli, jak dotychczas, decydować, kogo i w jakiej roli chcą zatrudnić. Status artysty profesjonalnego jest potrzebny, aby zapewnić ochronę tym, którzy mają przerwy w pracy artystycznej lub dochody poniżej ustalonej średniej kwoty.

W tej koncepcji nadanie statusu artysty będzie odbywać się bez udziału ministerstwa, o co były największe obawy.

W debacie przeważyła opinia, że podstawą nadania tego statusu powinny być dwa kluczowe kryteria: wykształcenie – w praktyce dyplom szkoły lub uczelni artystycznej – albo dorobek twórczy, bo nie wszyscy artyści są nimi z wykształcenia, w niektórych obszarach to wręcz niemożliwe, np. w kulturze ludowej czy twórczości literackiej. Dorobek weryfikować powinny reprezentatywne dla danej dziedziny stowarzyszenia, resort nie ma takich ambicji ani możliwości po temu. Wiemy jednak, że stowarzyszenia, szczególnie te mniejsze, obawiają się ciężaru administrowania całą procedurą. Dlatego może będzie potrzebne wsparcie ministerstwa w zakresie techniczno-administracyjnym. Gotowi jesteśmy oczywiście go udzielić.

Obecnie przy ministrze kultury działa komisja, której zadaniem jest uznawanie działalności za twórczą lub artystyczną i ustalanie daty jej rozpoczęcia do celów emerytalnych. Czy ona po zmianach zostanie utrzymana?

O tym zadecyduje ostateczna konstrukcja zabezpieczeń socjalnych przysługujących osobom o statusie profesjonalnego artysty. Zgodnie z sugestią OKK ma powstać fundusz resortowy, który współfinansowałby składki ZUS dla twórców o najniższych dochodach. Nad jego koncepcją jeszcze pracujemy. Najpierw trzeba doprecyzować formułę, potem dobrać do niej stosowne narzędzia realizacji.

Czy środki na ten fundusz pochodziłyby z budżetu państwa?

Być może. Rozważamy też wykorzystanie na ten cel opłaty reprograficznej, co jest praktykowane w wielu krajach. To rozwiązanie nie obciąża bezpośrednio finansów państwa.

Środowisko jest jednak za tym, aby fundusz bazował głównie na środkach z budżetu.

Chyba chodzi głównie o gwarancje budżetu państwa, co w odniesieniu do świadczeń emerytalnych na pewno jest właściwe. Proszę zauważyć, że na OKK debatowali przeważnie artyści, a nie eksperci od mechanizmów finansowych. Zgłoszono sugestie, które resort musi teraz przełożyć na konkretne rozwiązania prawno-finansowe. To nie jest zresztą proste. Okazało się bowiem, że nie wiemy, jak liczne jest grono profesjonalnych artystów w poszczególnych dziedzinach sztuki, a żadnych zmian nie można rzetelnie przygotować i przedstawić parlamentowi do uchwalenia, jeżeli nie wiadomo, ilu jest potencjalnych beneficjentów. Dlatego zleciliśmy już stosowne badania. Prowadzi je prof. Dorota Ilczuk, ekspert OKK. Rzecz czasochłonna, bo dane muszą być dość szczegółowe, jako że wsparcie ma objąć tych artystów, którzy naprawdę go potrzebują, tj. twórców zawodowych pozbawionych etatu i osłony socjalnej. Ufam jednak, że do końca roku otrzymamy wyniki.

Od jakiego progu zarobków taka pomoc miałaby być przyznawana?

Jest kilka koncepcji. Punktem odniesienia mogą być progi przewidziane w rządowym projekcie małego ZUS, który zakłada, że drobni przedsiębiorcy zapłacą niższe składki na ubezpieczenie społeczne, jeżeli ich przychody w 2018 r. nie przekroczą średniomiesięcznie 5250 zł. Koresponduje to z sytuacją artystów, szczególnie tych zarabiających najmniej. Z ostatecznymi decyzjami musimy jednak poczekać do zakończenia wspomnianych badań.

OKK proponuje też 5-letnią ulgę na start dla artystów. Czy resort będzie dążył do realizacji tego postulatu?

Będziemy starali się zrealizować postulaty OKK, choć zapewne nie uda się urzeczywistnić wszystkich od razu. W pierwszej kolejności podejmiemy te, co do których na forum OKK udało się osiągnąć środowiskowy konsensus.

Niektórzy eksperci uważają, że remedium na problemy artystów mogłoby być powszechne oskładkowanie umów o dzieło. Co pani na to?

Należy oddzielić kwestię zabezpieczeń socjalnych i składki na ZUS od formy umowy. Powszechnym postulatem, zgłoszonym podczas OKK, było jednoznaczne określenie w przepisach, że każda artystyczna działalność wykonawcza jest działalnością twórczą i z tego tytułu artystom wykonawcom przysługuje 50 proc. odliczenia kosztów uzyskania przychodu. Artysta sam ponosi wiele nakładów związanych z wykonaniem dzieła, nawet jeśli nie ma ono postaci materialnej, lecz performatywną. Skoro przedsiębiorca może odliczać koszty uzyskania przychodu i to bez limitu, artysta także powinien mieć zagwarantowane prawo do odliczenia zryczałtowanej kwoty 50 proc. jako kosztu uzyskania przychodu. Następnie, w zależności od tego, jaki dochód średniomiesięcznie uzyskuje, powinien mieć możliwość opłacenia odpowiedniej stawki ZUS, która zapewni mu osłonę socjalną. Dzisiaj nieoskładkowane umowy o dzieło cieszą się powodzeniem za sprawą kiepskiej kondycji materialnej artystów, których często zwyczajnie nie stać na dźwiganie obciążeń fiskalnych.

W odniesieniu do których regulacji zgłaszanych przez środowisko artystów i twórców już teraz wiadomo, że są nie do przyjęcia?

Część postulatów odrzucono już w trakcie debaty, np. by status artysty był przyznawany jedynie osobom, które utrzymują się wyłącznie albo w przeważającym procencie z pracy twórczej. To dyskryminowałoby np. poetów, bo z publikacji wierszy nie da się wyżyć. Wycofano się też z pomysłu powrotu do tzw. konta „W”, które kiedyś umożliwiało zmniejszenie obciążeń podatkowych w przypadku otrzymywania wysokich honorariów, ale w znacznych odstępach czasu, tak bywa w np. filmie. Uznano, że obecnie sprawa jest zbyt trudna w realizacji. Ostatecznie powstała lista priorytetów, bo skala zaniedbań jest ogromna i nie sposób ich wszystkich od razu nadrobić. Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że uzdrowienie sytuacji w kulturze to zadanie na lata. Wszelako każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku i ten pierwszy krok, a może nawet dwa czy trzy, chcemy wykonać. Postanowiono zacząć od statusu artysty, bo jego wprowadzenie warunkuje dalsze starania o towarzyszące mu uprawnienia.

Kiedy można spodziewać się już konkretnych projektów zmian w przepisach?

Terminarz prac zależy od przebiegu badań, o których już mówiłyśmy. Bez oceny skali wydatków nie możemy skierować żadnego projektu na ścieżkę legislacyjną. Potem już wszystko w gestii parlamentu. Bardzo chciałabym, aby status artysty uchwalony został jeszcze w tej kadencji, bo mam szczerą nadzieję, że skoro w ten sposób droga ku kolejnym regulacjom zostanie otwarta, ekipa wyłoniona w najbliższych wyborach, jakakolwiek będzie, podejmie pałeczkę w poczuciu odpowiedzialności za państwo i jego rozwój. Bo ten rozwój zależy w głównej mierze od kreatywności społeczeństwa. A nie ma kreatywności bez artystów. Nie stać nas, by marnować ich potencjał twórczy.