źródło: Dziennik Gazeta Prawna

16 lipca ZUS ma ogłosić pierwszy konkurs na projekty dotyczące „dofinansowania działań skierowanych na utrzymanie zdolności do pracy przez cały okres aktywności zawodowej, prowadzonej przez płatników składek”. Nazwa długa i skomplikowana, ale sprowadza się do jednego – do podziału w przyszłym roku jest minimum 50 mln zł wyłącznie na prewencję wypadkową. Czasu na złożenie wniosków będzie mało – okienko zamknie się 23 sierpnia.

Firma ubiegająca się o wsparcie będzie mogła uzyskać maksymalnie 60 punktów. Na ich podstawie ułożona zostanie lista rankingowa – kto będzie miał ich więcej, będzie miał też większe szanse na wsparcie.

Konkurs, nie kolejność

Obowiązek dzielenia środków na prewencje w drodze konkursów wprowadził art. 37c. 1 ustawy z 27 października 2017 r. o zmianie ustawy o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych (Dz.U. poz. 2179).

Do końca zeszłego roku obowiązywała zasada kto pierwszy, ten lepszy, a ZUS został zakorkowany lawiną 10,2 tys. wniosków.

– Wszystkie zostały ocenione pod względem formalnym. Do części były uwagi merytoryczne i obecnie czekamy, aż wnioskodawcy prześlą skorygowaną wersję. Takich spraw jest 83. Na ocenę czeka jeszcze 144 wnioski – tłumaczy Bartłomiej Celejewski z biura prasowego centrali ZUS. 3756 firm nie spełniło ogólnych zasad i nie dostanie ani grosza. Zakład na podstawie starych reguł wypłaci 138,934 mln zł.

Idzie nowe

Obecnie ZUS będzie sprawdzał wymogi formalne wniosku, a najważniejsza część oceny – czynników szkodliwych – zostanie przeprowadzona przez ekspertów Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego. Możliwość ubiegania się o dofinansowanie będą mieć tylko ci przedsiębiorcy, którzy nie zalegają z opłacaniem składek, terminowo opłacają podatki, a ich firmy nie znajdują się w stanie upadłości, likwidacji i nie toczy się wobec nich postępowanie upadłościowe.

Każdy z ubiegających się musi liczyć się także z tym, że wniosek będzie sprawdzony pod kątem zgodności nie tylko z kodeksem pracy, lecz także z sześcioma rozporządzeniami dotyczącymi m.in. użytkowania maszyn, czynników szkodliwych dla zdrowia oraz minimalnych wymagań BHP. Weryfikowane będzie również to, czy pieniądze zostały wydane na zakładany cel. Jeśli zostaną stwierdzone nieprawidłowości, ZUS może rozwiązać umowę bez wypowiedzenia.

Taki sposób przyznawania środków przez ZUS jest pozytywnie oceniany zarówno przez pracodawców, jak i związkowców.

– W ten sposób eksperci ocenią wnioski pod względem merytorycznym – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista z Federacji Przedsiębiorców Polskich.

– Dobrze się stało, że zmieniono przepisy. O wsparcie inwestycji związanych z poprawą bezpieczeństwa pracy będą mogli się ubiegać wszyscy przedsiębiorcy, a nie tylko ci, którym udało się dowiedzieć o naborze wniosków. To są środki publiczne, które powinny być dobrze wykorzystane. A tylko forma konkursu umożliwia przydział wsparcia najlepszym rozwiązaniom – podkreśla Bogdan Grzybowski, dyrektor wydziału polityki społecznej OPZZ i członek rady nadzorczej ZUS.

Podobnie uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy z Konfederacji Lewiatan.

– Efektywność wykorzystania środków jest sprawą najważniejszą. W końcu na ten cel są wykorzystywane środki wpłacane przez firmy (pieniądze pochodzą ze składki wypadkowej – red.) – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Nierówne szanse

Zmiana zasad ubiegania się o dofinansowanie prewencji ma też jednak swoje wady. Otóż wniosek, który należy przedstawić, nie jest prosty, więc jego wypełnienie wiązać się będzie ze sporymi kosztami. Małe przedsiębiorstwo starające się o pieniądze będzie musiało zapłacić firmie zewnętrznej za profesjonalne przygotowanie dokumentu.

– Problemów z prawidłowym wypełnieniem wniosków nie powinni mieć ci przedsiębiorcy, którzy w sposób rzetelny przeprowadzali ocenę ryzyka zawodowego każdego stanowiska pracy – tłumaczy Tadeusz Zając, były główny inspektor pracy, doradca prezydenta Pracodawców RP.

– Teraz wystarczy, że wskażą to, co chcą poprawić. Problem jednak polega na tym, że takie badania są kosztowne. I dlatego tak naprawdę stać na nie wyłącznie duże firmy. W gorszej sytuacji są małe i średnie przedsiębiorstwa – dodaje.

To potwierdzają sami zainteresowani

– Jako mały przedsiębiorca bardzo chętnie bym skorzystała z możliwości dofinansowania 90 proc. wydatków na poprawę warunków pracy – zauważa Dorota Wanda Wolicka, przedsiębiorca z Wrocławia. – Problem jednak polega na tym, że nie potrafię sama wypełnić takiego wniosku. Zapłacenie kilkuset lub więcej złotych za jego przygotowanie mija się z celem, więc szanse małej firmy na zdobycie wsparcia ZUS są niewielkie. A to oznacza, że sama zostanę z problemem poprawy warunków pracy – dodaje.

Jak więc powinien wyglądać docelowy system wsparcia dla firm? – Naszym celem powinno być rozwijanie nowych technologii, gdzie jest najniższa wypadkowość. I właśnie z tego powodu firmy, gdzie zdarza się najwięcej wypadków, powinny płacić najwyższe składki na ubezpieczenie wypadkowe. Na dłuższą metę zachowanie obecnego systemu dofinansowania będzie ukrytą formą dotacji np. kopalni, gdzie wypadkowość jest największa – dodaje Jeremi Mordasewicz.