W Radzie Dialogu Społecznego (RDS) reprezentowane są tylko największe organizacje pracodawców. Wynika to z art. 24 ust. 2 pkt 1 ustawy o RDS (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 1240 ze zm.). Stanowi on, że za reprezentatywne organizacje pracodawców można uznać tylko takie, których członkowie zatrudniają co najmniej 300 tys. pracowników. Mimo że ustawy się zmieniały, zasada ta obowiązuje od 1991 r. Obecnie warunki te spełnia pięć podmiotów. Ale już niebawem będzie ich więcej.

Na podpis prezydenta czeka bowiem nowelizacja ustawy o związkach zawodowych, która zmieni także ustawę o RDS. Artykuł 15 noweli zmieni art. 24 ustawy o RDS w ten sposób, że reprezentatywnymi organizacjami pracodawców będą już nie tylko te, których członkowie zatrudniają pracowników. Warunkiem będzie „zatrudnianie co najmniej 300 tys. osób wykonujących pracę zarobkową”, czyli także zleceniobiorców i przyjmujących dzieło.

Wzburzenie biznesu

– Ten przepis jest kuriozalny – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Wtóruje mu adwokat Radosław Płonka, ekspert prawny BCC. – Z jednej strony obecnie rządzący walczą z umowami śmieciowymi, a z drugiej wspierają przedsiębiorców, którzy nie dają etatów – podkreśla.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Jesteśmy krytyczni wobec tej zmiany, tym bardziej że nie była ona poddana głębszej dyskusji i uzgodnieniu ze stroną pracodawców. Ustawa o RDS powstała raptem trzy lata temu w drodze konsensusu wszystkich stron. Nowa regulacja prowadzi w praktyce do zmiany charakteru organizacji pracodawców i wielu wątpliwości prawnych – dopowiada Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych w Konfederacji Lewiatan.

Przedstawiciele pracodawców nie kryją swego wzburzenia. Przede wszystkim nie podoba im się, że ich stronę będą reprezentowały organizacje, których członkowie opierają się jedynie na umowach cywilnoprawnych. W tym mogą być takie, które zamiast dbać o ogół biznesu, poprzez członkostwo w radzie będą chciały załatwiać swoje interesy. Skorzystać mogą branże, w których stosowanie umów cywilnoprawnych jest nagminne, np. branża ochroniarska.

– Przecież w RDS mogą być sprawy, w których stanowisko pracodawców i zleceniodawców oraz dających dzieło będą zupełnie rozbieżne. Dlaczego więc ma to być formalnie jeden głos? I czy jeśli pojawi się różnica zdań, to po spotkaniu rady przedstawiciel strony rządowej wyjdzie i powie mediom, że pracodawcy nie byli w stanie się dogadać nawet sami ze sobą? – zastanawia się Cezary Kaźmierczak.

Jego zdaniem pojawią się też duże problemy z oceną tego, która organizacja będzie mogła wejść do RDS, a która nie. Próg w postaci liczby pracowników etatowych jest bowiem jasnym kryterium. Przy umowach cywilnoprawnych jest znacznie większa rotacja pracujących, przez co może dochodzić do sytuacji, w których np. w miesiącach letnich organizacja będzie mogła uchodzić za reprezentatywną, za to w zimie już nie.

– Współczuję sądom, które będą oceniały reprezentatywność organizacji. To jest głupie prawo nie tylko ze względu na cel, lecz także na trudność w jego realizacji – uważa Kaźmierczak.

Brak dialogu

Przedstawiciele biznesu mają duży żal do władzy o to, że zmiany w ustawie o RDS w zasadzie nie zostały z nimi uzgodnione. Ustawodawca nie wyjaśnił też, po co ich dokonuje. Na temat samych zmian w uzasadnieniu do projektu ustawy są dosłownie dwa zdania, które znajdują się na 56 stronie dokumentu. Ich celu jednak nie określono.

– Uważam, że postulat włączenia zleceniodawców i dających dzieło do prac RDS mógłby zostać rozważony, choć niekoniecznie organizacje ich zrzeszające powinny uchodzić za stronę pracodawców. Niestety w procesie legislacyjnym ustawy dotyczącej organu, w którym powinien się odbywać dialog, zabrakło jakiejkolwiek rozmowy z pracodawcami – wskazuje mec. Radosław Płonka.

Dlaczego tak się stało? Niewykluczone, że wielu parlamentarzystów... nie wiedziało, za czym głosuje. Projekt ustawy był przedstawiany jako realizacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2 czerwca 2015 r. (sygn. akt K 1/13). Z reguły takie ustawy nie wzbudzają kontrowersji – posłowie i senatorowie uznają, że skoro trybunał nakazał coś zmienić, to należy to uczynić.

Sęk w tym, że TK we wspomnianym orzeczeniu stwierdził jedynie, że wstępować do organizacji związkowych mogą wszystkie osoby świadczące pracę za wynagrodzeniem, bez względu na podstawę zatrudnienia.

– To się zaś ma nijak do tego, kogo uznaje się za organizację reprezentatywną w kontekście ustawy o RDS. Można zabezpieczać prawa związkowe osób pracujących, ale jednocześnie nie przyznawać nowych uprawnień przedsiębiorcom, którzy oferują przede wszystkim umowy cywilnoprawne – przypomina Cezary Kaźmierczak.

Trzech posłów Prawa i Sprawiedliwości, których zapytaliśmy o zdanie, stwierdziło, że aż tak dokładnie nie przeanalizowali ustawy.