RAPORT

W najnowszym raporcie Najwyższa Izba Kontroli zarzuciła resortowi edukacji, że nie nadzoruje, jak uczniowie spełniają obowiązek nauki. Ministerstwo nie ma kompletnych i zgodnych ze stanem faktycznym danych o liczbie uczniów chodzących do szkół. Ponadto NIK podkreśla, że już trzy lata temu proponowała zmienić przepisy dotyczące kontroli spełniania obowiązku nauki. W tym czasie rząd pięć razy nowelizował ustawę, ale pominął tę kwestię.

Bez kontroli

Obowiązek szkolny dziecka rozpoczyna się z początkiem roku szkolnego, w tym roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy siedem lat, i trwa do ukończenia gimnazjum, nie dłużej jednak niż do ukończenia 18 roku życia.

- Kontrolę nad jego wykonywaniem przez uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych sprawują dyrektorzy tych szkół - wyjaśnia Grzegorz Buczyński, dyrektor departamentu nauki, oświaty i dziedzictwa narodowego w NIK. Nad spełnianiem obowiązku szkolnego, zwanego obowiązkiem nauki, przez starszych uczniów czuwają już władze samorządowe.

- Dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych nie muszą jednak informować nas o tym, ilu uczniów nie podjęło nauki albo ilu wagaruje - wyjaśnia Irena Szkudaj, kierownik Referatu Edukacji Urzędu Miasta w Mrągowie (woj. warmińsko-mazurskie).

Dlatego samorządowcy od lat postulowali, aby w ustawie zobowiązać dyrektorów szkół ponadgimnazjalnych do informowania ich o tym, kto został przyjęty do szkoły, a kto ją porzucił.

- Odpowiednie zmiany zapisaliśmy w znajdującej się już w Sejmie nowelizacji ustawy o systemie oświaty - mówi Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji.

Nowela zobowiązuje dyrektorów publicznych i niepublicznych szkół ponadgimnazjalnych oraz osoby prawne lub fizyczne prowadzące działalność oświatową, a także pracodawców prowadzących przygotowanie zawodowe dla młodocianych do powiadomienia wójta, burmistrza, prezydenta o przyjęciu do placówki absolwentów gimnazjum zamieszkałych na terenie danej gminy.

Z kolei rodzice dziecka podlegającego obowiązkowi nauki na żądanie władz gminy, na terenie której mieszkają, będą zobowiązani poinformować je o formie spełniania obowiązku nauki.

Zdaniem Ewy Dumkiewicz-Sprawka, dyrektora wydziału oświaty i wychowania w lubelskim magistracie, zaproponowane zmiany idą w dobrym kierunku. Obecnie bowiem zarówno rodzice, jak i dyrektorzy szkół nie muszą odpowiedać na pytania władz gminy.

Sprzeczne dane

Grzegorz Buczyński dodaje, że zmiany ustawowe to za mało. Jego zdaniem resort musi zmobilizować gminy do rzetelnego przekazywania danych do Systemu Informacji Oświatowej.

Według GUS, w ubiegłym roku szkolnym było 1,6 mln osób w wieku 16-18 lat, a według Systemu Informacji Oświatowej - 1,67 mln. Różnica wynosi prawie 70 tys. Ponadto według SIO, w ubiegłym roku do szkół chodziło 1,58 mln uczniów w wieku od 16 do 18 lat, ale obowiązek nauki spełniało tylko 1,52 mln. Zdaniem kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli te liczby powinny być identyczne.

Profesor Zbigniew Marciniak, wiceminister edukacji, zapewnia, że zostanie zbudowany nowy system zbierania danych, pozwalający wychwytywać nieścisłości i rozbieżności.

Obecnie, zgodnie z ustawą o SIO, kto przekazuje nieprawdziwe dane, podlega karze grzywny. Według NIK, minister edukacji nie wystosowała ani jednego zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia wykroczenia. Profesor Zbigniew Marciniak zapewnia, że jeśli gminy będą notorycznie podawać błędne dane, to resort edukacji podejmie odpowiednie działania.

Nauka za granicą

Irena Szkudaj zauważa jednak, że obecnie duży problem stanowią także uczniowie, którzy wyjechali z rodzicami za granicę. W jej gminie tylko około 20 proc. rodziców informuje szkoły o tym, że opuszcza wraz z dziećmi Polskę. Większość wyjeżdża bez wyjaśnienia.

Krystyna Szumilas tłumaczy, że nowelizacja zobowiązuje rodziców do informowania, w terminie do końca września każdego roku, dyrektora szkoły podstawowej lub gimnazjum, w obwodzie których dziecko mieszka, o realizacji obowiązku szkolnego za granicą. Dodaje również, że nowela zezwala na realizowanie obowiązku szkolnego poza granicami Polski.

Kto łamie prawo

W ustawie o systemie oświaty nie jest też jasno sformułowane, od kiedy obowiązek szkolny nie jest realizowany.

- W efekcie nie wiadomo, jak potraktować rodziców ucznia, który pojawia się w szkole na jeden, dwa dni, najczęściej po to, by zjeść ciepły posiłek - mówi Irena Szkudaj.

W projekcie nowelizacji zapisano jednak, że niespełnienie obowiązku szkolnego i nauki oraz rocznego obowiązkowego przygotowania przedszkolnego to nieusprawiedliwiona nieobecność dziecka na zajęciach nieprzerwanie przez okres co najmniej jednego miesiąca.

Zdaniem Ireny Dzierzgowskiej, byłej wiceminister edukacji, taki przepis będzie łatwo ominąć. Wystarczy, że rodzice raz na miesiąc wyślą dziecko do szkoły.

SZERSZA PERSPEKTYWA

Wielka Brytania: jeśli uczeń uczęszcza na zajęcia nieregularnie lub jest nieobecny przez dziesięć dni bez usprawiedliwienia, szkoła informuje władze lokalne, które kierują sprawę do sądu.

Słowacja: gdy uczeń nie usprawiedliwi nieobecności na 15 lekcjach, dyrektor informuje władze lokalne. Te mogą odebrać rodzicom prawo do zasiłku rodzinnego.