źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Rewolucyjne zmiany są pokłosiem pożarów magazynów odpadów, których fala przetacza się przez kraj. Od początku roku mieliśmy ich już ponad 80.

W odpowiedzi na to minister środowiska Henryk Kowalczyk zapowiadał nowe regulacje, które położą kres patologii. Pierwszy pakiet przedstawiony w projekcie nowelizacji ustawy o odpadach sprowadzał się do przykręcenia śruby przedsiębiorcom i wprowadzenia bardziej restrykcyjnych wymogów jak np. instalowanie monitoringu na wysypiskach.

To tylko jedno z narzędzi. Drugim ma być właśnie wzmocnienie nadzoru inspekcji ochrony środowiska, która miałaby m.in. przeprowadzać wyrywkowe kontrole w środku nocy, bez zawiadamiania przedsiębiorcy z 7-dniowym wyprzedzeniem jak dotychczas.

Szczegółowe propozycje przedstawiono w najnowszym projekcie nowelizacji ustawy o Inspekcji Ochrony Środowiska oraz niektórych innych ustaw. Szkopuł w tym, że do precyzji im bardzo daleko, a jak przekonują sami zainteresowani, wątpliwości jest co nie miara. I zwracają uwagę m.in. na urywające się zdania, a także jawną sprzeczność niektórych zapisów.

– Nie sposób pozbyć się wrażenia, że projekt przygotowywano w ogromnym pośpiechu, co niestety odbija się na regulacjach, które są niedopracowane. A to błąd, bo reforma inspekcji jest niezbędna. Nie da się jednak naprawić systemu, który szwankuje od lat, w dwa tygodnie – komentuje Andrzej Guła, prezes Polskiego Alarmu Smogowego.

Roszady kadrowe

Lista zarzutów inspektorów jest długa. Krytykowany jest m.in. art. 10d ust. 3 projektowanej ustawy. Pozwala on Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska powołać specjalny, ponadregionalny zespół kontrolny, którego szeregi zasililiby wybrani pracownicy wojewódzkich oddziałów. Dzięki temu możliwe byłyby kontrole krzyżowe u więcej niż jednego przedsiębiorcy na całym terenie kraju. To z kolei, jak przekonuje resort, pozwoliłoby lepiej walczyć z szarą strefą w gospodarce odpadami.

Szkopuł w tym, że zgodnie z proponowanym brzmieniem przepisów o zaangażowaniu pracownika wystarczyłoby tylko poinformować właściwego wojewódzkiego inspektora. Jego zgoda lub odmowa nie miałaby więc żadnego znaczenia. A to, jak przekonuje Grzegorz Uliński z WIOŚ w Lublinie, będzie rozbijało prace w zarządzanej przez niego jednostce i rzutowało m.in. na już rozpoczęte kontrole i wykonanie planu.

– Konieczne jest doprecyzowanie, jak długo takie oddelegowanie miałoby trwać, a także kto zapłaci wyznaczonemu pracownikowi wynagrodzenie i poniesie koszty jego podróży służbowych – twierdzi inspektor.

Ekosłużba jak w policji

Zgodnie z zapowiedziami ministerstwa WIOŚ ma nie tylko zintensyfikować kontrole (w czym ma pomóc planowane zwiększenie zatrudnienia o 600 osób), ale również ściślej współpracować z policją i innymi służbami. Jednak nawet bez ich pomocy inspektorzy mieliby zyskać nowe kompetencje zbliżone do uprawnień tych służb.

Mogliby m.in. zatrzymywać i kontrolować pojazdy przewożące odpady, monitorować tereny wysypisk z dronów, a także przeszukiwać nieruchomości, o ile zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Inspektorzy podchodzą do tych propozycji z dużą rezerwą. Zgadzają się, że współpraca z innymi służbami jest potrzebna. Ale wchodzenie w ich kompetencje już niekoniecznie.

– Nielegalne działania dotyczące np. szarej strefy w gospodarce odpadami powinny być poddane wstępnym działaniom rozpoznawczym przez służby takie jak policja czy KAS, a dopiero tak zabezpieczona dokumentacja winna być przekazana do inspektorów celem przeprowadzenia postępowania administracyjnego – twierdzi Piotr Jucha, zastępca Podkarpackiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska.

Jeszcze większe kontrowersje wzbudza projektowany art. 10b ust. 3. Zgodnie z nim inspektorzy mogliby powierzyć, w drodze umowy, przeprowadzenie czynności rozpoznawczych i operacyjnych wyspecjalizowanym jednostkom. I jak zwraca uwagę WIOŚ w Lublinie, w projekcie wcale nie sprecyzowano, że ma to być jednostka państwowa. Taki zapis otwiera więc drzwi dla prywatnych podmiotów. – Brzmienie przepisu pozwala na delegowanie zadań państwa, tj. użycie dronów, przeszukanie pomieszczeń, zatrzymanie pojazdów, również niepublicznym jednostkom, co wydaje się nie do pogodzenia z ideą wykonywania władzy publicznej – twierdzi Grzegorz Uliński z lubelskiego WIOŚ.

Wtóruje mu Grażyna Żyła-Pietkiewicz z WIOŚ w Białymstoku. – Naszym zdaniem nie jest to właściwe, a nawet nie powinno być dopuszczalne. Takie działania powinny prowadzić tylko organy do tego celu powołane, tzn. organy ścigania – podkreśla.

Więcej pytań niż odpowiedzi

Pod znakiem zapytania stoi też kwestia obiecywanych wyższych wynagrodzeń, które – czego nasi rozmówcy nie kryją – do najwyższych nie należą. Henryk Kowalczyk podkreślał, że inspektorzy będą mogli liczyć na podwyżki.

Zgodnie z liczbami podanymi w ocenie skutków regulacji do projektu ustawy, do kieszeni inspektorów ma wpaść 113 mln zł rocznie. 70 mln zł przeznaczono na wynagrodzenia już zatrudnionych, a 43 mln zł dla 600 pracowników, którzy dopiero zasilą szeregi IOŚ i będą wykonywać kontrole przez siedem dni w tygodniu 24 godziny na dobę.

Jak wysokie będą podwyżki i jak zostaną one podzielone między inspektorów? Tego nie wiadomo.

Przedstawiciele wojewódzkich inspektoratów zgłaszają jeszcze inne wątpliwości.

– Projekt ustawy w bardzo nieprecyzyjny sposób odnosi się do pracowników obecnych wydziałów i działów inspekcji. Czy wszyscy pracownicy działów mają pracować w sposób zmianowy? – zastanawia się Grażyna Żyła-Pietkiewicz z WIOŚ w Białymstoku.

Niewykluczone, że projekt przejdzie jeszcze gruntowny lifting. Jak poinformowało nas biuro prasowe Ministerstwa Środowiska, obecnie trwa analiza zgłoszonych uwag i opinii.

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach