Lada dzień wejdzie w życie zmieniona ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym (jest podpisana przez prezydenta, czeka na publikację w Dzienniku Ustaw). To pierwsza z dwóch gruntownych nowelizacji przepisów dotyczących systemu ratownictwa, przygotowanych przez resort zdrowia. Nazywana jest małą nowelą, a wkrótce do dalszych prac trafić ma „duża” (jest już po konsultacjach).

Obie ustawy zwiększają uprawnienia ratowników medycznych, kładąc jednocześnie nacisk na zasady ich kształcenia i doskonalenia zawodowego. Dlatego przez część środowiska uznawane są za krok w kierunku eliminacji lekarzy z systemu ratownictwa. Zwolennicy zmian argumentują jednak, że są one koniecznością – medyków po prostu brakuje, dlatego wzorem wielu innych państw powinniśmy oprzeć system na ratownikach medycznych i pielęgniarkach.

Czy potrzebny jest lekarz w karetce?

Początkowo resort zdrowia rzeczywiście miał pomysł, by całkowicie wyeliminować lekarzy z systemu. Od tego zamiaru jednak szybko odstąpił. Zdecydowano się za to na wzmocnienie ratowników. W myśl małej noweli będą mogli zostać kierownikami dyspozytorni medycznej lub wojewódzkimi koordynatorami ratownictwa medycznego. Jeszcze więcej uprawnień ma im dać duża nowela – m.in. prawo do stwierdzania zgonu.

Zwiększaniu kompetencji ratowników niechętni są lekarze. Bardzo stanowczo protestuje przeciwko temu np. prof. Juliusz Jakubaszko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej. Jego zdaniem mała nowela podważa lekarski nadzór nad funkcjonowaniem ratownictwa medycznego, a w konsekwencji pogarsza poziom bezpieczeństwa pacjentów.

– W strukturach opieki zdrowotnej jest miejsce dla ratowników medycznych jako paramedyków, wspierających działania lekarzy. Wszędzie jednak działają oni pod nadzorem i odpowiedzialnością specjalistów medycyny ratunkowej. Podkreślić należy, że nie wykonują oni samodzielnie świadczenia zdrowotnego, a jedynie różnego stopnia zaawansowania czynności ratunkowe – podkreśla prof. Jakubaszko.

Również Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich, uważa, że lekarze w pogotowiu są potrzebni. W jego opinii zmniejszająca się liczba karetek specjalistycznych to trend niepokojący. Podkreśla, że obecność lekarza istotna jest w sytuacjach kryzysowych, zdarzeniach masowych. Gdy w karetce wezwanej na miejsce wypadku jest lekarz, pewniej czują się przedstawiciele innych służb udzielających pomocy, choćby strażacy. Przyznaje jednak, że lekarze nie chcą pracować w systemie, a przez to, że jest ich mniej, staje się on tańszy.

Były już wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz, który był odpowiedzialny za system ratownictwa, twierdzi, że zmniejszająca się liczba karetek specjalistycznych nie powinna niepokoić. Wskazuje, że są kraje, w których w ogóle nie ma lekarzy w systemie ratownictwa, np. we Francji w karetkach jeżdżą strażacy będący ratownikami medycznymi, w Stanach Zjednoczonych system oparty jest na paramedykach. W niektórych państwach lekarz dyżuruje w dyspozytorni, nie jeździ ambulansem, a w razie potrzeby dojeżdża na miejsce zdarzenia samochodem.

Co na to sami ratownicy? – Mamy obecnie bardzo rozbudowane kompetencje, zarówno jeśli chodzi o leki, które możemy podawać, jak i procedury, które możemy wykonywać. Dlatego rzadko potrzebujemy wsparcia lekarza – mówi ratownik z warszawskiego pogotowia. Jego zdaniem na 10 karetek wystarczyłaby jedna z lekarzem. – Jestem za tym, żeby utrzymać zespoły specjalistyczne, ale żeby jeździli w nich lekarze z prawdziwego zdarzenia, a takich można policzyć na palcach jednej ręki. Młodzi się do tego nie garną, bo zarobki w pogotowiu są marne, a warunki trudne – dodaje.

Regiony się dostosowują

Sprawdziliśmy, jak zmieniają się proporcje liczby karetek specjalistycznych i podstawowych. We wszystkich województwach liczebność tych pierwszych w ostatnich miesiącach spadła. Powód wszędzie jest taki sam – coraz większe trudności z obsadą lekarską.

– Ze zjawiskiem przekształcania karetek specjalistycznych na podstawowe mamy do czynienia od 2016 r. To konsekwencja tego, że dysponent nie ma możliwości zapewnienia obsady lekarzy systemu w karetkach specjalistycznych. Problem narasta od kilku lat, obserwujemy malejące zainteresowanie lekarzy pracą w systemie ratownictwa medycznego w fazie przedszpitalnej – podkreśla Diana Głownia, rzeczniczka wojewody świętokrzyskiego.
Jej zdaniem istotna jest również kwestia uprawnień do pełnienia funkcji lekarza systemu. Pierwszego stycznia br. w regionie utraciło je 39 lekarzy, którzy nie rozpoczęli szkolenia specjalizacyjnego. Wraz z nowym rokiem możliwość pracy w pogotowiu w skali kraju straciło ok. 4 proc. medyków.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Diana Głownia dodaje, że w efekcie prowadzonych zmian zwiększa się liczba zespołów podstawowych. Ten trend widać także w pozostałych województwach.

W woj. podkarpackim do lipca 2017 r. ubyło 10 karetek specjalistycznych, a przybyło 11 podstawowych. Środki pozostałe po przekwalifikowaniu przeznaczono na uruchomienie zespołów podstawowych w nowych lokalizacjach. Na Śląsku od 2017 r. do marca br. zmieniono standard 23 zespołów. Umożliwiło to uruchomienie dodatkowych 6 podstawowych zespołów oraz 5 nowych miejsc stacjonowania. W woj. zachodniopomorskim od zeszłego roku liczba specjalistycznych zespołów zmniejszyła się o 9, a podstawowych wzrosła o 13.

Ratowników też może zabraknąć

Zwiększanie się liczby zespołów podstawowych, choć korzystne dla pacjentów, ma też minusy. Zgodnie z nowymi przepisami kierownikami takich zespołów mogą być ratownicy lub pielęgniarki systemu z przynajmniej pięcioletnim doświadczeniem. Nieoficjalnie mówi się, że takich osób może być zbyt mało, bo rotacja pracowników w pogotowiu jest duża.

Większość wojewodów nie ma co prawda takich sygnałów od dysponentów. W woj. podlaskim jeden z nich zgłosił możliwość pojawienia się problemu w sezonie urlopowym lub w przypadku zwiększonej liczby zwolnień lekarskich. Dyrekcja tej jednostki zamierza ogłosić konkurs w celu zatrudnienia ratowników z wymaganym stażem pracy. Z kolei w woj. świętokrzyskim problem może dotyczyć 6 z 36 zespołów podstawowych. Mają tam zostać wdrożone zmiany organizacyjne, aby sprostać wymogom ustawy.

– Będziemy monitorować sytuację pod kątem zapewnienia odpowiednich składów w zespołach podstawowych – zapowiada Diana Głownia.

Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego, zwraca uwagę, że wielu ratowników, którzy mają pięcioletni staż, jest też kierowcami. A trudno łączyć tę funkcję z szefowaniem zespołowi.

– Prowadząc pojazd, ratownik nie jest w stanie przyjmować wezwań, rozmawiać przez telefon, podejmować decyzji – wskazuje. Przyznaje, że ma sygnały, że w niektórych jednostkach może brakować osób, które będą kierownikami. – Nie jest to problem ogólnopolski, ale są województwa, gdzie na pewno się on pojawi – mówi. Przypomina, że pracodawcy wnioskowali o kilkuletni okres przejściowy, ale ich postulat nie został uwzględniony. Dodaje przy tym, że trudno ocenić skalę problemu, dopóki nie ma ratowniczego samorządu – ratownicy nie są policzeni, nie wiadomo, ilu ma uprawnienia do wykonywania zawodu i jaki mają staż.