Czy za kilka lat w Polsce nie będzie rencistów?

Skąd taki pomysł?

Z ostatniej informacji przekazanej przez zarząd ZUS radzie nadzorczej wynika, że w grudniu przyznano zaledwie 4 tys. rent z tytułu niezdolności do pracy. Czy to oznacza, że Polacy są bardziej zdrowi, czy może orzecznicy dostali za zadanie ograniczenie wydatków na wypłaty rent?

W ustalaniu uprawnień do renty z tytułu niezdolności do pracy decydujące jest jej stwierdzenie. Nie ma i nie może być żadnych wytycznych dla lekarzy orzekających w ZUS, dotyczących ograniczania liczby świadczeń. Z roku na rok zmniejsza się natomiast liczba nowych wniosków o renty. Spadła z prawie 116 tys. w 2012 r. do 108 tys. w 2017 r. Do tego dochodzi poprawa koniunktury na rynku pracy. Coraz więcej osób skupia się na tym, by jak najdłużej pozostać aktywnymi i móc zarabiać. Jedynie osoby, u których następstwa chorób w sposób istotny ograniczają możliwość wykonywania pracy, decydują się wystąpić o świadczenie.

Co kilka miesięcy wybucha jednak medialna bomba, że medyk ZUS w sposób cudowny uzdrowił ciężko chorą osobę, odbierając jej prawo do renty. Jak to się dzieje, że są kwestionowane wnioski wystawiane przez medyków prowadzących osoby ubiegające się o świadczenia?

Z wnioskiem o rentę zawsze występuje ubezpieczony, a nie lekarz. Medyk wystawia natomiast zaświadczenie o stanie zdrowia, które dołącza się do wniosku. Lekarz prowadzący nie ocenia jednak zdolności do pracy, bo to zadanie orzecznika i komisji lekarskiej. Żeby nie było żadnych niejasności: orzecznicy i członkowie komisji lekarskich ZUS nigdy nie podważają dokumentów wystawianych przez innych lekarzy. Nasz orzecznik w czasie badania styka się z osobą ubiegającą się o świadczenie najczęściej po raz pierwszy i ostatni. Bez analizy dokumentacji medycznej, która jest załączana do wniosku, byłoby bardzo trudno ocenić zdolność do pracy takiej osoby. Jeśli są jakieś wątpliwości, kierujemy ją dodatkowo do konsultanta – również specjalisty. Co do medialnego wydźwięku naszej pracy – często jest on wynikiem niezrozumienia tego, czym orzecznik się zajmuje. My nie jesteśmy od leczenia pacjentów, ale od oceny, czy następstwa schorzeń w taki sposób upośledzają funkcjonowanie organizmu, że powoduje to niezdolność do pracy.

Jak często zmieniane są orzeczenia w ramach wewnętrznego nadzoru?

W ubiegłym roku odsetek zmienionych przez komisje orzeczeń, po sprzeciwie osób badanych, to w skali kraju 1,3 proc.

A jak często ZUS przegrywa w sądach w sprawach rentowych?

Takich spraw jest mało. Zaledwie ok. 12 tys. osób rocznie decyduje się na drogę sądową, co w ostatnim roku stanowi 4,6 proc. wszystkich spraw rentowych rozpatrywanych przez naszych lekarzy. W 2017 r. sądy potwierdziły prawidłowość naszych orzeczeń w ok. 10 tys. przypadków, czyli w 66 proc. wszystkich rozpatrzonych spraw. Przy czym każda sprawa, w której sąd zmienił decyzję Zakładu, jest dla nas podstawą do analizy, m.in. pod kątem możliwego dodatkowego kształcenia lekarzy. Szkolenia lekarzy orzeczników, podnoszące ich kompetencje w zakresie orzekania o niezdolności do pracy, prowadzimy zaś systematycznie.

Jaka jest średnia wieku lekarzy orzeczników?

Około 58 lat.

To dużo.

Zależy, jak do tego podejść. Patrząc wyłącznie na liczby, dla przeciętnego obywatela 58 lat to nie mało. Ale gdy dodamy, że lekarzem orzecznikiem ZUS może zostać tylko specjalista, to sprawa wygląda już inaczej. W Polsce średnia wieku tej grupy wynosi ok. 56 lat.

Czyli młodzi lekarze nie mają możliwości ukończenia specjalizacji z orzecznictwa?

Nie, w Polsce nie ma takiej specjalności. ZUS zatrudnia lekarzy specjalistów, bo to daje gwarancję najwyższych kwalifikacji zawodowych, a w orzecznictwie najważniejsza jest wiedza i doświadczenie w pracy z pacjentem. Prezes Zakładu określa również zakres szkolenia, jakie lekarz musi odbyć, zanim rozpocznie pracę w orzecznictwie lekarskim.

Ile w tej chwili pracuje w ZUS lekarzy orzeczników?

Łącznie z nadzorem mamy 815 lekarzy w wymiarze 718 etatów. Z tego 576 lekarzy to orzecznicy (487 etatów), 106 lekarzy nadzoruje pracę lekarzy orzeczników (100 etatów), a 133 osoby to członkowie komisji lekarskich (131 etatów). To są lekarze zatrudnieni w ramach umowy o pracę. Ponadto współpracujemy z 1063 lekarzami konsultantami i psychologami w ramach umów cywilnoprawnych.

A ile jest wolnych etatów?

Niestety, ok. 200.

Dlaczego aż tyle?

Sytuacja w orzecznictwie ZUS jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się w całym systemie opieki zdrowotnej. Skoro w szpitalach brakuje specjalistów, to także nam trudno jest pozyskać psychiatrów, internistów, neurologów czy specjalistów z zakresu medycyny pracy.

Mogą zdarzyć się więc przypadki, że osoba, która powinna trafić do psychiatry, z powodu braków kadrowych będzie badana przez ortopedę?

Proszę pamiętać, że lekarz orzecznik orzeka o niezdolności do pracy jako wyniku upośledzenia funkcji organizmu z powodu następstw wszystkich schorzeń, zdiagnozowanych u danej osoby. Jego zadaniem jest ocena stanu funkcjonalnego organizmu w kontekście możliwości dalszego wykonywania pracy. Z wnioskami o świadczenia zgłaszają się najczęściej osoby, które mają kilka schorzeń współistniejących, np. narządu ruchu i układu krążenia. W takim przypadku lekarz musi zbadać pacjenta, przeanalizować całą dokumentację medyczną oraz ocenić sytuację badanego w kontekście jego kwalifikacji, predyspozycji psychofizycznych oraz wieku. My nie dobieramy specjalizacji lekarza do konkretnego przypadku, bo nie ma takiej potrzeby.

Może niskie zarobki są powodem braku chętnych do pracy w ZUS?

Oczywiście wynagrodzenie jest bardzo ważnym elementem branym pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o podjęciu pracy.

Na ile może liczyć orzecznik?

Obecnie wynagrodzenie takiego lekarza to ok. 8 tys. zł brutto.

A gdzie są największe problemy kadrowe?

W małych ośrodkach. W większych miastach, zwłaszcza akademickich, problemy są mniejsze.

Czy lekarz orzecznik może prowadzić prywatny gabinet?

Oczywiście. Jednak w przypadku, gdyby jego pacjent trafił na badanie w ZUS, musi się z tej sprawy wyłączyć.

Wiele osób twierdzi, że orzecznicy są bardziej urzędnikami niż lekarzami.

To, co robimy, jest jak najbardziej pracą lekarską, przecież oceniamy stan zdrowia i sprawność funkcjonalną organizmu. Oczywiście nasza praca różni się od pracy osób zatrudnionych w klinikach lub szpitalach, ponieważ nie leczymy pacjentów.

Spada liczba kontrolowanych zwolnień lekarskich.

Faktycznie liczba kontrolowanych zwolnień była nieznacznie mniejsza w 2017 r. niż w 2016 r. Jednak już odsetek spraw, w których wydano zaświadczenie korygujące, czyli „skrócono” zwolnienie – wzrósł. Zwiększyliśmy więc skuteczność kontroli.

Dlaczego?

Staramy się lepiej ukierunkować kontrolę, tj. skierować ją na sfery, gdzie zagrożenie nieprawidłowościami jest większe.

Co to w praktyce powoduje?

Mając mniej lekarzy, musimy racjonalnie planować ich pracę. Jeżeli więc w pierwszej kolejności musimy zabezpieczyć terminowość i sprawność orzekania w sprawach dotyczących rehabilitacji leczniczej czy renty z tytułu niezdolności do pracy, w kontroli orzekania o czasowej niezdolności do pracy musimy bardziej precyzyjnie określać jej zakres. Lepszy monitoring sfery zwolnień poprawia skuteczność kontroli. Planujemy też modyfikację systemu informatycznego wspomagającego kontrolę zwolnień.

Komputer sam wybierze chorego do kontroli?

Planujemy wprowadzenie algorytmu, który będzie typować ubezpieczonych na podstawie większej liczby parametrów niż obecnie. Aktualnie do kontroli są typowane osoby na podstawie kodu choroby z klasyfikacji ICD-10 oraz długości okresu czasowej niezdolności do pracy. W przyszłości parametrem może być np. częstotliwość korzystania z zasiłku chorobowego czy liczba wystawionych zaświadczeń korygujących.

Czyli dzisiaj podstawą kontroli pracowników są donosy od pracodawców?

Pracodawcy mają prawo złożyć do ZUS wniosek o kontrolę pracownika przebywającego na zwolnieniu lekarskim i korzystają z takiej możliwości. Nie można mówić w tej materii o donosach.

A co się stanie po 1 lipca, kiedy lekarze będą wystawiać wyłącznie elektroniczne zwolnienia?

Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego klient musi zostać powiadomiony o terminie kontroli listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Różnica polega na tym, że elektroniczne zwolnienie szybciej do nas dotrze, a tym samym szybciej możemy podjąć konkretne działania. Pamiętajmy, że mówimy o kontroli prawidłowości orzekania o niezdolności do pracy, a nie prawidłowości wykorzystywania zwolnienia. Tę drugą kontrolę można rzeczywiście przeprowadzić zaraz po wpływie zwolnienia do ZUS lub pracodawcy.