To oznacza, że w powiatach tych występuje tzw. bezrobocie frykcyjne. – Według szacunków wynosi ono do 3–4 proc. – mówi prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. I wyjaśnia, że przy takim wskaźniku pracy nie mają głównie ci, którzy jej nie chcą, akurat ją zmieniają albo dopiero weszli na rynek pracy. Oznacza to w praktyce pełną równowagę na rynku, na którym nie brakuje etatów, a bezrobocie jest przejściowe.

Tak jest np. w powiecie wolsztyńskim w Wielkopolsce, gdzie stopa bezrobocia wyniosła w grudniu zaledwie 1,7 proc. – W tej garstce bezrobotnych, w dużej części są osoby, które nie chcą podjąć pracy, ponieważ taki wybrały sposób na życie – ocenia Sylwia Tomiak-Rozynek, dyrektor PUP w Wolsztynie. Z danych GUS wynika, że wśród 45 powiatów z najniższym bezrobociem, aż 17 jest z Wielkopolskiego. – W tym regionie istnieje dobrze rozwinięte szkolnictwo zawodowe, dopasowane do oczekiwań pracodawców – uważa prof. Wiśniewski.

Jest i drugi biegun, a na nim 36 powiatów, w których stopa bezrobocia wciąż jest wyższa niż 15 proc. Na czele z powiatem szydłowieckim – jedynym, w którym ten odsetek przekracza jedną czwartą aktywnych zawodowo. Liczba takich powiatów jest jednak dwukrotnie mniejsza niż w roku poprzednim.

– To zasługa m.in. dobrej koniunktury gospodarczej i obniżenia wieku emerytalnego – komentuje Urszula Kryńska z PKO BP.