Jak przekonywać do profilaktyki

ALICJA CHYBICKA

Taniej jest zapobiegać chorobom, niż je leczyć. I nie ma lepszego zapobiegania niż szczepienie. Dlatego, w opinii Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego (PTP), skoro mamy kalendarz szczepień obowiązkowych dla dzieci, to powinno się w nim znaleźć szczepienie przeciwko rakowi szyjki macicy. A jak zła jest sytuacja w profilaktyce dzieci, widać było podczas styczniowej niedzieli, kiedy grała Orkiestra Jurka Owsiaka. Przy okazji takich wielkich akcji mamy sponsorów opłacających badania skriningowe (na określonej grupie populacji - red.). Kobiety we Wrocławiu, które tego dnia z dziećmi poszły na spacer, mogły zgłosić się z nimi do Bajkobusu po balonik i lizak, a przy okazji zrobić swojemu dziecku bezpłatne badanie USG jamy brzusznej. I 12 dzieci z grupy 223, bo tyle zdążyliśmy przebadać, miało takie nieprawidłowości, że od razu zostały skierowane do dalszych badań. Niestety, najgorsze jest to, że rodzice uważali je za zdrowe. Nie widzieli potrzeby, by je badać profilaktycznie.

Jeśli mówimy o szczepieniu przeciwko wirusowi HPV, to pamiętajmy, że zabezpiecza ono tylko przeciwko wirusom typu 16 i 18, a rezultaty będą dopiero za 10-20 lat. Zdajemy sobie w PTP sprawę z tego, że gdyby chcieć zaszczepić całą populację dziewczynek w odpowiednim wieku, to pewnie kosztowałoby to tyle, ile cały obecny koszyk szczepień. Niestety, na 1500 zł za szczepienie nie wszystkich stać. Bogaci rodzice pytają więc tylko, kiedy mają zaszczepić dziewczynkę. Nastolatki z biedniejszych rodzin nie mają takich szans, są bez własnej winy dyskryminowane.

ADAM FRONCZAK

Uważamy, że obecnie najważniejsze jest - w związku z rakiem szyjki macicy - wykonywanie systematycznie co trzy lata skriningowych badań cytologicznych u kobiet w wieku 24-59 lat. Realizacja programu onkologicznego prowadzonego od trzech lat przez Ministerstwo Zdrowia z udziałem NFZ, klinik i wielu innych instytucji spowodowała lepszą wykrywalność i wyleczalność nowotworów układu rozrodczego. Nadal naszym największym problemem jest to, jak namówić ludzi, aby zgłaszali się na badania.

Właśnie pracujemy nad art. 229 kodeksu pracy, w którym chcemy zawrzeć zapis, aby kobieta w wieku od 24 do 59 lat zgłaszająca się do pracy musiała dostarczyć zaświadczenie o poddaniu się badaniu cytologicznemu. Podkreślam nie wyniku badań, ale zaświadczenie o poddaniu się badaniu lub przeciwwskazaniu do tego badania.

W innych krajach taka metoda jest obowiązkowa, a nie dobrowolna, zgodnie z badaniami Komisji Europejskiej. Dała bardzo dobre rezultaty, dlatego oczekujemy, że podobnie będzie i u nas.

Jeśli w czasie badania zostanie wykryta jakaś nieprawidłowość, kobieta zaczyna się leczyć i zwykle jest to wczesna faza nowotworu, którą można wyleczyć. Ministerstwo przeznaczyło ponad 12 mln zł na program wykrywania nowotworów i choć pieniądze są przekazywane przez NFZ, nie pochodzą z jego budżetu. Niestety, brak chętnych do badań sprawił, że wykorzystano tylko połowę tych pieniędzy. Mimo to właśnie w związku z planowaną zmianą w kodeksie pracy przeznaczyliśmy na ten cel znacznie więcej pieniędzy, bo aż kilkadziesiąt milionów.

Zgodnie z raportami, rekomendacjami i stanowiskami, które do nas docierają m.in. z WHO, to efekty dotyczące jej skuteczności wcale nie są jednoznaczne. Nie ulegajmy więc wrażeniu, że szczepionka jest panaceum na raka szyjki macicy. Jest po prostu jedną z metod, która może zmniejszyć zachorowalność na raka. Dlatego na razie pozostanie w kalendarzu szczepień jako zalecana.

PAWEŁ TRZCIŃSKI

Specjaliści zgadzają się z tym, że cytologia u kobiet dorosłych i szczepienia nastolatek przeciw wirusowi HPV w dłuższym czasie są w stanie całkowicie wyeliminować chorobę, jaką jest rak szyjki macicy. Ponadto badania przeprowadzone we współpracy z WUM wykazały konieczność poprawy poziomu obsługi i kultury osobistej ginekologów, ponieważ jest to jedna z przeszkód, z powodu której kobiety nie zgłaszają się na badania cytologiczne.

Kolejną barierą jest wiedza kobiet o tym, jak źle działa nasza służby zdrowia. Po prostu obawiają się, że jeśli w czasie badania zostanie wykryta jakaś choroba, to i tak zostaną same z problemem, bo wątpią w możliwości polskiego systemu lecznictwa.

Nasze społeczeństwo nie bardzo też rozumie, co to jest profilaktyka i ciągle domaga się działań z dziedziny medycyny naprawczej, czyli leczenia. Dlatego na profilaktykę przeznacza się miliony, a na leczenie miliardy.