Nie udzielamy informacji na ten temat - tego typu odpowiedzi usłyszeliśmy w większości firm zajmujących się rekrutacją, do których zadzwoniliśmy z pytaniami, jak będą reagować na recesję. Nieufność - szczególnie związana z pytaniem o politykę cenową - jest usprawiedliwiona. Wyniki walki o topniejący rynek klientów zależą od decyzji podjętych w najbliższych tygodniach.

- Mieliśmy kilka takich sytuacji, że dzwonili do nas headhunterzy i zadawali podobne pytania, głównie odnośnie do zmian cen oferowanych przez nas usług - przyznała jedna z firm.

Styczeń nie przyniósł oczekiwanego ożywienia rynku, lecz potwierdził negatywne oczekiwania dotyczące zatrudnienia. Pokazują to m.in. dane wojewódzkich urzędów pracy. Zwolnienia grupowe zapowiedziały już dziesiątki firm. Na Mazowszu zwolnienie 10,5 tys. osób planują 53 firmy. W Szczecinie w 2009 roku 35 firm zamierza zwolnić ok. 1,5 tys. osób. Na Śląsku pracę ma stracić ponad 9,5 tys. osób (pięciokrotnie więcej niż rok temu).

To złe informacje także dla firm z branży HR, które obserwują znaczny spadek zamówień na rekrutację.

- Jesteśmy świadkami efektu domina zapoczątkowanego za oceanem. Część klientów, głównie międzynarodowych, mrozi projekty rekrutacyjne ze względu na czasowe zamrożenie ich zamówień lub spadku popytu na ich produkcję - mówi Michał Młynarczyk, managing director HAYS Poland. Dodaje, że jednocześnie wzrasta liczba CV trafiających do firmy.

Ze statystyk wynika, że Polski rynek usług rekrutacyjnych, który dotąd rósł w tempie ok. 25 proc. rocznie, w 2009 roku skurczy się o 15-20 proc.

Szczególnie dla wielu mniejszych firm, które często bazują na obsłudze dwóch, trzech dużych klientów, będzie to oznaczać ciężką walkę o przetrwanie.

Zdaniem Michała Młynarczyka najboleśniej odczują to firmy rekrutujące pracowników czasowych, których w pierwszej kolejności będą pozbywać się firmy.

- Firmy rekrutujące pracowników na stanowiska specjalistyczne oraz menedżerskie odczują spowolnienie w mniejszym stopniu, ale jego skutki również dla nich będą dotkliwe - mówi M. Młynarczyk.

Dodaje jednak, że obecna sytuacja może też mieć pewien pozytywny efekt. W czasie prosperity na polskim rynku pojawiła się ogromna liczba (ok. 2,5 tys.) firm rekrutacyjnych.

- Wiele z nich nie stosuje się do żadnych standardów. Nieprofesjonalne traktowanie kandydatów powoduje negatywną opinię o firmach rekrutacyjnych i branży Executive Search. Czasy spowolnienia będą weryfikacją jakości świadczonych przez te firmy usług. Na rynku pozostaną tylko te cieszące się największym zaufaniem klientów i mogące zaoferować najlepszy serwis - dodaje.

Zatem także w rekrutacyjnej, podobnie jak w innych branżach, może się okazać, że najmniej stracą najwięksi. Według badania firmy Interconnection Consulting 70 proc. rynku rekrutacyjnego w Polsce jest obsługiwane przez dziesięć największych firm doradztwa personalnego.