statystyki

Rynek usług opiekuńczych dla seniorów: Jest mniej przewidywalny niż giełda w czasie kryzysu

autor: Agnieszka Rybak17.12.2017, 12:30; Aktualizacja: 17.12.2017, 17:33
opiekun, opeika, emeryt

W Polsce – inaczej niż w państwach anglosaskich czy Skandynawii – umieszczenie rodzica w domu opieki traktowane jest jako ostateczność. Taka decyzja oznacza krzywdę, wyrwanie starszego człowieka ze środowiska, w którym żyłźródło: ShutterStock

Kiedy bliski starszy człowiek będzie potrzebował dozoru, otworzy się przed wami nowy rynek: opiekunów seniorów. Jest mniej przewidywalny niż giełda w czasie kryzysu.

Reklama


Współczuję. Dobrze pamiętam korowód pań, które przewinęły się przez nasze mieszkanie, gdy zachorowała mama. Zosie, Basie, Marysie, Janeczki. Żadna nie była dłużej niż kilka tygodni. Mam nadzieję, że będziesz miała więcej szczęścia – tak pocieszała mnie koleżanka.

Gdy ona trzy lata temu była zmuszona szukać opiekuna, bezrobocie wynosiło ponad 11 proc. Dziś jest o połowę niższe. A to oznacza, że znalezienie dobrej i odpowiedzialnej osoby jest trudniejsze. Potwierdzają to ogłoszenia: „Potrzebna osoba do opieki nad osobą starszą z zamieszkaniem” czy „Pomoc do rodziny. Sprawna, zdrowa, umiejąca gotować. Od zaraz”. Na internetowych portalach trwa polowanie na oferty, w którym udział biorą rodziny, domy opieki i agencje pracy. Z danych GUS wynika, że 24 proc. naszego społeczeństwa to osoby starsze. W co drugiej rodzinie żyje ktoś, kto ma więcej niż 60 lat, a co czwarte gospodarstwo domowe stanowią wyłącznie osoby starsze.

Gdy pojawia się choroba, zwłaszcza nieuleczalna, pogarszająca sprawność na tyle, że nie da się żyć bez pomocy, powstaje problem. Kto ma się zająć opieką? I skąd wziąć na to pieniądze? Średni dochód rodzin z przynajmniej jedną osobą po sześćdziesiątce to 1480 zł na osobę. A na opiekę nad niepełnosprawnym dorosłym państwo oferuje 520 zł. Jednak tę „zawrotną” sumę wypłaci pod warunkiem, że opiekun żadnej pracy poza tą przy bliskim chorym nie podejmie. Niewielu jest takich śmiałków, a nie wydaje się, by kampania społeczna „Pozwól opiekunom dorabiać” przekonała rządzących.

Na decyzję, co zrobić z chorym, wpływa również kontekst kulturowy. W Polsce – w przeciwieństwie do państw anglosaskich czy Skandynawii – umieszczenie rodzica w domu opieki traktowane jest jako ostateczność. Nieprzypadkowo nazywa się je u nas domami starców. Taka decyzja oznacza wyrwanie starszego człowieka ze środowiska, w którym żył, co oprócz choroby wydaje się dodatkową krzywdą. O domach opieki ugruntowały opinię także reportaże, w których na filmach nagranych ukrytą kamerą personel znęca się nad pensjonariuszami: „Tak dręczą chorych z alzheimerem. Dramat w domu opieki, krępowanie chorych pasami samochodowymi, kaftany bezpieczeństwa pod materacami, kąpiel co dwa tygodnie i pobudka o 3 w nocy” – to zajawka jednego z materiałów. Nawet jeśli dom, który bierzemy pod uwagę, sprawia wrażenie przytulnego, jest czysty i pachnący, a personel wydaje się do rany przyłóż, zawsze w tyle głowy kołaczą się wątpliwości: co robią, jeśli spuścić ich z oczu? Poza tym na miejsce w państwowym domu opieki mają szansę samotni i najubożsi. A prywatne kosztują krocie. Miesiąc pobytu w podwarszawskim ośrodku znanej firmy medycznej to 4,3–4,8 tys. zł.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane