Projekt zgłosił klub Lewicy. O skierowanie go do dalszych prac apelowali Tadeusz Cymański (PiS), Stanisław Szwed (PiS), Izabela Jaruga-Nowacka (Lewica) i Tadeusz Tomaszewski (Lewica). Przeciwny temu w trakcie dyskusji był Sławomir Piechota (PO).

Projekt przewiduje także, że kwota najniższej renty przy całkowitej niezdolności do pracy wynosić będzie do 50 proc. przeciętnej emerytury, a dla osoby częściowo niezdolnej do pracy - 37,5 proc. przeciętnej emerytury.

Do kwoty najniższej renty byłby dodawany jeszcze 1 proc. świadczenia za każdy rok okresu składkowego i nieskładkowego, natomiast 0,75 proc. za rok okresu składkowego i nieskładkowego w przypadku emerytury. Dotyczyłoby to przypadków, kiedy okres składkowy i nieskładkowy ubezpieczonego przekraczałby co najmniej 12 miesięcy.

"Rozwiązanie to zmierza do wprowadzenia zasady, zgodnie z którą minimalne świadczenie ma być powiązane z przeciętną emeryturą"

Według danych, przedstawionych przez wnioskodawców kwota najniższej emerytury stanowi 43,2 proc. przeciętnej. Kwota najniższej emerytury to 636 zł, a przeciętnej - 1472 zł. Jak podkreślała poseł Anna Bańkowska (Lewica), rozwiązanie to zmierza do wprowadzenia zasady, zgodnie z którą minimalne świadczenie ma być powiązane z przeciętną emeryturą.

Prawo do minimalnej emerytury przysługuje, jeżeli ubezpieczony ma co najmniej 20 lat (w przypadku kobiety) lub 25 lat (w przypadku mężczyzny) okresu składkowego i nieskładkowego.

W ocenie rządu wprowadzenie powiązania najniższej emerytury z przeciętną oznaczałoby odejście od jednej z głównych zasad polskiego systemu emerytalno-rentowego - zgodnie z którą wysokość świadczenia ma być uzależniona od wysokości wpłaconych składek. Oznaczałoby także obciążenie dla budżetu państwa w wysokości 3,5 - 4 mld zł. Mogłoby też prowadzić do sytuacji, gdy bardziej korzystne byłoby odprowadzanie niskich składek, by mieć najniższą emeryturę.