Od wielu tygodni widmo kryzysu zagląda do naszych biur, fabryk, domów. Trwają debaty, jak długi ten kryzys będzie, a jak głęboki, czy dotknie to naszą gospodarkę mniej niż inne, czy może wprost przeciwnie. Opinii jest wiele i są tak różnorodne, że na pewno ktoś trafi, ale kto - okaże się post factum. Trzeba więc szczerze sobie powiedzieć, że jak to naprawdę będzie, to po prostu nie wiadomo. A skoro nie wiadomo, to wszyscy powinni się przygotować, jeśli nie na najgorsze, to przynajmniej na złe. Gdy przychody spadają i nie widać szans na ich zwiększenie, a wręcz trzeba założyć, że mogą jeszcze spadać, to nie pozostaje nam nic innego jak ograniczać koszty. Najpierw rezygnujemy ze zbytków, potem tniemy wydatki na reklamę, usługi zewnętrzne, aż dochodzimy do kosztów stałych, w których zazwyczaj staramy się ograniczyć wydatki osobowe. Zwalniamy więc ludzi.

Już dziś widać, że podejścia do redukcji, czy może raczej restrukturyzacji zatrudnienia, są różne. I w zależności od wielu czynników wewnętrznych i zewnętrznych w tym perspektyw branży czy celu, jaki chcemy osiągnąć, rzeczywiście powinny one być różne. Najczęściej stosuje się tradycyjny już sposób redukcji kosztów osobowych, czyli rozwiązanie stosunków pracy z wybraną grupą. Ale też przedsiębiorcy zaczynają sięgać po inne, mniej lub bardziej skomplikowane próby utrzymania zespołu przy jednoczesnym poszukiwaniu redukcji kosztów osobowych, np. poprzez zmianę sposobu rozliczania czasu pracy, ograniczanie czasu pracy, ograniczanie wynagrodzenia czy zmiany formy świadczenia pracy. Wszystko zależy od tego, jak bardzo zależy nam na utrzymaniu zasobów ludzkich, którymi dysponujemy, jak trudno byłoby w przyszłości zespół taki odtworzyć, abyśmy znowu mogli robić to, co robimy - produkować, sprzedawać, doradzać czy choćby tylko sprzątać.

Truizmem będzie stwierdzenie, że im bardziej wykwalifikowany i doświadczony zespół, im bardziej unikatowe umiejętności i predyspozycje personalne jego członków, tym trudniej będzie nam go budować. I w takich przypadkach powinniśmy starać się znaleźć rozwiązanie kompromisowe, akceptowalne dla obu stron - pracodawców i pracobiorców - które pozwoli zredukować koszty osobowe, przy jednoczesnym zachowaniu zdolności do generowania przychodów na tym samym poziomie. Dlatego namawiam wszystkich, aby o kryzysie pamiętali, podchodzili do niego poważnie, ale i byli gotowi dać mu odpór. Aby byli na to przygotowani zarówno od strony biznesowej, jak i instrumentów formalnoprawnych, przy pomocy których rozwiązania kryzysowe będą wprowadzane. Bo zawsze łatwiej zapobiegać niż leczyć. Lepiej planowane rozwiązania przeanalizować niż potem próbować odkręcać pomysł, który zamiast ograniczyć koszty, stał się tak naprawdę źródłem generowania nowych. Pamiętajmy też, iż mimo że najbardziej spektakularne wiadomości medialne dotyczą zwolnień pracowników, to jest cały szereg rozwiązań i możliwości, które przynajmniej na jakiś czas pozwalają osiągnąć ten sam efekt ekonomiczny, jednakże przy zachowaniu potencjału, który niebawem znów może być przydatny. A jak się nie uda i kryzys rzeczywiście przejdzie w recesję, to przecież w ostateczności - zwolnić zawsze można. No, może prawie zawsze...