Po przeczytaniu artykułu dr. n. med. Jacka Paszkiewicza Gdzie są pieniądze Narodowego Funduszu Zdrowia (GP nr 5/ 2009) przypomniałem sobie skecz z kabaretu Dudek w wykonaniu Wiesława Michnikowskiego, Wiesława Gołasa i - wygłaszającego finałową kwestię Jana Kobuszewskiego. Chodzi oczywiście o słowa: chamstwu należy przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom. W pierwszym odruchu miałem zamiar zareagować zgodnie z powszechnie znanym zaleceniem Pana Majstra, ale po chwili zastanowienia zmieniłem zdanie. Przypomniało mi się stare powiedzenie, że człowiek, który nie ma argumentów merytorycznych, obraża w dyskusji swojego adwersarza. I to najczęściej w sytuacji, kiedy przeciwnik ma rację i nie można znaleźć rzeczowych argumentów, bo ich po prostu nie ma. Czynią tak najczęściej ludzie niekompetentni i aroganccy.

Bezzasadne oskarżenie

Oskarżanie samorządu lekarskiego o to, że nie przeciwdziała korupcji i potrafi jedynie niesłusznie krytykować, przypomina mi zaś stary dowcip z czasów Rosji sowieckiej: Rosjanin, nie potrafiąc odpowiedzieć, dlaczego w ZSRR nie przestrzega się podstawowych praw obywatelskich, odpowiadał cudzoziemcowi: ...ale w Ameryce to Murzynów biją.

Stwierdzenie prezesa Jacka Paszkiewicza, że na łamach czasopism medycznych kłamię i uprawiam sabotaż - pozbawione jakichkolwiek przykładów na potwierdzenie tych zarzutów - jest nieprawdziwe. Jest charakterystyczne dla działań prezesa instytucji-monopolisty, który jest nie tylko arogancki, ale przyzwyczaił się, że jako monopolista zawsze ma rację. Nie liczy się ze zdaniem dyrektorów szpitali i konsultantów krajowych. Definicja słowa sabotaż jest jednoznaczna i jeśli ważny urzędnik państwowy jest w posiadaniu takiej wiedzy, to natychmiast powinien poinformować o tym prokuraturę.

Kontrakty 2009

Zdaniem większości ekspertów, jednorodne grupy pacjentów (JGP) zostały wprowadzone przez NFZ za szybko, bez właściwego pilotażu, i co najważniejsze - bez realnej wyceny świadczeń medycznych. To wybitny przykład działań destrukcyjnych. Więcej na ten temat pisałem na łamach Pulsu, miesięcznika Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, a także wielokrotnie mówili o tym dyrektorzy szpitali.

Również to, w jaki sposób NFZ kontraktował świadczenia medyczne na 2009 rok, wywołało niepokoje w środowiskach medycznych, zapowiedź protestów i złożenie przez związki zawodowe wniosków do prokuratury, NIK i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jest to więc ze strony prezesa NFZ albo brak mądrości politycznej, albo celowe działanie przeciwko ministrowi zdrowia. Jak wiadomo, tylko dzięki osobistemu zaangażowaniu się Ewy Kopacz w proces negocjacji i zaufaniu do niej dyrektorów szpitali doszło do podpisania kontraktów na 2009 rok.

Zarobki lekarzy

Prezes Jacek Paszkiewicz wiele słów poświęcił złemu zarządzaniu publicznymi placówkami oraz wysokim zarobkom pracowników, w tym głównie lekarzy, którzy - jego zdaniem - zarabiają więcej niż minister zdrowia. Świadczy to, albo o chęci celowego wprowadzenia Czytelników w błąd, albo o niewiedzy. Po wejściu Polski do UE mamy rynek usług medycznych, a wielu poszukiwanych specjalistów wyjechało za granicę. Tym, co zostali, a jest ich za mało w stosunku do potrzeb, trzeba dobrze zapłacić za pracę. Przykładem mogą być anestezjolodzy. Nawet laik wie, że szpital nie może bez nich funkcjonować. Dlatego ich zarobki - na kontraktach, panie Prezesie, a nie na etacie, bo to duża różnica - dochodzą do 120 zł za godzinę pracy. Ponadto nie tylko w Polsce lekarze - wybitni specjaliści zarabiają więcej nie tylko od ministra zdrowia w swoim kraju, lecz także od prezydenta USA i nikogo to nie dziwi. Nie zmienia to faktu, że większość polskich lekarzy, wykonując jeden z najtrudniejszych zawodów, w trudnych polskich realiach zarabia około średniej krajowej pensji na jednym etacie. Przytaczane przez prezesa tzw. twarde dane z Ministerstwa Zdrowia zawierają całkowite zarobki lekarzy brutto, wraz z wynagrodzeniem za dodatkową pracę - w tym za dyżury. Czytelnik być może nie wie, że prezes NFZ też zarabia więcej niż minister zdrowia, i to akurat uważam za nieporozumienie.