Playsoft, gdańska firma zajmująca się tworzeniem gier i aplikacji, zatrudnia ok. 70 osób. Kilkanaścioro z nich to cudzoziemcy z Ukrainy, Rosji, Francji, Indii, a nawet Brazylii. Część z nich sama znalazła pracę w firmie lub dostała rekomendacje od innych obcokrajowców, a część została wybrana przez rekruterów. To wciąż wyjątkowa sytuacja, ale jak podkreślają eksperci – takich firm z pracownikami z całego świata może, a właściwie powinno być u nas niedługo o wiele więcej.

– Dziś to Ukraińcy stanowią największą i najbardziej wyrazistą część emigracji zarobkowej w Polsce. Jesteśmy dla nich państwem pierwszego wyboru, a i oni są dla nas ratunkiem w zapełnianiu luk na rynku pracy – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan. Zaznacza, że większość to pracownicy sezonowi albo zatrudnieni w branżach, gdzie mamy ewidentne luki wynikające z naszej emigracji do Europy Zachodniej.

więcej
Wideo

.

Przytakuje mu Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service. – Pracodawcy w Polsce najczęściej obsadzają cudzoziemców, w tym głównie Ukraińców, na stanowiskach niższego szczebla. Wypełnia się w ten sposób luki w przemyśle, produkcji czy na budowach. Taki stan rzeczy wynika głównie z tego, że obywatele Ukrainy mogą pracować nad Wisłą, w ramach uproszczonej procedury, tylko przez sześć miesięcy w ciągu roku. Po tym czasie pracodawca musi szukać kolejnych osób, a łatwiej jest zastąpić pracownika niższego szczebla niż menedżera. Stąd pracowników wyższych szczebli wśród Ukraińców szuka się raczej rzadko – tłumaczy.

Według Narodowego Banku Polskiego 47 proc. Ukraińców przebywających w Polsce ma ukończone studia wyższe, ale tylko 5,5 proc. pracuje na stanowiskach eksperckich. Ale i tu następują zmiany. – Coraz częściej sięga się za granicę, w tym właśnie na Ukrainę, po pracowników wykwalifikowanych. Chodzi m.in. o elektromechaników, pracowników logistyki, operatorów maszyn, spawaczy czy monterów w przemyśle ciężkim, a nawet lekarzy – wymienia Inglot.

Podkreśla, że dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej za I półrocze tego roku wskazują, że osoby zza wschodniej granicy coraz częściej wypełniają wakaty w zawodach przyszłości, związanych m.in. z opieką nad osobami starszymi czy edukacją. – W porównaniu rok do roku największy wzrost zapotrzebowania na pracowników z Ukrainy odnotowano w sektorze edukacyjnym. Liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom tego kraju wzrosła o 158 proc., z niecałych 500 osób w I półroczu 2016 r. do aż 1,2 tys. w I półroczu tego roku. W opiece zdrowotnej wzrost był równie imponujący i wyniósł 136 proc. – z 628 osób do prawie 1,5 tys. – dodaje ekspert.

Ukraińcy są coraz chętniej zatrudniani także w sektorze IT, który w Polsce cierpi na spore luki kadrowe. Według resortu pracy 90 proc. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia wydawanych przez firmy IT obcokrajowcom dotyczyło Ukraińców. Tylko w Lublinie pracuje ponad 1000 ukraińskich informatyków. – Ale nie damy rady samymi tylko Ukraińcami zapewnić naszemu rynkowi i przedsiębiorcom pełnego zatrudnienia. Chodzi nie tylko o brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, ale także o to, iż nowoczesne firmy po prostu potrzebują napływu świeżych idei i otwarcia na pracowników z różnych kultur. Na poziomie menedżerskim dzieje się to od wielu lat, choć wciąż nie są to spektakularne liczby – zauważa Jeremi Mordasewicz.

Wyraźnie widać natomiast wzrost wśród pracowników spoza Europy. Jak już pisaliśmy, w pierwszej połowie tego roku tylko dla obywateli Nepalu, Indii i Bangladeszu złożono prawie 4 tys. wniosków o zgodę na zatrudnienie. To tyle samo, co w całym 2016 r. Najwięcej pracowników z tych egzotycznych krajów trafia do firm wyspecjalizowanych w logistyce i przetwórstwie spożywczym.

Na Mazowszu zgodę na pracę dostało w tym roku prawie 700 Hindusów i prawie 1,2 tys. Nepalczyków. W Warmińsko-Mazurskiem, gdzie łącznie takie zgody dostało tylko 2 tys. pracowników z zagranicy, aż 155 jest z Bangladeszu. W Podlaskiem łącznie wydano tysiąc pozytywnych opinii na zatrudnianie obcokrajowców, ponad sto dotyczyło Turków. ⒸⓅ

Firmy potrzebują otwarcia na pracowników z różnych kultur

Migracyjny boom na polskim rynku pracy

Migracyjny boom na polskim rynku pracy

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

OPINIE

Trudno o zatrudnienie obcokrajowców na stanowiskach średniego szczebla

W ostatnich dwóch latach widać było zapotrzebowanie przede wszystkim na pracowników niskiego szczebla. Obecnie, jak pokazują nasze badania, nastąpiła zmiana. Wśród firm, które planują rekrutować nowe osoby, najbardziej pożądani będą pracownicy średniego szczebla. To dotyczy również cudzoziemców, wśród których największą grupę stanowią Ukraińcy. Problem jest jednak w przepisach, bo pracownicy ze Wschodu najczęściej przyjeżdżają do Polski na podstawie uproszczonej procedury oświadczeń o pracę. Oznacza to, że mogą u nas przebywać maksymalnie sześć miesięcy, a potem na analogiczny okres muszą wrócić na Ukrainę. W efekcie przedsiębiorcom trudno zatrudniać na stanowisko specjalisty czy menedżera osobę, która nie będzie w stanie na dłuższy czas związać się z firmą. Na stanowiskach średniego szczebla rotacja nie jest mile widziana. To powoduje, że mimo iż potrzeby na rynku są inne, to i tak Ukraińcy najczęściej podejmują pracę na niskich szczeblach, gdzie stanowią ważną grupę pracowników i niejednokrotnie ratują firmy cierpiące z powodu deficytu kandydatów. 

Rynek pracy zaczyna się globalizować

To pracownicy z Ukrainy są wciąż najbardziej rozchwytywani w Polsce, ale nasz rynek pracy zaczyna się coraz bardziej otwierać także na cudzoziemców z innych państw. Otwiera się, bo jest zapotrzebowanie na coraz więcej specjalizacji. Na potrzeby nowego rozporządzenia, które przygotowuje resort pracy, BCC sporządziło listę specjalizacji, w których obecnie brakuje pracowników. Wśród nich mamy takie zawody jak elektrycy, kierowcy, spawacze czy pracownicy magazynów oraz sprzedawcy. Ale są i profesje wymagające większej specjalizacji, chodzi o pielęgniarki, opiekunów domowych czy pracowników produkcji.

Co ciekawe, rodzimi pracodawcy zaczynają szukać pracowników także poza Polską, by delegować ich za granicę. I tak rosnące zainteresowanie budzą tu Bułgaria i Rumunia. To tam polskie firmy zaglądają, by zatrudnić pracowników, choćby w celu świadczenia usług u niemieckich kontrahentów lub w swoich niemieckich oddziałach. To pokazuje, jak bardzo zaczyna się globalizować rynek pracy.