A to dlatego, że jeśli za raz zmienionym zdaniem nie stoją ważkie argumenty, mające poparcie w przepisach, to istnieje ryzyko, że kiedyś organ rentowy ponownie zmieni swoje stanowisko – tym razem stawiając już ubezpieczonych w gorszej sytuacji.

Zmiana na korzyść, o której mowa, nastąpiła po naszych tekstach w bieżącym wydaniu DGP i w tygodniku dla prenumeratorów – Kadry i Płace. Uczulaliśmy w nich czytelników, którzy prowadzą firmę, by mocno zastanowili się, zanim na żądanie ZUS złożą korektę deklaracji ubezpieczeniowej do organu rentowego. Jeśli bowiem ZUS wymagał od nich wyrejestrowania się z ubezpieczeń z datą wsteczną w związku z pobieraniem zasiłku macierzyńskiego (który zdaniem organu rentowego stanowi odrębny tytuł do ubezpieczeń społecznych), to spełniając to żądanie można było narazić się na to, że w efekcie dostaniemy wezwanie od ZUS do zwrotu nienależnie pobranych świadczeń.

Wygląda na to, że krytyka z naszej strony – przynajmniej częściowo – poskutkowała. Ostatnio organ rentowy stwierdził, że pieniędzy, których domagał się w ww. wezwaniach, nie trzeba oddawać.

ZUS nie uważa jednak, że zasiłki chorobowe i macierzyńskie, które wypłacił, były jednak należne. Jego dobra wola wynika ponoć tylko z tego, że ich „nienależności” nie zauważył wcześniej, a dopiero po kilku latach.

I tego właśnie obawiają się eksperci. Ich zdaniem ubezpieczeni do świadczeń tych mieli prawo, a zmiana stanowiska ZUS ma zbyt wątłe podstawy, by wykluczyć to, że kiedyś nie ulegnie ponownej modyfikacji. Dlatego zdaniem prawników warto się odwołać nawet od decyzji zmienionej na korzyść ubezpieczonego. Eksperci wskazują też, że postępowanie ZUS nie budzi zaufania do władzy publicznej. Czy mamy tu do czynienia ze skrajną dowolnością, arbitralnością i nadużyciem ze strony organu rentowego?

Zainteresował cię ten artykuł? Przeczytaj całość w Tygodniku Gazeta Prawna.