Pod koniec 2008 r. w ochronie zdrowia doszło do napięć i konfliktów pomiędzy dyrektorami szpitali publicznych a NFZ. Ich kumulacja nastąpiła 22 grudnia podczas spotkań w Ministerstwie Zdrowia. Brali w nich udział dyrektorzy placówek klinicznych i samorządowych, marszałkowie odpowiedzialni za ochronę zdrowia w swoich województwach oraz minister zdrowia Ewa Kopacz, wiceministrowie Jakub Szulc i Adam Fronczak i prezes NFZ Jacek Paszkiewicz. Efektem tych bardzo nerwowych rozmów jest porozumienie, które ma zapewnić publicznym placówkom medycznym w I połowie 2009 r. nie mniej pieniędzy niż w II półroczu 2008 r. Nie będzie jednak, tak jak dotychczas, wydzielonej kwoty tylko na wynagrodzenia. Na spotkaniu ustalono, że szpitale nie będą musiały zwiększać liczby wykonywanych procedur medycznych. Aby zrealizować to założenie przy utrzymanej cenie 51 zł za punkt przeliczeniowy, należałoby zwiększyć liczbę punktów poszczególnych świadczeń. W przypadku niektórych procedur wysokospecjalistycznych, np. w onkologii, tak się już stało, a np. w urologii czy chirurgii jest to zapowiadane. Ma się tym zająć powołany w styczniu specjalny zespół ekspertów.

Dotrzymać porozumienia

Istotą każdej umowy jest wola i możliwość jej praktycznej realizacji. Do pierwszej cechy wspomnianego porozumienia trudno zgłaszać zastrzeżenia, ale wykonanie zapisanych ustaleń może powodować wiele problemów. Nie ma bowiem fizycznej możliwości zrealizowania ich w całości. Potwierdzi to każdy dyrektor szpitala, który negocjował kontrakt po 22 grudnia ubiegłego roku. Wynika to chociażby z faktu, że struktura i liczba zabiegów w szpitalach bardzo się różnią, także w czasie. Trudno zatem prognozować w prosty w sposób, jaka będzie struktura i liczba wykonywanych zabiegów w 2009 roku. Z tego powodu nie wszystkie placówki medyczne dostaną pieniądze zapisane w porozumieniu. Tak już się dzieje.

Zyskają kliniki

Na wspomnianym porozumieniu najbardziej zyskają szpitale kliniczne świadczące usługi medyczne o najwyższym stopniu specjalizacji. Największe przeszacowania będą bowiem dotyczyć procedur wysokospecjalistycznych. W przypadku pozostałych szpitali korzyści z zapowiadanych zmian są bardzo wątpliwe. W założeniu tym nie byłoby nic złego, gdyby ogólna kwota środków na opiekę medyczną umożliwiała bezproblemowe funkcjonowanie również pozostałych jednostek. Same szpitale kliniczne, co oczywiste, nie zaspokoją potrzeb hospitalizacyjnych systemu opieki zdrowotnej. A w 2009 roku w systemie będzie najprawdopodobniej mniej pieniędzy.

Pesymizm uzasadniony

Prawdopodobieństwo tak pesymistycznego założenia wynika z dwóch okoliczności. Pierwsza to fakt, że zawarte porozumienia będą obowiązywać tylko do końca czerwca 2009 r. Na pytanie, co będzie w II połowie roku, nie potrafili odpowiedzieć ani Ministerstwo Zdrowia, ani NFZ. Brak optymizmu wynika z trudnej sytuacji gospodarczej, a więc i stanu budżetu na bieżący rok. Kryzys, zwolnienie tempa wzrostu nigdy nie sprzyjają podwyższaniu nakładów na sferę konsumpcji ogólnospołecznej, jaką jest także ochrona zdrowia.

O problemach związanych z zawieraniem kontraktów na 2009 rok wiedziały dużo wcześniej wszystkie zainteresowane strony. Dlatego rozmowy i zawierane porozumienia mogły być prowadzone już w październiku, a nie w przeddzień świąt Bożego Narodzenia. O tym, że zawierane są niedoskonałe kontrakty obowiązujące tylko do połowy roku wiemy w momencie ich podpisywania. Czy jednak NFZ i Ministerstwo Zdrowia wyciągną z tego faktu praktyczne wnioski?