Zagadnienie to stało się przedmiotem rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego. W uchwale z 15 lutego 2006 r. (II PZP 11/05, OSNP 2006/11-12/170) SN stwierdził, iż w razie nieudzielenia przez pracodawcę w okresie rozliczeniowym innego dnia wolnego od pracy w zamian za pracę wykonywaną w niedzielę lub święto, pracownikowi przysługuje za każdą godzinę takiej pracy tylko jeden dodatek przewidziany art. 15111 par. 2 lub par 3 k.p. w wysokości 100 proc. za każdą godzinę pracy w takim dniu. Innymi słowy - chociaż niezapewnienie dnia wolnego w związku z pracą w niedzielę - co do zasady generuje nadgodziny, to jednak - według SN - dodatek w takich okolicznościach winien być jeden.

Warto monitorować wykładnię tego przepisu. Powyższe orzeczenie spotkało się bowiem z powszechną krytyką przedstawicieli doktryny, wskazujących na istnienie wielu argumentów przemawiających za koniecznością wypłaty pracownikowi w omawianym przypadku dwóch dodatków do wynagrodzenia. Analogiczne stanowisko zajęła również Państwowa Inspekcja Pracy. Od czasu wydania w 2006 roku swojej uchwały SN nie wypowiedział się ponownie w kwestii rekompensowania wykonywania pracy w niedziele i święto pracownikowi, któremu nie udzielono z tego tytułu dnia wolnego na podstawie 15111 k.p.

Tymczasem w dyskusji przybywają kolejne argumenty, wskazujące na niespójności będące konsekwencją powyższej wykładni. W szczególności pojawia się zarzut, że samo niezapewnienie dnia wolnego za pracę w niedzielę zaplanowaną wcale nie oznacza jeszcze, że nadgodziny powstają właśnie z powodu pracy w tę niedzielę. Z kolei powstanie nadgodzin dobowych w niedzielę harmonogramową, za którą nie zapewniono dnia wolnego, kreuje dylemat, czy dodatek winien wynosić 50 czy 100 proc.

Istnienie rozbieżności stanowisk w tej materii powoduje, iż pracodawcy stoją przed poważnym dylematem, czy stosować się do poglądów doktryny, czy też do wskazówek SN co z kolei w przypadku zmiany linii orzeczniczej SN niesie ryzyko powstania po stronie pracodawcy zaległości z tytułu niewypłaconych dodatków za pracę w godzinach nadliczbowych. Niestety, prawnik stoi w takim przypadku na rozdrożu, albowiem autorytet SN jest wartością samą w sobie, i to do niego raczej skłonią się sądy, a nie do poglądów doktryny lub też PIP.