Policyjne statystyki odnotowały w ubiegłym roku spadek liczby osób doświadczających przemocy w rodzinie. Podobnie było w przypadku niebieskich kart (NK). Z danych Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej do których dotarł DGP wynika, że w 2016 r. trafiło ich do gminnych zespołów ds. przemocy w rodzinie 92,1 tys., podczas gdy rok wcześniej było ich 95,6 tys. Co istotne ta tendencja utrzymuje się już drugi rok z rzędu. Bez zmian pozostaje natomiast słabe zaangażowanie służby zdrowia, która rzadko włącza się w przeciwdziałanie domowej agresji.

Nadrzędna tajemnica

Podobnie jak w poprzednich latach najwięcej formularzy NK zostało w 2016 r. wypełnionych przez policjantów i pracowników socjalnych – 73,5 tys. oraz 11,7 tys. Z kolei 5,5 tys. druków karty zostało przekazanych do gminnych zespołów przez nauczycieli i pedagogów. Natomiast najmniej procedur – bo zaledwie 607 – zostało uruchomionych przez przedstawicieli służby zdrowia. Liczba wypełnianych przez nich NK waha się między 500–600 w poszczególnych latach.

– Biorąc pod uwagę to, że prawie 170 tys. osób wykonuje zawód lekarza lub dentysty, a pielęgniarek jest ponad 280 tys., jest to dramatyczny wynik – podkreśla Renata Durda, kierownik Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”.

Dla porównania: policjantów, którzy mogą zakładać niebieskie karty (dzielnicowi, służby patrolowo-interwencyjne) jest w Polsce ok. 60 tys.

Zdaniem Błażeja Gawrońskiego, przewodniczącego zespołu interdyscyplinarnego ds. przemocy w rodzinie w Olsztynie, do rzadkości należy też udział lekarzy czy pielęgniarek środowiskowych w pracach zespołów interdyscyplinarnych oraz powoływanych w ich ramach grup roboczych (zajmują się konkretnym przypadkiem podejrzenia przemocy).

– Żadne przepisy nie wymuszą większego zaangażowania medyków w procedurę NK oraz inne działania antyprzemocowe, jeśli nie zmieni się nastawienie całego środowiska – podkreśla Hanna Żółkoś-Margońska, przewodnicząca zespołu interdyscyplinarnego w Gdyni.

Domowa agresja

Domowa agresja

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tyle że może być o to trudno.

Ministerstwo Zdrowia w wydanym jeszcze w 2014 r. komunikacie dotyczącym przypadków zgłaszania przemocy informowało, że uzupełnianie NK jest elementem udzielanego świadczenia, w trakcie którego lekarz lub inny pracownik medyczny może dostrzec objawy świadczące o stosowaniu przemocy. Naczelna Rada Lekarska od dawna wskazuje jednak, że NK jest zbyt zbiurokratyzowana, wypełnienie jej druków zajmuje za dużo czasu, który powinien być poświęcony na leczenie pacjenta oraz nie wchodzi w zakres kontraktu z NFZ. Ponadto koliduje z obowiązkiem zachowania tajemnicy lekarskiej.

Spadek, ale nie przełom

NK to nazwa zarówno procedury, która jest uruchamiana w przypadku wystąpienia podejrzenia przemocy w rodzinie jak i druków wypełnianych w trakcie jej realizacji. Zgodnie z przepisami ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) wszczęcie czynności w ramach NK następuje przez wypełnienie formularza (oznaczonego jako „A”) przez przedstawiciela policji, pomocy społecznej, oświaty, ochrony zdrowia lub gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych. Dzieje się tak, gdy w trakcie wykonywania przez nich obowiązków służbowych lub zawodowych powzięli podejrzenie stosowania przemocy w rodzinie lub też taka informacja wpłynęła od osoby doświadczającej agresji bądź świadka jej występowania. Następnie druk „A” jest przekazywany do gminnego zespołu interdyscyplinarnego, który podejmuje dalsze działania określone w procedurze. Taka formuła NK obowiązuje od września 2011 r. i o ile w latach 2012–2014 liczba wypełnianych formularzy rosła, to od następnego roku zaczęła się obniżać.

– Spadkowy trend w liczbie kart jest pozytywną informacją, chociaż nie jest on na tyle znaczący, aby mówić o tym, że nastąpił przełom w walce z domową przemocą – mówi Renata Durda.

Dodaje, że może to być efekt budowanego od ponad 20 lat systemu walki z domową przemocą oraz pomocy dla osób jej doświadczających. W 2010 r. został on znacząco przebudowany na skutek nowelizacji ustawy z 29 lipca 2005 r., dzięki czemu podejmowane działania są bardziej skuteczne.

– Procedura NK nie jest stosowana bezrefleksyjnie, niejako z automatu, tak jak początkowo to się zdarzało, gdy każdy konflikt w rodzinie był utożsamiany z przemocą – kończy Błażej Gawroński. 

OPINIA

To, że ze strony lekarzy jest niewiele zgłoszeń Niebieskiej Karty, dzieje się nie bez przyczyny. Od lat zabiegamy o to, by procedura została uproszczona. Niebieska Karta to dokument skomplikowany i dość długi. Lekarz czy lekarz dentysta ma poumawianych pacjentów i to dla niego duże obciążenie. Obowiązek ten dotyczy wszystkich niezależnie czy pracują w ramach kontraktu z NFZ, czy czysto komercyjnie, np. we własnym gabinecie stomatologicznym. Pamiętajmy, że często zwłaszcza podczas dyżurów czy w gabinetach POZ lekarz musi przyjąć kilkadziesiąt osób dziennie, ma wielu pacjentów w poczekalni i musiałby porzucić wykonywane czynności, by wypełnić formularze. Tymczasem naszym zdaniem powinien dokonać samego zgłoszenia, a dokumentacją powinny zająć się inne służby, które są do tego powołane. Kolejna sprawa to skuteczność takich zgłoszeń. O ile w przypadku dzieci lekarze starają się raportować wszystkie takie przypadki, to u dorosłych często zgłoszenia nie przynoszą efektu. Sam miałem wiele razy takie sprawy, ale mimo zgłoszenia nigdy nie skończyły się postępowaniem, ponieważ ofiary przemocy np. wycofywały zeznania. A nie były to przestępstwa ścigane z urzędu. Dlatego postulowaliśmy poprawienie systemu, tak by wszystkie podejrzenia były zgłaszane.