W 2009 roku zakończy się dwuletni okres rządów pracownika na rynku pracy. Pracodawcy niechętnie będą godzić się na podwyżki, a świadomi słabej kondycji gospodarczej pracownicy będą zmuszeni do obniżenia swoich oczekiwań płacowych. 2009 rok nie będzie czasem sprzyjającym łatwej zmianie pracy. W nadchodzących miesiącach firmy będą mniej chętnie zwiększać zatrudnienie. Przy rekrutacji nowych pracowników będą bardziej ostrożne i mniej skłonne do ryzyka niż dotychczas - napisali w swojej analizie eksperci z krakowskiej firmy doradczej Sedlak&Sedlak.

Na potwierdzenie swojej teorii przytaczają m.in. dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) za październik 2008 r., z których wynika, że 276 zakładów pracy zapowiedziało już na ten rok zwolnienie swoich blisko 20 tys. pracowników. Sytuację na rynku pracy ma w tym roku także pogorszyć reemigracja Polaków.

Z powodu kryzysu pracę na emigracji ma stracić ok. 300-400 tys. rodaków, z czego blisko połowa powróci do kraju. Część z nich zasili rejestr bezrobotnych.

- Prognozy firmy Sedlak&Sedlak wymagają sprostowania - mówi Wiesław Łagodziński, socjolog, rzecznik prasowy GUS. Jego zdaniem w Polsce nigdy nie było rynku pracownika. Przez ostatnie półtora roku mieliśmy w niektórych branżach gospodarki (budownictwo, usługi, finanse, handel wewnętrzny - red.) do czynienia raczej z równowagą, ale nie przewagą pracowników.

Według Wiesława Łagodzińskiego proces, który następuje obecnie w polskich firmach, to racjonalizacja zatrudnienia oraz przywracanie do równowagi przeinwestowanych płac.

- Wynagrodzenia wciąż rosną (listopad 2007 r. do listopada 2008 r. nastąpił wzrost o 7,4 proc. - red.), chociaż nie tak dynamicznie, jak rok wcześniej. Przedsiębiorcy ostrożnie zatrudniają i inwestują. Ostrożnie, znaczy tylko tyle, że gospodarka rozwija się wolniej, a nie wcale - podkreśla rzecznik GUS.

Zdaniem W. Łagodzińskiego straszenie Polaków masowymi powrotami rodaków z emigracji zarobkowych również jest mocno przesadzone.

- Z Polski na stałe wyjechało ok. 30 tys. ludzi. Reszta jedynie pomieszkiwuje za granicą, zarabia tam, wraca i inwestuje w Polsce pieniądze. Twierdzenie, że ludzie ci po powrocie do kraju masowo zasilą urzędy pracy, jest sporym nieporozumieniem. Oni nigdy nie wracają z pustymi rękoma - kwituje.