Mimo że z roku na rok zwiększa się liczba żłobków i klubów dziecięcych, to wciąż jest ich zbyt mało w stosunku do potrzeb rodziców. Dlatego Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało zwiększenie puli środków przeznaczonej na zakładanie oraz utrzymanie placówek w ramach programu „Maluch+”. Zamierza wydać dodatkowo 350 mln zł. To zaś oznacza, że łączna kwota na ten cel wzrośnie ze 150 mln do pół miliarda złotych. I to już w przyszłym roku.

Zadanie własne

Program „Maluch+” jest prowadzony od 2011 r., kiedy zaczęła obowiązywać ustawa z 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 157). Zgodnie z jego zasadami gminy oraz podmioty prywatne mogą w ogłaszanych co roku przez resort rodziny konkursach ubiegać się o dofinansowanie na utworzenie żłobka, klubu dziecięcego oraz zatrudnienie dziennego opiekuna. Dodatkowo program umożliwia uzyskanie dotacji na pokrycie kosztów funkcjonowania działających już miejsc opieki.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Takie wsparcie jest o tyle istotne, że prowadzenie żłobków i klubów dziecięcych jest zadaniem własnym, na które gminy muszą znaleźć pieniądze w swoich budżetach.

Do kolejnych edycji programu zgłasza się coraz więcej samorządów i podmiotów prywatnych. Problem w tym, że kwota, o którą walczą nie rośnie – od trzech lat jest to 150 mln zł, podczas gdy zgłaszane zapotrzebowanie jest znacznie wyższe. W tegorocznej edycji „Malucha+” gminy i przedsiębiorcy złożyli wnioski na łączną sumę 362,4 mln zł, a ostatecznie rozdysponowano 151,2 mln zł. Kwoty dotacji są wyraźnie niższe od ich maksymalnych wartości zapisanych w zasadach programu.

Nie dziwi zatem, że informacja o planowanym zwiększeniu nakładów na „Malucha+” ucieszyła samorządy. – Dobrze, że resort postanowił zasilić program dodatkowymi środkami. Dzięki temu więcej podmiotów będzie mogło uzyskać dotacje, a może wzrośnie też ich wysokość – mówi Adam Kurluta, dyrektor departamentu spraw społecznych Urzędu Miejskiego w Białymstoku. W przyszłym roku miasto planuje uruchomienie nowego żłobka, co będzie kosztowną inwestycją. Im więcej uda nam się pozyskać na ten cel wsparcia z „Malucha+”, tym mniejsze będzie obciążenie dla lokalnego budżetu.

– Program pozwolił nam trzykrotnie zwiększyć liczbę miejsc opieki nad najmniejszymi dziećmi i nie chcemy na tym poprzestać. Zaczęliśmy się jednak obawiać, że będzie nam coraz trudniej uzyskiwać dotacje w kolejnych latach – podkreśla Michał Marszałek, dyrektor biura ochrony zdrowia UM w Krakowie.

Wątpliwe źródło

O ile sama zapowiedź zwiększenia budżetu „Malucha+” jest oceniana pozytywnie, o tyle źródło pochodzenia dodatkowych środków budzi mieszane uczucia. To, że 350 mln zł ma pochodzić z Funduszu Pracy, nie podoba się pracodawcom i związkom zawodowym. Bo – jak zwracają uwagę – środki te powinny służyć przeciwdziałaniu bezrobociu.

– To nie pierwszy raz, gdy rządzący sięgają po pieniądze z FP, bo budżet państwa przez liczne wydatki jest bardzo napięty. Przykładem takiego postępowania jest chociażby funkcjonująca od 2009 r. praktyka finansowania z funduszu kosztów kształcenia lekarzy i pielęgniarek – wskazuje Łukasz Kozłowski z Pracodawców RP.

Z kolei Bogdan Grzybowski z OPZZ zwraca uwagę, że wprawdzie wskaźniki bezrobocia maleją, ale dalej poza rynkiem pracy pozostaje prawie 1,3 mln osób. To właśnie na ich wsparciu powinien skupiać się FP.

Nie wszyscy jednak patrzą na to w ten sposób. – Dzięki zwiększeniu liczby miejsc w żłobkach wielu rodziców będzie mogło wrócić na rynek pracy. Innymi słowy, można uznać, że dodatkowe finansowanie dla miejsc opieki nad dziećmi jest pośrednim środkiem prowadzącym do ograniczenia bezrobocia. A już na pewno w większym stopniu niż pokrywanie z FP wydatków na specjalizacje lekarzy, którzy nie są zagrożeni brakiem pracy – komentuje dr Grzegorz Baczewski z Konfederacji Lewiatan. Nie zmienia to jego zdaniem faktu, że ta kwestia powinna podlegać dyskusji na forum Rady Dialogu Społecznego czy Rady Rynku Pracy.