NOWOŚĆ

Rząd chce, aby wyłącznie pracodawcy i pracownicy decydowali o tym, czy łączy ich umowa o pracę, umowa cywilnoprawna czy też pracownik wykonuje swoje obowiązki w formie tzw. samozatrudnienia. Tak wynika z projektu nowelizacji kodeksu pracy oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, przygotowanego przez resorty pracy i gospodarki, który trafił już do konsultacji społecznych. Eliminuje on też przepis, zgodnie z którym nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną, jeśli praca wykonywana jest m.in. pod kierownictwem pracodawcy oraz w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym. Ponadto prawo do wnoszenia powództw do sądu o ustalenie istnienia stosunku pracy straci Państwowa Inspekcja Pracy. Będzie to mogła zrobić tylko za zgodą pracownika.

Zdaniem Adama Szejnfelda, wiceministra gospodarki, dzięki zamianom zmniejszą się koszty pracy i zatrudnienie w szarej strefie. PIP i związki zawodowe, zwracają jednak uwagę, że obecnie wielu pracowników, chcąc uzyskać jakiekolwiek dochody, godzi się na wykonywanie pracy na przykład na podstawie umowy-zlecenia, mimo że pracodawca powinien z nimi zawrzeć umowę o pracę.

Tysiące umów

W ubiegłym roku po interwencjach PIP pracodawcy podpisali umowy o pracę z ponad 30 tys. pracowników. Do sądów trafiło jednak tylko 143 powództw wobec pracodawców, którzy zdaniem PIP, choć powinni, nie zawarli umów o pracę z 239 pracownikami. Firmy, obawiając się interwencji PIP w sądzie, podpisywały więc umowy o pracę. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, inspektorzy będą mogli interweniować u pracodawcy tylko za zgodą pracownika.

- To dobre rozwiązanie. Choć omijanie stosunku pracy przez zawieranie na przykład umów cywilnoprawnych godzi w interes społeczny, to trudno zmuszać pracodawców i pracowników, aby koniecznie zawierali umowę o pracę - mówi prof. Krzysztof Rączka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jego zdaniem często to właśnie pracownicy nie są zainteresowani zatrudnieniem na takiej podstawie. Państwowa Inspekcja Pracy sama podkreśla, że wiele powództw o ustalenie istnienia stosunku pracy jest umarzanych, bo osoby zatrudnianie na podstawie umów cywilnoprawnych nie chcą pracować na etacie.

Wyższe pensje

Zdaniem PIP ta niechęć pracowników do etatu wynika często z sytuacji na rynku pracy, na której wciąż warunki dyktują pracodawcy. Zdaniem Anny Tomczyk, zastępcy głównego inspektora pracy, priorytetem dla pracowników jest sam fakt posiadania źródła dochodu, a nie podstawa zatrudnienia. Pracodawcy mają jednak inne zdanie.

- Coraz częściej to pracownicy, a nie pracodawcy decydują o warunkach zatrudnienia. Rzadko chcą na przykład zawierać kolejną umowę o pracę, jeśli podejmują dodatkowe zatrudnienie. Czasem też po prostu im się to nie opłaca - mówi Grzegorz Bugała, właściciel firmy Press-Max z Warszawy.

Podkreśla, że pracujący na przykład na podstawie umowy o dzieło czy samozatrudnieni płacą niższe składki na ubezpieczenia społeczne. Dzięki temu otrzymują wyższe płace. Po wprowadzeniu proponowanych zmian liczba osób pracujących na tej podstawie może znacznie wzrosnąć.

- Nie widzę nic złego w samozatrudnieniu. Państwo, w którym bezrobocie jest wciąż bardzo wysokie, musi do niego zachęcać - tłumaczy Adam Szejnfeld.

Nie zgadzają się z tym związkowcy.

- Coraz więcej osób będzie wyłączonych z kodeksowej ochrony stosunku pracy. Firmy mogą też zmuszać swoich dotychczasowych pracowników do zakładania przedsiębiorstw, bo w praktyce nic im za to nie będzie grozić - mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Mniejsze koszty pracy

Zdaniem rządu uzależnienie podstawy zatrudnienia wyłącznie od woli stron wywoła pozytywne skutki. Zmniejszy się zatrudnienie w szarej strefie, gdyż pracodawcy nie będą obawiać się, że PIP zmusi ich do zawierania umów o pracę, jeśli podpiszą, tańszą dla nich, umowę cywilnoprawną. Tym samym spadnie też stopa bezrobocia.

- Dla firm ważnym skutkiem będzie obniżenie kosztów pracy, bo samozatrudnionym lub pracującym na podstawie umów cywilnoprawnych nie przysługuje kodeksowa ochrona stosunku pracy - mówi Piotr Jędrzejczak z firmy Heat Service z Warszawy.

Nie obowiązują ich na przykład kodeksowe terminy wypowiedzenia umów. Nie mają też prawa do urlopu, a pracodawca nie płaci im wynagrodzenia za część okresu przebywania pracownika na zwolnieniu lekarskim.

- Zmiany zaproponowane przez rząd przenoszą jednak ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej na pracowników - podkreśla Andrzej Radzikowski.

Systemowe zmiany

Rząd uzasadnia proponowane zmiany faktem, że obecna definicja stosunku pracy, zgodnie z którą nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną, jeśli praca wykonywana jest m.in. pod kierownictwem pracodawcy oraz w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym, jest niespójna. Pomija bowiem wyrażoną w art. 11 kodeksu pracy jedną z podstawowych zasad prawa pracy, zgodnie z którą nawiązanie stosunku pracy oraz ustalenie warunków płacy i pracy, bez względu na podstawę prawną tego stosunku, wymaga zgodnego oświadczenia woli pracownika i pracodawcy. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, to właśnie decyzja stron w pierwszej kolejności będzie decydować o tym, czy w danym przypadku pracowników i pracodawcę łączy umowa o pracę, umowa cywilnoprawna lub świadczenie usług w ramach działalności gospodarczej. Eksperci podkreślają, że w podobny sposób można też zmienić inne przepisy prawa pracy, zwłaszcza te ograniczające stronom stosunku pracy wprowadzenie elastycznych form zatrudnienia.

31 tys. osób zostało zatrudnionych na podstawie umowy o pracę po interwencji inspektorów pracy w 2007 roku

12 mln osób w Polsce jest zatrudnionych na podstawie stosunku pracy