Poglądy na temat tego, jak powinien wyglądać system opieki zdrowotnej, są w naszym kraju bardzo różne, to jednak praktycznie wszyscy zgadzają się z jednym, że nie ma systemu idealnego.

Racjonalny system

To ważne stwierdzenie może stać się fundamentem przyszłego porozumienia. Skoro bowiem nie ma systemu idealnego, to znaczy, że w każdym modelu są i zalety, i wady. Przyjrzyjmy się nim. Zastanówmy się, co jest w nich dobrego, a co złego i spróbujmy zbudować system racjonalny, który będzie miał najwięcej zalet i najmniej wad. Nie będzie to zadanie łatwe. Tak się bowiem składa, że rozwiązania, które z jednej strony przynoszą określone pozytywne skutki, z drugiej stwarzają konkretne, istotne zagrożenia. Trzeba zatem - w każdym takim przypadku - odpowiedzieć na pytanie: co jest ważniejsze, a co mniej ważne, co musi być, a z czego można zrezygnować.

Potrzebne współpłacenie

Korzystną i pożądaną cechą sytemu opieki zdrowotnej jest brak przeszkód finansowych w dostępie do leczenia. Najlepiej postulat ten jest spełniony, gdy leczenie jest bezpłatne dla pacjenta, czyli finansowane w całości ze środków publicznych. Nieograniczona jednak bezpłatność świadczeń zdrowotnych oznacza konieczność ich administracyjnego limitowania (reglamentacji), i to niezależnie od tego, jak wiele państwo przeznacza na lecznictwo z budżetu. Medycyna stale się rozwija, oferując coraz to doskonalsze metody leczenia, a człowiek - jeśli może mieć coś bezpłatnie - wybiera zawsze to, co lepsze i droższe. Dlatego dostęp do leczenia finansowanego ze środków publicznych jest reglamentowany wszędzie - zarówno w niezamożnej Polsce, jak i w bogatej Wielkiej Brytanii. Przejawem tego są kolejki do leczenia. Jest to niewątpliwie zła i niepożądana cecha systemu, bo w niektórych przypadkach oznaczająca po prostu wyrok śmierci dla chorego. Czy jest ktoś, kto pochwala takie rozwiązanie? Na pewno nie, łącznie z tymi, którzy opowiadają się za całkowicie bezpłatnym lecznictwem. Co zatem wybrać: bezpłatność świadczeń i ich administracyjne limitowanie (kolejki) czy współpłacenie i tzw. bezkolejkowy dostęp do leczenia? Najlepsze będzie rozwiązanie pośrednie: wprowadzenie takiego współpłacenia, które nie będzie stanowiło przeszkody nie do pokonania (dla ogromnej większości obywateli), pozwoli jednak na rezygnację z limitowania przynajmniej tych świadczeń, na które czekać nie można.

Przekształcenia szpitali

Podany przykład jest najbardziej dobitnym przykładem wewnętrznych sprzeczności, jakie pojawiają się przy próbie budowy dobrego systemu opieki zdrowotnej, ale są też inne, nie mniej ważne. Wielką dyskusję wywołała ostatnio sprawa przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego. Z pewnością każdy się zgodzi, że dobrze zarządzane, oszczędnie gospodarujące szpitale, które się nie zadłużają i nie marnują pieniędzy przeznaczonych na leczenie to zaleta systemu opieki zdrowotnej. Najlepszym i praktycznie jedynym skutecznym sposobem osiągnięcia tego celu jest traktowanie szpitali jak przedsiębiorstw działających po to, żeby osiągnąć zysk. Co jednak zrobić, gdy to rozwiązanie, korzystne pod względem efektywności, powoduje również istotne zagrożenia? Kierując się zasadą zysku, szpitale mogą przecież unikać udzielania świadczeń mniej zyskownych lub deficytowych. Dla pacjentów jest to niewątpliwie niebezpieczne. Co więc wybrać: oszczędnie funkcjonujące szpitale i niebezpieczeństwo nieleczenia niektórych pacjentów czy pewność, że każdy, nawet najdroższy tzw. przypadek będzie leczony, ale będzie też marnotrawstwo pieniędzy przeznaczonych na służbę zdrowia? Najlepszy będzie kompromis w tej kwestii. Szpitale powinny funkcjonować po to, żeby wypracować zysk. Trzeba jednak stworzyć takie mechanizmy, które uniemożliwią zaniżanie przez ubezpieczyciela kwot refundacji za świadczenia zdrowotne, aby nie było takich, o których z góry wiadomo, że przynoszą straty. Gdy się to jednak zdarzy, powinno być prawo zakazujące odsyłania tzw. pacjentów niedochodowych.

Nakłady i wydatki

Budowa racjonalnego systemu opieki zdrowotnej to jednak nie tylko próba pogodzenia rozwiązań wzajemnie się wykluczających, ale również konieczność dostosowania określonego elementu do całości. Przyjęcie jednego rozwiązania determinuje bowiem często konieczność wprowadzenia innego. Nie można zbudować tej układanki z dowolnie wybranych klocków. Jeśli na przykład chcemy, aby kwoty refundacji za świadczenia zdrowotne nie były zaniżane przez publicznego płatnika (aby nie było świadczeń z założenia nieopłacalnych), to musimy zrównoważyć nakłady na ochronę zdrowia z wydatkami. Tego z kolei nie uda się zrobić bez wprowadzenia współpłacenia za niektóre świadczenia. Aby jednak dopłaty do leczenia nie były zbyt duże, konieczny jest odpowiednio wysoki poziom nakładów publicznych na ochronę zdrowia. Współpłacenie jest też warunkiem niezbędnym, aby zrezygnować z limitowania świadczeń. Jeśli będzie limitowanie, nie będzie sprawiedliwej konkurencji między szpitalami (pieniądz pójdzie za limitem, nie za pacjentem). Konkurencja jest natomiast potrzebna, aby szpitale - działając dla zysku - nie próbowały go osiągać kosztem jakości leczenia albo przez monopolistyczne zawyżanie cen.

Powszechny jest pogląd, że zbudowanie dobrego systemu opieki zdrowotnej jest sprawą trudną. Zasadnicze trudności nie mają jednak charakteru merytorycznego. Przy dobrej woli można znaleźć racjonalne rozwiązanie w każdym przypadku. Prawdziwą przeszkodą jest ideologiczne zacietrzewienie niektórych uczestników dyskusji (które na przykład nie pozwala nawet pomyśleć o wprowadzeniu współpłacenia za leczenie) albo traktowanie problemów służby zdrowia jedynie jako okazji do osiągnięcia doraźnych korzyści politycznych.