• Nauczyciele z Krakowa o wynagrodzenia za matury walczą w Trybunale w Strasburgu
  • Rozporządzenie zobowiązuje dyrektorów szkół do organizowania egzaminów za darmo
  • Brakuje przepisów określających zasady zatrudniania egzaminatorów

Ministerstwo Edukacji Narodowej od trzech lat nie wydaje przepisów określających zasady wynagradzania egzaminatorów na ustnej maturze. Dlatego byli oni zmuszeni dochodzić swoich praw w sądach. Zaproponowane w tym roku zasady rozliczania również budzą kontrowersje. Nauczyciele zapowiadają, że jeśli resort nie uwzględni ich uwag, będą składać pozwy.

Kontrowersyjne interpretacje

W tym roku ministerstwo musi zapłacić egzaminatorom pracującym przy maturze ustnej. Wynika tak z uchwały Sądu Najwyższego z 22 marca 2007 r. (III PZP 1/07), zgodnie z którą za pracę w komisjach maturalnych, jeśli jest ona wykonywana poza limitem obowiązkowych zajęć dydaktycznych, należy się wynagrodzenie jak za nadgodziny.

- Resort jednak nie chce zapłacić tyle, ile faktycznie się należy - podkreśla Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

MEN uznał bowiem, że podstawą wyliczenia wynagrodzenia jest czas przypadający na odpowiedź maturzysty. Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji narodowej i sportu z 7 września 2004 r. w prawie przeprowadzania egzaminów (Dz.U. nr 199, poz. 2046 z późn. zm.) odpowiedź na egzaminie z języka polskiego trwa 25 minut, a z języka obcego 10 minut.

- Praca komisji nie polega tylko na wysłuchaniu zdającego - wyjaśnia Katarzyna Miezian, polonistka z VIII Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie.

Jej członkowie muszą przygotować się do egzaminu - poloniści zapoznać z bibliografią wykorzystaną do prezentacji, ocenić wypowiedź i wypełnić dokumentację. Zdaniem egzaminatorów zajęcia te zajmują przynajmniej tyle samo czasu co odpowiedź. Tymczasem według resortu nauczyciel zasiadający w komisji z języka polskiego, pracującej sześć godzin, zdąży ocenić dziesięciu zdających, ale otrzyma wynagrodzenie za cztery godziny pracy.

- Dlatego dla ustalenia wynagrodzenia powinien być brany czas faktycznie przepracowany w komisji - podkreśla Sławomir Broniarz.

Inaczej nauczyciele znowu będą musieli dochodzić swoich praw w sądach.

Wywalczone w sądzie

O godziwe wynagrodzenie za pracę przy maturach nauczyciele walczą już od 2005 roku. Wówczas resort edukacji twierdził, że przeprowadzenie egzaminu ustnego należy do zadań statutowych szkoły, co oznaczało, że osobom biorącym w nim udział nie należy się dodatkowe wynagrodzenie. Wielu egzaminatorów, m.in. z Piły, Lublina i Krakowa skierowało sprawy do sądów. I większość z nich wygrała. Sądy orzekły bowiem, że godziny spędzone na egzaminowaniu należy zaliczyć do dydaktycznych, a jeśli było ich więcej niż wynosi pensum, nauczyciel powinien otrzymać za nie dodatkowe wynagrodzenie, takie jak za godziny ponadwymiarowe.

- Tylko krakowskie sądy, rejonowy i apelacyjny, uznały, że praca przy egzaminie należy do zadań szkoły - tłumaczy Katarzyna Miezian.

W 2006 roku ministerstwo nie zdecydowało się jednak zapłacić za pracę przy egzaminach ustnych jak za godziny nadliczbowe. Okręgowe komisje egzaminacyjne proponowały jedynie egzaminatorom umowy o dzieło ze stawką 12,60 zł za godzinę pracy, czyli ponad dwa razy mniejszą niż za pracę w nadgodzinach. Ta dla nauczyciela dyplomowanego wynosi ok. 29 zł. Wielu nauczycieli nie zaakceptowało takiego rozwiązania i znowu złożyło pozwy do sądu.

Aby ułatwić sędziom rozstrzyganie spraw, rzecznik praw obywatelskich zwrócił się do Sądu Najwyższego z prośbą o interpretację przepisów dotyczących wynagradzania członków komisji egzaminacyjnych.

Zaległe roszczenia

Uchwała Sądu Najwyższego z marca tego roku zmusiła MEN do wygospodarowania środków na ustne matury. Dotychczas zaległe wynagrodzenia przyznawane nauczycielom przez sądy wypłacać musiały samorządy jako organy prowadzące szkoły.

Jak podkreślają jednak eksperci, oprócz wydatków na tegoroczne matury ministerstwo musi liczyć się też z koniecznością wypłaty wynagrodzeń za lata ubiegłe.

- Zgodnie z kodeksem pracy roszczenia ze stosunku pracy ulegają przedawnieniu z upływem trzech lat. Oznacza to, że wszyscy egzaminatorzy, którzy nie otrzymali wynagrodzenia za pracę przy ustnych maturach w latach ubiegłych, mogą domagać się ich w sądzie - wyjaśnia Krystyna Szumilas, przewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Ministerstwo Edukacji nie oszacowało jednak jeszcze, ile funduszy z budżetu państwa powinno zarezerwować na ten cel.

- W tym roku wygospodarowaliśmy 25 mln zł na tegoroczne matury ustne - mówi Sylwia Sysko-Romańczuk, wiceminister edukacji.

Dodaje, że w ubiegłym roku na wynagrodzenia za pracę przy maturze ustnej resort wydał 13,5 mln zł.

- Z tych pieniędzy zostali opłaceni egzaminatorzy, którzy podpisali umowy o dzieło. Ci, którzy nie zawarli ich, mogą iść do sądu. MEN teraz musi przygotować się na wypłatę zaległych wynagrodzeń wraz z odsetkami - podkreśla Krystyna Szumilas.

MEN czeka również rozprawa przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Krakowscy nauczyciele złożyli bowiem skargę na niekorzystne wyroki z 2005 roku.

- Polskie prawo uniemożliwiało nam wniesienie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, ponieważ taka skarga możliwa jest tylko w przypadku spraw, w których kwota roszczenia przekracza 10 tys. zł - mówi Katarzyna Miezian.

Tymczasem nauczyciele składali pozwy indywidualnie o wartości od 300 zł do 3 tys. zł.

Dyrektorzy kierują za darmo

Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie przeprowadzania egzaminów przewodniczącym szkolnego zespołu egzaminacyjnego jest dyrektor danej szkoły.

- Zorganizowanie egzaminu zajmuje co najmniej trzy miesiące. Trzeba powołać zespoły egzaminacyjne, zorganizować pomieszczenia i sprzęt do przeprowadzenia egzaminu, odebrać arkusze z pytaniami. To jest odpowiedzialna praca, którą wykonuję w ramach obowiązków dyrektora szkoły na rzecz okręgowej komisji - wyjaśnia Ewa Bargtraum, dyrektor Zespołu Szkół Licealnych i Mistrzostwa Sportowego w Karpaczu.

Dyrektorzy jednak jeszcze nie sądzą się o wynagrodzenie z tego tytułu. Musieliby bowiem pozwać swojego pracodawcę, czyli samorząd.

Benedykt Wojcieszak z Gdańskiego Instytutu Edukacji Pedagogicznej ma nadzieję, że Trybunał Praw Człowieka wskaże, kto powinien odpowiadać za organizację egzaminu maturalnego.

- Teoretycznie od 2005 roku przeprowadzają go centralna i okręgowe komisje egzaminacyjne. Praktycznie odpowiadają tylko za część egzaminu pisemnego. Cała organizacja matury ustnej spada na szkołę, a przecież ma to być egzamin zewnętrzny - podkreśla Benedykt Wojcieszak.

29 zł (brutto) ma otrzymać nauczyciel za godzinę pracy przy egzaminie ustnym

JOLANTA GÓRA

jolanta.gora@infor.pl