Większość szpitali wojewódzkich i klinicznych wciąż nie ma podpisanych umów z Narodowym Funduszem Zdrowia na świadczenie usług medycznych w 2009 roku. Domagają się podwyższenia ceny punktu medycznego nawet do 65 zł. To dla nich szczególnie ważne, bo do poszczególnych procedur medycznych przypisana jest liczba punktów, i to ostatecznie decyduje o tym, ile NFZ płaci szpitalowi za ich wykonanie. Jacek Paszkiewicz, prezes NFZ, zapowiedział wczoraj, że żadnych negocjacji w tym zakresie nie będzie.

- Cena za jeden punkt medyczny proponowana przez NFZ to niezmiennie 51 zł - podkreśla prezes Funduszu.

Zmieniona zostanie jednak wycena poszczególnych procedur wysokospecjalistycznych. Ma ona wzrosnąć nawet o 20 proc. Podwyżka ma dotyczyć procedur m.in. z zakresu położnictwa, opieki nad noworodkiem i kardiochirurgii.

Jak zapewnia NFZ i resort zdrowia, w 2009 roku Fundusz przeznaczy na lecznictwo szpitalne nie mniej środków niż obecnym, przy niezmienionej liczbie świadczeń, które szpitale będą wykonywać. Nie jest to najlepsza informacja dla pacjentów, bo oznacza, że nie poprawi się dostępność do najbardziej deficytowych zabiegów i badań. Dodatkowo mają być złagodzone wymogi stawiane przez NFZ, które warunkują podpisanie z nim kontraktu na przyszły rok.

Prezes NFZ wezwał dyrektorów szpitali do podpisywania umów i nieodkładania tego na ostatnie dni grudnia. Podkreślił, że całkowicie nieuzasadnione są zapowiedzi niektórych szpitali, że jeżeli NFZ nie podwyższy wyceny punktu medycznego, będą one wykonywać jedynie zabiegi, za które pacjenci zapłacą.