Władze samorządowe wystąpiły do kuratorów oświaty o opinię w sprawie likwidacji ponad 500 z 30 tys. przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych, placówek opiekuńczych i schronisk. Jeżeli kuratorzy wyrażą zgodę na ich likwidację, placówki przestaną istnieć. Jeśli sprzeciwią się – samorządowcy będą mogli się odwoływać do ministra edukacji narodowej. MEN w ubiegłym roku zapowiadało, że opracuje plan ograniczenia likwidacji szkół w małych miejscowościach. Ministrowi Giertychowi nie udało się jednak np. zapobiec likwidacji szkoły w Siedlimowie (woj. kujawsko-pomorskie), co obiecywał mieszkańcom miejscowości w trakcie odwiedzin placówki we wrześniu 2006 r. W styczniu tego roku szkoła została definitywnie zamknięta. – Najczęściej likwidowane są małe szkoły podstawowe, licea profilowane i publiczne szkoły policealne – tłumaczy Teresa Kordas, wicekurator Kujawsko-Pomorskiego Kuratorium Oświaty. – Są to placówki kosztowne w utrzymaniu, a coraz częściej nie ma chętnych do nauki w nich – dodaje Grażyna Piwko z Krakowskiego Kuratorium Oświaty. Najbardziej zagrożone jest funkcjonowanie szkół we wsiach i małych miejscowościach. W tym roku najwięcej, bo aż 77, wniosków o likwidację szkół złożyli samorządowcy z rolniczej i słabo zurbanizowanej Lubelszczyzny. W Wielkopolsce władze lokalne chcą zlikwidować dziewięć szkół podstawowych. Każda z nich funkcjonuje na wsi. Z kolei w blisko dwumilionowej Warszawie w tym roku nie zostanie zamknięta żadna szkoła. ROMAN GIERTYCH, minister edukacji narodowej, będzie rozpatrywał odwołania samorządowców od opinii kuratorów oświaty w sprawie likwidacji szkół
Wkracza niż
W opinii większości kuratorów najczęstszym powodem likwidacji placówek edukacyjnych jest brak naboru do klas, co wynika głównie z wkraczającego do szkół niżu demograficznego, a w przypadku szkół ponadgimnazjalnych także z mało atrakcyjnego profilu danej placówki. – Zdarza się, że licea profilowane i ogólnokształcące, działające przy szkołach zawodowych, nie mają od kilku lat naboru. Takie placówki się zamyka – mówi Marian Przybylski z Łódzkiego Kuratorium Oświaty. Wiele placówek będzie jednak zlikwidowanych nie z braku chętnych do podjęcia nauki, ale z powodu niewystarczających środków finansowych, którymi dysponują samorządy. Tak jest np. w przypadku Zespołu Szkół Przemysłu Spożywczego w Brzegu. – Nie mamy problemów z naborem do szkoły, ale nasza placówka została wytypowana ze względu na zły stan techniczny jednego budynku – mówi Włodzimierz Marek, dyrektor brzeskiego ZSPS. Kurator nie wyraził zgody na jej likwidację, ale starosta odwołuje się do ministra edukacji narodowej. Zły stan techniczny budynków to także częsty powód zamykania szkół na wsiach i w małych miejscowościach. – W Seminie (woj. warmińsko-mazurskie) to komendant straży pożarnej nie wyraził zgody na dalsze funkcjonowanie filii szkoły podstawowej, gdyż budynek zagrażał bezpieczeństwu uczniów – tłumaczy Halina Michalska z Kuratorium Warmińsko-Mazurskiego. Oprócz niżu demograficznego, braku pieniędzy i złych warunków technicznych powodem likwidacji placówek oświatowych jest także chęć uporządkowania krajowej sieci szkół. Dlatego likwidowane są placówki, które np. od kilku lat nie przeprowadzały naboru. Z kolei w przypadku szkół policealnych ważne znaczenie mają zasady rekrutacji. Młodzi ludzie coraz chętniej wybierają prywatne placówki, gdyż łatwiej się do nich dostać, a następnie utrzymać w nich.
Rodzice protestują
Przeciwko likwidacji szkół protestują rodzice uczniów, a także nauczyciele. W Szczecinie dyrektorzy szkół sprzeciwiają się likwidacji dwóch szkół specjalnych. Miasto argumentuje restrukturyzację tym, że około 40 proc. uczniów likwidowanych placówek pochodzi z gmin spoza Szczecina. Przeciwko planom zmykania szkół protestują także m.in. mieszkańcy Zamościa, Kielc, Chęcin, Izdebny i Dąbrowy Wronowskiej (woj. lubelskie) oraz Stradlic (woj. świętokrzyskie). W Katowicach powstał już Społeczny Komitet Obrony Szkoły Podstawowej nr 10, wzywający mieszkańców i absolwentów do wsparcia ich walki o utrzymanie placówki. Przeciwni likwidacji szkół są także nauczyciele. W wyniku restrukturyzacji sieci szkół wielu pedagogów może stracić pracę. – Większość samorządów stara się zapewnić zatrudnienie nauczycielom likwidowanych szkół w innych placówkach edukacyjnych. Częś ć z nich może jednak stracić pracę – mówi Jerzy Jon, mazowiecki wicekurator oświaty. Coraz częściej rodzice uczniów szkół wytypowanych do likwidacji nie tylko protestują, ale sami starają się utrzymać szkoły. – Mieszkańcy małych miast tworzą stowarzyszenia, które przejmują od gmin obowiązek prowadzenia konkretnej szkoły – mówi Grażyna Piwko.
Powstają szkoły społeczne
Wszystko wskazuje, że w ten sposób likwidacji uniknie szkoła podstawowa w Damicach w gminie Iwanowice (woj. małopolskie). Gmina zapowiedziała już pomoc w organizacji szkoły społecznej. – Grupie rodziców użyczymy środków na pomoce naukowe, a w użytkowanie oddamy budynki szkoły, która miała być zlikwidowana – mówi wójt gminy Iwanowice, w której wcześniej już dwie szkoły uniknęły likwidacji, dzięki zmianie statusu na placówkę społeczną. Mieszkańcy Damic będą musieli postarać się o uzyskanie środków z subwencji oświatowej na prowadzenie szkoły i dbać o jej bieżące utrzymanie. – Z doświadczenia wiem, że utworzone w ten sposób szkoły są nawet aktywniejsze od tych publicznych – dodaje wójt Iwanowic. Przejmowaniem likwidowanych szkół zainteresowane są także prywatne firmy. – Na terenie województwa warmińsko-mazurskiego likwidowane szkoły, przejmuje np. firma Edukator z Białegostoku, która tworzy w nich własne placówki oświatowe – mówi Halina Michalska. Większość przedstawicieli kuratoriów wojewódzkich potwierdziła, że zainteresowanie tworzeniem prywatnych szkół wciąż wzrasta. A dla nich likwidacja publicznych placówek to czysty zysk.

Kliknij, aby powiększyć