Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ocenia, że co dziesiąty lek to podróbka. Problem ten, chociaż charakterystyczny dla krajów Afryki czy Azji (tam fałszywe leki mogą stanowić nawet 30 proc. rynku), nie ominął również Polski. Najczęściej podrabiane są medykamenty na potencję, wspomagające odchudzanie, ale także antybiotyki czy leki hormonalne.

O problemie tym GP pisała w listopadzie. Po publikacji artykułu rzecznik praw obywatelskich zwrócił się do minister zdrowia Ewy Kopacz o wyjaśnienie tej kwestii.

- Popularność fałszywych leków to skutek niskiej ceny sprzedaży tych produktów. Wynika on z kolei z minimalnego kosztu procesu wytwarzania, bo nie zachowuje on standardów wymaganych przez prawo - uważa Katarzyna Bondaryk, szef praktyki prawa farmaceutycznego i biotechnologii kancelarii prawnej Hogan & Hartson.

Ponadto ograniczenia dotyczące kontroli przez państwo podrabianych produktów leczniczych powodują systematyczne powiększanie się tego rynku. Z danych Narodowego Instytutu Leków wynika, że obecnie w Polsce przeznacza się na ten cel 5 mln zł rocznie. Umożliwia to kontrolę około tysiąca preparatów z 30 tys. dostępnych na rynku.

Resort zdrowia przygotowuje nowelizację ustawy - Prawo farmaceutyczne, która ma m.in. wprowadzić rozwiązania dotyczące podrabianych leków. Jest to niezbędne, bo obecnie prawo nie definiuje pojęcia lek fałszywy czy podrobiony.