Minister Giertych pod pretekstem obniżania cen podręczników chce ograniczyć najpierw ich liczbę, potem wydawców, by w końcu kontrolować treści podręczników. Ten scenariusz był już raz zrealizowany – w Polsce Ludowej – mówi Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki w imieniu zrzeszonych w niej wydawców edukacyjnych. PIK odnosi się do projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, zawierającego część pomysłów programu Tani Podręcznik ministra edukacji Romana Giertycha zaprezentowanego w ubiegłym roku. List w tej sprawie wysłano m.in. do premiera i marszałka Sejmu. Nowelą w lutym kolejny raz zajmie się Sejm, a wydawcy nie chcą dopuścić, aby z Komisji Edukacji przeniesiono go do Komisji Nadzwyczajnej. – Bo będzie to oznaczało, że projekt przejdzie bez jakiejkolwiek debaty merytorycznej – alarmują wydawcy. Zakłada on, że do końca maja tego roku szkoły wybrać mają po jednym podręczniku do każdego przedmiotu na cztery lata nauki. MEN obiecał też, że postara się o pieniądze z Unii na podręczniki dla dzieci i młodzieży, których nie stać na zakup książek. Kupowałyby je samorządy po przeprowadzeniu przetargów. Według MEN podręczniki kupione z unijnych pieniędzy powinny trafić do około 37 proc. uczniów.
590 mln zł był wart na koniec 2006 roku rynek podręczników w Polsce
Wydawcy protestują przeciwko nowelizacji. Powodów jest kilka. Rynek podręczników, który w ubiegłym roku wart był około 590 mln zł, od czterech lat się kurczy. Liderem z około 30 proc. udziałem są notowane na giełdzie Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, zaś ponad 20 proc. należy do Nowej Ery. Jedynie trzech kolejnych wydawców ma udziały przekraczające 5 proc., natomiast pozostała część rynku to małe firmy. Zajmująca się badaniem rynku firma Biblioteka Analiz szacuje, że co roku liczba uczniów w szkołach podstawowych i gimnazjach spada o około 3-4 proc. A to oznacza mniejsze przychody w kolejnych latach. Wydawcy uważają, że Tani Podręcznik jeszcze pogorszy ich sytuację. – Oznacza to gwałtowną destrukcję rynku podręczników i ograniczenie liczby wydawców, a drastyczne ograniczenie produkcji wytrzymają tylko najsilniejsze firmy – mówi Piotr Marciszuk. Według wydawców, propozycje MEN grożą chaosem na rynku (z powodu terminu wyboru podręczników przez szkoły do końca maja, wydawcy nie zdążą do września wydrukować około 55 mln egzemplarzy). Poza tym większość zaczęła już druk podręczników na ten rok według szacunków z poprzednich lat, więc zmiana ustawy naraziłaby ich na straty wynikające ze zbyt dużych nakładów. Twierdzą też, że program MEN nie spowoduje spadku cen podręczników. – Na pewno tanie podręczniki nie będą wysokiej jakości. Będą gorsze zarówno jakościowo, jak i merytorycznie. Łatwo natomiast przewidzieć, że po wykluczeniu konkurencji ceny podręczników natychmiast wzrosną – mówi Piotr Marciszuk.