Dziś umowa o dzieło jest wykorzystywana do obchodzenia obowiązku płacenia składek na ZUS na dwa sposoby. Pierwszy to zatrudnianie w tej formie osób po to, by nie wiązać się z nimi na stałe. To dlatego umowy o dzieło stosowane są często w przypadkach, gdzie powinny być oferowane umowy o pracę (lub umowy-zlecenia) dla osób wykonujących nieskomplikowane prace fizyczne. W 2015 r. najwięcej umów o dzieło – ponad 30 tys. z 190 tys. ogółem – stosowano w administrowaniu i działalności wspierającej. W tej sekcji PKD mamy takie branże, jak działalność detektywistyczna i ochroniarska czy działalność usługowa związana z utrzymaniem porządku w budynkach i zagospodarowaniem terenów zieleni. Mowa tu o pracownikach, dla których umowa o dzieło była jedynym kontraktem o pracę.

Drugi powód to zmniejszanie kosztów zatrudnienia. Przy umowie o dzieło są one znacznie niższe niż przy wykorzystaniu umów-zleceń, nie mówiąc już o umowach o pracę. W przypadkach takich usług jak ochrona, gdzie wojna cenowa trwa od wielu lat, a stawka dla pracownika jest kluczowym elementem przewagi konkurencyjnej – jak najmniej kosztogenne zatrudnienie jest najważniejsze. A jest się o co bić, bo przy niskich płacach łączny koszt zatrudnienia pracownika na etat może być nawet czterokrotnie większy niż na umowie o dzieło. Ma to swoje skutki uboczne, przede wszystkim takie, że pracownik nie odkłada na emeryturę. Co w przyszłości może skończyć się tym, że otrzyma świadczenie minimalne, które trzeba będzie sfinansować z budżetu.

Ozusowanie umów o dzieło nie jest jednak takie proste. ZUS i niektórzy eksperci zwracają uwagę, że trudno będzie przeprowadzić pełne oskładkowanie. Nie ma np. czasu trwania umowy: jest ona zawierana na uzyskanie dzieła bez określenia terminu, w jakim ma to nastąpić. To oznacza, że trudno byłoby nałożyć składkę na ubezpieczenie chorobowe. Jeśli mamy do czynienia z autentyczną, a nie pozorną umową o dzieło, którą np. wydawnictwo zawiera z autorem książki na jakiś odległy termin realizacji – trudno na tej podstawie wyliczyć miesięczną składkę. I gdyby od tego typu umów płacono także składkę chorobową, nie sposób wyliczyć, jaki zasiłek chorobowy powinien otrzymywać miesięcznie. Bo przecież nie może być naliczany od całej sumy. Taki problem i tak się pojawi przy wyliczaniu uprawnień do rent czy minimalnej emerytury, gdzie istotny jest staż pracy lub składkowy. Natomiast już przy wyliczaniu emerytury wyższej czy niższej od minimalnej kłopotu nie ma, gdyż wykonywane jest to wyłącznie na postawie odłożonej składki na koncie emerytalnym. Bardziej prawdopodobny jest więc plan minimum, czyli pobieranie składek emerytalnej i rentowej. Zresztą wprost stwierdza to rząd w przeglądzie emerytalnym.

Ale nie wszyscy są przekonani do takich zmian. – Eliminowanie niekorzystnych zjawisk na rynku pracy nie powinno następować po stronie obciążeń fiskalnych, tylko egzekwowania kodeksu pracy. Praca wykonywana w czasie i miejscu wyznaczonym przez pracodawcę oraz pod jego nadzorem oznacza stosunek pracy i nie można stosować umów cywilnoprawnych, w tym umów o dzieło – uważa Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP. Zwraca uwagę, że nawet gdyby faktycznie obłożyć umowy o dzieło składką na ZUS, to konkurencja kosztowa między różnymi typami umów jedynie się zmniejszy, ale nie zniknie. Należność z tytułu składek emerytalnej oraz rentowej dla umów o dzieło i tak będzie sporo niższa niż w przypadku etatu. Na przykład dla pensji 2 tys. zł miesięcznie pełna składka po stronie pracodawcy i pracownika to 953 zł, podczas gdy składki emerytalna i rentowa to 550 zł. Te umowy są także inaczej efektywnie opodatkowane z powodu różnicy w kosztach pracy. Umowy o dzieło są bowiem opodatkowane PIT na normalnych zasadach, ale można przy nich stosować zryczałtowane koszty uzyskania przychodu o 20 lub 50 proc. w zależności od rodzaju umowy, co może efektywną stawkę podatku PIT zmniejszyć poniżej 10 proc.

– Problem nie sprowadza się wyłącznie do tego, ale także innych obowiązków nakładanych na pracodawcę, np. tworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych – zauważa Łukasz Kozłowski.

To nie pierwsze podejście rządzących do obłożenia składkami umów o dzieło. Nad takim krokiem zastanawiała już poprzednia ekipa, gdy okazało się, że elastyczne formy zatrudnienia w wyniku kryzysu zaczynają się robić coraz powszechniejsze. Pierwszym krokiem, by powstrzymać tę tendencję, było ozusowanie zatrudnienia na umowę-zlecenie do poziomu minimalnego wynagrodzenia. Ale już wtedy było widać, że pozostawienie umów o dzieło bez zmian może kusić do wykorzystywania tego rozwiązania jako tańszej formy zatrudniania. – Już w trakcie prac nad ozusowaniem umów-zleceń było widać, że pracodawcy szukają możliwości ucieczki przed płaceniem składki w umowy o dzieło – mówi poseł PiS Jan Mosiński.

Dlatego koncepcja obłożenia składkami umów o dzieło znalazła się w kampanijnej propozycji jednolitego podatku. Choć tam była połączona z wprowadzeniem jednolitego kontraktu. Po tym, jak PO przegrała wybory, z problemem zetknął się PiS. I także w pracach nad pisowską wersją nowej daniny przewinęła się sprawa obłożenia umów o dzieło składką na ZUS. Choć Mateusz Morawiecki zastopował projekt jednolitego podatku, widać, że rząd myśli o wprowadzeniu takiego rozwiązania inną drogą.

– Po części winę ponoszą sami pracodawcy, bo falandyzują prawo, biorąc jednak pod uwagę uszczelnianie systemu, nie ma innej drogi. Trzeba będzie się temu przyjrzeć, choć ja jestem sceptyczny wobec tego rozwiązania – twierdzi Jan Mosiński z PiS. Jego partia w tej sprawie raczej nie będzie mogła liczyć na wsparcie PO. – Rząd, który obniżył wiek emerytalny, stracił wiarygodność, jeśli chodzi o zmiany w systemie, których celem jest poprawa efektywności i polepszenie kondycji FUS. Najpierw należy nie psuć, a dopiero potem naprawiać – mówi Izabela Leszczyna z PO.

Postulat oskładkowania umów o dzieło składkami emerytalną i rentową to nie wszystko. Dokument zawiera kilka innych zmian, do których wprowadzenia ma się przymierzyć rząd.

W przeglądzie jest propozycja przyjrzenia się sensowności utrzymywania wyłączenia z obowiązku ubezpieczeń emerytalnego i rentowych umów-zleceń dla uczniów i studentów. To z jednej strony ma zwiększyć strumień składek do FUS, choć o niewiele, bo na ogół to nie są duże sumy, a z drugiej ma też sprawić, że na emerytalnych kontach młodych ludzi w ZUS składki się pojawią bardzo szybko i będą waloryzowane dłużej. Bo już dziś widać, że dla sporej części zatrudnionych problemem w przyszłości może być nabycie uprawnień do chociaż minimalnej emerytury.

W przeglądzie jest mowa o możliwości jednokrotnego przechodzenia na emeryturę. To pomysł, który pojawiał się przy okazji obniżenia wieku emerytalnego. Ma zniechęcać do wcześniejszego pobierania świadczenia przez osoby, które mogą być jeszcze aktywne zawodowo i odprowadzając składki, mogą podwyższyć swoje świadczenie.

Likwidacja emerytur groszowych miałaby z kolei nastąpić przez wprowadzenie co najmniej 15- lub 20-letniego stażu pracy lub minimum pięciu lat stażu pracy i odłożonej składki pozwalającej na uzyskanie emerytury wyższej niż jedna trzecia minimalnej. Osoby, które nie spełnią tych kryteriów, miałyby otrzymać swoje oszczędności zgromadzone w ZUS w formie jednorazowej wypłaty, a nie jak dziś comiesięcznego świadczenia, które jest wyliczane bez względu na stan zgromadzonych środków.

Teraz informację na ten temat mają poznać posłowie, a w rządzie ma się zacząć praca nad przekuciem tych różnych pomysłów w projekty rozwiązań. Wtedy będą podejmowane decyzje, które z nich trafią do Sejmu.

Przy umowie o dzieło koszty zatrudnienia są najniższe