Dzięki temu instrumentowi od początku roku pracę znalazło ponad 40 tys. osób poniżej 30. roku życia, a same urzędy pracy i eksperci bardzo pozytywnie oceniają możliwość wykorzystywania go do aktywizacji tej grupy bezrobotnych. Tego, że refundacja będzie tak popularna, można się było zresztą spodziewać. Ze względu na swoją wysokość (obejmuje wydatki na zatrudnienie do wysokości minimalnego wynagrodzenia) i długość trwania jest atrakcyjna dla pracodawców. Również bezrobotnym daje wiele korzyści, ponieważ przy żadnym z innych instrumentów nie mają gwarancji tak długiego zatrudnienia na umowie o pracę.

Nic więc dziwnego, że refundacja 12+12 stała się ofiarą własnego sukcesu. Już teraz wiadomo, że w 2017 r. będzie ją trudniej uzyskać, bo urzędy pracy większość przyznanych im środków przeznaczą na pokrycie kosztów umów zawieranych w tym roku. Paradoksalnie z jednej strony lepiej będzie nie spieszyć się z wnioskiem, bo jeśli zostanie złożony później, to finansowanie większej części okresu refundacji będzie przeniesione na 2018 r. Jednak z drugiej strony zwlekanie też nie będzie opłacalne – pieniędzy może nie wystarczyć, a jak dotąd przepisy przewidują, że w 2018 r. nowe umowy o dofinansowanie z tego instrumentu nie będą podpisywane. Jest to związane z tym, że refundacja została wpisana do ustawy o promocji zatrudnienia tylko na dwa lata.

Wprawdzie urzędy pracy opowiadają się za jej pozostawieniem na stałe, a niektóre z nich postulują wręcz rozszerzenie na osoby bezrobotne powyżej 50. roku życia, ale jakie plany w tej kwestii ma Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, na razie nie wiadomo. Resort jest oszczędny w przekazywaniu informacji. Wiadomo tylko, że przygotowywana jest „dobra ustawa dla urzędów pracy”. Z zapowiedzi wynika, że zmiany czekają profilowanie bezrobotnych, a szczególny nacisk będzie kładziony na aktywizację osób długotrwale pozostających bez pracy. Trudno nie zgodzić się z tym, że w obecnej sytuacji na rynku pracy ta grupa faktycznie wymaga szczególnego wsparcia w znalezieniu zatrudnienia. Niemniej warto na grunt nowej ustawy przeszczepić to, co do tej pory dawało dobre efekty.