W 2015 roku blisko 2,4 mln Polaków przebywało za granicą. To o 3,3 proc. więcej niż w roku 2014. Z danych GUS wynika, że liczba polskich emigrantów wzrosła zwłaszcza w Niemczech (o 7 proc.) i w Wielkiej Brytanii (o 5,1 proc.). Około 80 proc. z tych osób przebywa za granicą powyżej 12 miesięcy.

Niemniej trzeba mieć na uwadze, że wolny przepływ osób w ramach strefy Schengen sprawia, że szacunki dotyczące losów migrantów i ich rodzin mogą nie oddawać rzeczywistości w pełni. Dotyczy to zarówno liczby osób wyjeżdżających, jak i tego, jak długo migranci pozostają poza krajem. Szacuje się, że co dziesiąte gospodarstwo domowe jest dotknięte zjawiskiem migracji.

– Po 2004 roku zaszła duża zmiana jakościowa, jeśli chodzi o rodziny migrantów. Wcześniej rodziny w dużej mierze były rozdzielone, z jednym rodzicem na emigracji. W przypadku migrujących mężczyzn, socjologowie pisali o nich podobnie jak o rodzinach marynarzy, w których żywiciel rodziny udaje się tymczasowo w podróż, po czym wraca do domu. Nie było to szczególnie problematyzowane, ale uznawane za tymczasową sytuację rodzin, które próbowały podreperować swoje budżety. Po 2004 roku to się zmieniło, i możemy mówić o dyskursie utraconych rodzin. Okazuje się, że z wielu rodzin wyjeżdżają wszyscy członkowie, ze spisów ludności znikają całe gospodarstwa domowe. Nie jest już tak, że przez wiele lat ojciec czy matka wyjeżdża sezonowo do pracy. Raczej decydują się na wyjazd na stałe z całą rodziną – mówi dr Paula Pustułka z Uniwersytetu SWPS.

Dlatego coraz mniej mówi się o eurosieroctwie – dzieci, które przebywały pod opieką dziadków, już dołączyły do swoich rodziców za granicą. Teraz socjologowie biją na alarm w innej sprawie: czas pomyśleć o eurorodzicach.

Jak tłumaczy dr Krzyżowski polski model opieki nad osobami starszymi jest też często powiązany z opieką nad dziećmi, chodzi o tzw. sandwich generation. Polki w wieku przedemerytalnym nie tylko sprawują opiekę nad swoimi rodzicami, ale są też w pewien sposób odpowiedzialne za pomoc w opiece nad swoimi wnukami. Wówczas w rodzinach migrantów pojawiają się tzw. „latające babcie”. – Mówimy tak o kobietach, które pomagają w opiece nad wnukami, które urodziły się ich dzieciom przebywającym zagranicą. Babcie i – w mniejszym stopniu dziadkowie – latają między Polską a krajem, do którego wyemigrowały ich dzieci – tłumaczy dr Paula Pustułka.

„Latające babcie” coraz wyraźniej widać w statystykach. W ostatnich latach rośnie liczba osób w wieku 55+, które decydują się na wyjazd z Polski. Z powodu braku wystarczających danych ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, jacy są to ludzie i jakie motywacje nimi kierują. Bywa, że – jak tłumaczy dr Łukasz Krzyżowski z Akademii Górniczo-Hutniczej – „latający” senior, który poznał wcześniej nowe środowisko życia syna czy córki, również decyduje się wyprowadzić z Polski, gdy zaczyna wymagać większej opieki.

Częściej jednak taka osoba zostaje w Polsce i wtedy zaczynają się dylematy opiekuńcze migrantów. A jak pokazują dane z informacji rządu o sytuacji osób starszych, spośród osób w wieku 60+, 80 proc. to osoby niepełnosprawne. – Z rozmów, które przeprowadziłam z migrantami, wynika, że zdecydowanie nikt nie chce zupełnie przekreślić swojego zobowiązania zapewnienia rodzicom godnej opieki na starość. Tradycyjny model rodziny, w którym mamy wdrukowane to, że jesteśmy winni rodzicom czy dziadkom opiekę na starość, jest bardzo silny w naszej kulturze. Migranci są jednak świadomi, ze nie są w stanie zrealizować tej tradycyjnej normy opieki bezpośredniej, czyli być tu na miejscu – mówi dr Paula Pustułka.

Z kolei z badań dr. Krzyżowskiego wynika, że zmienia się wówczas podział obowiązków. – To dziecko, które wyjeżdża, najczęściej pomaga finansowo. Jednym z rozwiązań jest przekazywanie pieniędzy rodzeństwu, które zostaje na miejscu i opiekuje się seniorem. Innym – bezpośrednie wsparcie finansowe rodziców, którzy wówczas mogą sami zorganizować sobie pomoc, np. w postaci pielęgniarki, która przychodzi do domu – mówi. Bo, co należy podkreślić, wraz z migracjami zaczyna się również zmieniać model opieki. Tradycyjnie w Polsce sprawuje ją najbliższa rodzina, a najczęściej spoczywa ona na barkach córek. – Niemniej przebywając poza Polską migranci obserwują inne modele i coraz częściej przejmują je. W Europie Zachodniej w opiece nad osobami starszymi pomagają różnego rodzaju instytucje. Nawet jeśli nie przejmują jej całkowicie, to ta pomoc jest znacząca. I Polacy coraz bardziej otwierają się na ten model. Może nie zatrudniają jeszcze całkowicie obcych osób do opieki nad rodzicami, ale płacą na przykład sąsiadkom, które w tym pomagają – tłumaczy Krzyżowski.

Co ważne, Polska jest jednym z nielicznych państw europejskich, w którym istnieje prawny obowiązek opieki nad starszymi rodzicami. – Z moich badań wynika, że do takich sytuacji, kiedy rodzice stawiają dzieciom warunek „masz wracać” dochodzi bardzo rzadko. To są najczęściej ciche negocjacje, częstsze przyjazdy do kraju i początkowo próba zaspokojenia codziennych potrzeb seniora dzięki opiece innych członków rodziny – dodaje Krzyżowski.

Tym bardziej, że emigracja stała się powszechnie akceptowalnym sposobem na życie i zmusiła – również seniorów – do zmiany postrzegania więzi rodzinnych. Najlepszym tego przykładem jest popularna ostatnio reklama Allegro, w której dziadek uczy się angielskiego, żeby móc przywitać się ze swoją wnuczką, która mieszka w Anglii. Zjawisko emigracji sprawiło, że nasze więzi rodzinne są nadal silne, ale rozumiemy, że nie zawsze wigilię trzeba spędzić przy wspólnym stole.

– Seniorzy często są bardziej otwarci i bardziej akceptują zmiany niż młodzi. Znam wiele przykładów, gdzie starsi są bardziej otwarci, bo właśnie odwiedzają tą córkę w Anglii i widzą różną kulturę i style życia. Trzeba powiedzieć, że w gospodarstwach domowych z migrantami tych okazji do wyjazdów jest więcej i to zmienia nastawienie starszych do różnorodności – dodaje Krzyżowski.

Nie zgadza się z tym Michał Jaros z Fundacji Aktywny Senior. Jego zdaniem, problem samotności osób starszych jest coraz bardziej widoczny i naglący. Tylko w tym roku fundacja zorganizowała wigilię dla 500 samotnych osób starszych z terenu Mazowsza. – Seniorzy często nie mówią dzieciom, że czują się samotni. Zależy im na ich szczęściu, ale w takich chwilach jak święta Bożego Narodzenia czują się źle i żadna sąsiadka ani dalszy krewny nie zrekompensuje braku dzieci przy wspólnym stole – mówi Jaros.