ANALIZA

Usunięcie wątpliwości dotyczących korzystania przez klientów prywatnych ubezpieczycieli z publicznych placówek medycznych to najważniejsza zmiana, którą wprowadza projekt ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych oraz nadzorze nad ubezpieczeniami zdrowotnymi. Podstawową zaletą dla posiadaczy takich polis ma być możliwość ominięcia kolejek do zabiegów, w których obecnie przy finansowaniu wyłącznie ze środków NFZ czas oczekiwania liczy się w miesiącach.

Sami ubezpieczyciele i eksperci pytani przez GP wciąż sceptycznie oceniają projekt, jako niezapewniający masowego zainteresowania polisami. A tylko w takim wypadku ubezpieczyciele mogliby liczyć na odpowiednią skalę działalności, a klienci na niskie składki ze względu na rozproszenie ryzyka. Na razie zanosi się na wprowadzenie stosunkowo drogich polis, nawet za 1,5 tys. zł miesięcznie, a takie umowy są już dostępne teraz.

- Projekt ustawy jest z pewnością krokiem w dobrym kierunku. Trzeba jednak pamiętać, że warunkiem rozwoju jest przyjęcie koszyka świadczeń gwarantowanych oraz określenie poziomu współpłacenia w przypadku części procedur, a to materia niezwykle złożona i drażliwa społecznie. Po spełnieniu tych warunków pojawiłby się obszar działalności dla zakładów ubezpieczeń - mówi Jakub Owoc z Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Zainteresowani rozwojem tego rynku nie są też zadowoleni z tego, że w porównaniu z poprzednim projektem zniknęła zapowiedź wprowadzenia ulgi podatkowej. Jako plus oceniają możliwość finansowania polis przez pracodawcę ze środków zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. To mogłoby przyczynić się do rozwoju rynku ubezpieczeń grupowych, finansowanych przez pracodawców. Plusem jest to, że takie ubezpieczenia są znacznie tańsze od umów sprzedawanych indywidualnie.

Zapomniani ubezpieczeni w NFZ

Projekt przewiduje możliwość korzystania przez posiadaczy komercyjnych polis z publicznej służby zdrowia. To usunięcie trwających od wielu lat wątpliwości, czy publiczny szpital może leczyć prywatnych pacjentów. Zwolennicy podkreślają, że kolejki to efekt tego, że NFZ nie ma pieniędzy na sfinansowanie zabiegów, a nie ograniczonych możliwości ich wykonywania przez szpitale. Dodatkowe ubezpieczenia mają zapewnić dopływ pieniędzy do publicznych placówek, a posiadaczom polis ominięcie kolejki.

- Należałoby bardziej zadbać w ustawie o pacjenta, którego leczenie będzie realizowane w ramach systemu powszechnej opieki medycznej - mówi Krzysztof Wasilewski, Business Development Manager w Howden Insurance Brokers Ltd.

Wyjaśnia, że należałoby się zastanowić nad wprowadzeniem pewnych limitów w placówkach publicznych dla realizowanych przez nie świadczeń opłacanych przez NFZ, np. z gwarancją utrzymania co najmniej dotychczasowych limitów oraz świadczeń opłacanych prywatnie na poziomie 30-50 proc. świadczeń.

- Kolejny element to ograniczenia dla samych lekarzy. Jeżeli nie chcemy, aby leczeniem pacjenta publicznego zajmowali się wyłącznie lekarze stażyści, to chyba należałoby wprowadzić regulacje, które ograniczyłyby liczbę świadczeń dla pacjentów prywatnych np. do 50 proc. - uważa Krzysztof Wasilewski.

Dolegliwy brak ulgi

Projekt nie przewiduje wsparcia sprzedaży ulgami podatkowymi, co może zdecydować o popularności tego typu polis.

- Polacy są racjonalni i do czasu, aż szara strefa będzie dla nich łatwiejszym i bardziej skutecznym sposobem zaspokajania swoich potrzeb, pozytywne skutki reformy będą ograniczone - mówi Xenia Kruszewska, prezes V Capital, firmy prowadzącej portal z porównaniem ubezpieczeń zdrowotnych.

Wyjaśnia, że wprowadzenie zachęt do kupowania dodatkowych ubezpieczeń spowodowałoby pozytywne skutki budżetowe w postaci miliardowych kwot z szarej strefy do budżetu. W pierwszych latach wszystkie pieniądze wpłacone przez obywateli na zakup polis powinny natychmiast wrócić do systemu.

- Przy masowym zainteresowaniu takimi ubezpieczeniami mogłoby to być już w pierwszym, drugim roku działania takich ubezpieczeń przynajmniej 5,5 mld zł wypłaconych z polis zdrowotnych na finansowanie leczenia posiadaczy polis - mówi Xenia Kruszewska.

Dodaje, że towarzystwa ubezpieczeniowe, konkurując o rynek, będą zmuszone w pierwszych latach zainwestować ogromne kwoty w szpitale, pensje lekarzy czy rozwój sieci współpracujących placówek zdrowotnych, w celu uzyskania gwarantowanej polisami jakości usług. Ponieważ każde z tych działań jest opodatkowane, będzie to wprost przeniesienie środków do budżetu.

- Skuteczność zmian gwarantuje wyłącznie wprowadzenie ulgi w podatku PIT i w składce ZUS - uważa Krzysztof Wasilewski.

Wyjaśnia, że tylko takie rozwiązanie w pełni wykorzysta dogodną sytuację na rynku pracy i pozwoli na osiągnięcie sukcesu porównywalnego z sukcesem tzw. firm abonamentowych.

- Pracodawcy chętniej przeznaczą dodatkowe środki na grupowe, tańsze niż indywidualne, ubezpieczenia zdrowotne, a pracownicy otrzymają dodatkowy, atrakcyjny benefit, który miałby ogromną szansę osiągnąć w bardzo krótkim czasie popularność ubezpieczeń typu P, czyli grupowych ubezpieczeń na życie. Inaczej wzrost sprzedaży ubezpieczeń zdrowotnych pozostanie bez zmian - mówi Krzysztof Wasilewski.

Wykorzystanie funduszu

Rynek zdrowotnych polis grupowych może się rozwinąć, bo nie wszyscy będą musieli za nie płacić z własnej kieszeni. Projekt przewiduje bowiem możliwość wykorzystania środków zgromadzonych w zakładowego funduszu świadczeń socjalnych.

- Są sektory gospodarki, np. finanse czy branża informatyczna, gdzie pieniądze muszą być odkładane w Funduszu, a stosunkowo młodzi i zamożni ludzie rzadko korzystają z takiego wsparcia, pieniądze natomiast trzeba w nim gromadzić - mówi Xenia Kruszewska.

Będzie to więc szansa na sfinansowanie w części albo nawet w całości dodatkowej polisy zdrowotnej dla pracowników, co może być potraktowane jako dodatkowy bonus. Dodatkowym plusem jest to, że obecnie wydatki na polisę zdrowotną poniesione przez pracodawcę są traktowane jako przychód pracownika. W nowym systemie wydatki na polisę nie będą zwiększały podstawy do opodatkowania.

Kto sprzeda polisy

Projekt przewiduje, że ubezpieczenia zdrowotne sprzedadzą nam towarzystwa majątkowe. Poprzednia wersja ustawy przewidywała konieczność powołania odrębnych podmiotów. Obecne rozwiązanie jest więc tańsze i dodatkowo zgodne z unijnymi wytycznymi. Niektóre towarzystwa mogą mieć jednak problem, bo np. w grupie Allianz czy PZU sprzedażą zajmują się firmy życiowe. Trzeba więc będzie przenieść część biznesu do spółek majątkowych. To szczególne wyzwanie dla grupy PZU, która ma najwięcej takich umów. Dodatkowym problemem jest odrębne funkcjonowanie (administracyjne i systemowe) spółek życiowej i majątkowej PZU.

Jaki nadzór

Z projektu ustawy wynika, że nadzór nad firmami sprzedającymi ubezpieczenia zdrowotne ma prowadzić odrębny Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. Jego organizacji i kompetencjom poświecono znacznie więcej miejsca (23 artykuły) niż określeniu zasad funkcjonowania dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych (12 artykułów). Powołanie odrębnej instytucji dziwi uczestników rynku o tyle, że towarzystwa majątkowe, które będą sprzedawały polisy zdrowotne, podlegają już Komisji Nadzoru Finansowego.

- Osobiście wolałabym powołanie departamentu ubezpieczeń zdrowotnych w KNF - mówi Xenia Kruszewska.

To uzasadnione, tym bardziej że od kilku lat prowadzona jest konsolidacja nadzorów nad instytucjami finansowymi, np. od 1 stycznia KNF objął nadzór nad bankami, a wcześniej skonsolidowano nadzór nad rynkami: kapitałowym, ubezpieczeniowym i emerytalnym. Co ciekawe, w uzasadnieniu do ustawy projektodawcy piszą o włączeniu przedstawicieli ministra zdrowia w skład KNF.

Koszty polisy gwarantującej leczenie szpitalne w Polsce

3,2 tys. zł składka dla kobiety w wieku 21-30 lat

1,7 tys. zł składka dla mężczyzny w wieku 21-30 lat

4,2 tys. zł składka dla kobiety w wieku 51-60 lat

3,1 tys. zł składka dla mężczyzny w wieku 51-60 lat

Składki roczne za ubezpieczenie Signal Iduna, w wariancie Medium

MARCIN JAWORSKI

marcin.jaworski@infor.pl

OPINIA

ZYGMUNT KOSTKIEWICZ

wiceprezes Commercial Union Polska

Atrakcyjność dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, określonych w projekcie ustawy jako komplementarne, zależy przede wszystkim od zawartości koszyka świadczeń gwarantowanych, która nie została jeszcze ogłoszona. Jeśli chodzi o ubezpieczenia dodatkowe suplementarne, to projekt nie wnosi bardzo istotnych zmian do stanu obecnego, w którym można oferować różnego rodzaju polisy zdrowotne całkowicie poza systemem publicznym. Jedyna ważna nowość to jednoznaczne pozwolenie szpitalom publicznym na oferowanie dodatkowych usług zdrowotnych, dzięki czemu można stworzyć mechanizm ominięcia kolejki. Nie wydaje mi się jednak, aby taka możliwość zachęciła szerokie kręgi potencjalnych klientów do zawarcia takiego ubezpieczenia. Tymczasem jedynie dość powszechne korzystanie z tej oferty może pomóc w dokonaniu rzeczywistej, odczuwalnej zmiany jakościowej w publicznej ochronie zdrowia. Już dzisiaj ubezpieczyciele proponują klientom produkty zapewniające leczenie bądź w szpitalach prywatnych w Polsce, bądź za granicą.