• Dzisiaj w całym kraju pielęgniarki i położne odejdą od łóżek pacjentów na dwie godziny
  • Podczas protestu elektroradiolodzy nie będą również wykonywać badań
  • W poniedziałek premier spotka się z przedstawicielami organizacji związkowych pracowników medycznych

ANALIZA

Dzisiaj w większości szpitali dojdzie do dwugodzinnego strajku ostrzegawczego. Pielęgniarki, położne, elektroradiolodzy i fizykoterapeuci odejdą od łóżek pacjentów. Na oddziałach zostaną jedynie pielęgniarki oddziałowe. Przez ten czas nie będą wykonywane zaplanowane wcześniej zabiegi, lecz jedynie ratujące zdrowie i życie pacjentów. Wszystkie protestujące grupy pracowników domagają się wzrostu wynagrodzeń. Ich zdaniem dyrektorzy szpitali przyznając podwyżki lekarzom, całkowicie pominęli innych pracowników medycznych i tłumaczą to tym, że nie mają już pieniędzy na wzrost pensji, bo musieliby zadłużać swoje placówki. Zdaniem Ewy Kopacz, minister zdrowia, zwiększenie długów przez szpitale jest niedopuszczalne. Dlatego MSWiA zarządziło kontrole porozumień podpisywanych z lekarzami.

Być może nastroje wśród pracowników służby zdrowia uspokoi dzisiejsze spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem. Jeżeli nie, to jeszcze w tym tygodniu do akcji protestacyjnej przyłączą się ratownicy medyczni.

Oddziały bez pielęgniarek

Pielęgniarki i położne są najliczniejszą grupą wśród pracowników medycznych, która dzisiaj na dwie godziny odejdzie od łóżek pacjentów. W placówkach ochrony zdrowia pracuje ich ponad 200 tys.

- To my wywalczyłyśmy podwyżki dla lekarzy. Niektórzy dyrektorzy szpitali nie uwzględniają jednak naszej grupy zawodowej oraz innych pracowników medycznych przy ustalaniu wzrostu wynagrodzeń. Rozmowy toczą się wyłącznie z lekarzami - podkreśla Dorota Gardias, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Według Marii Olszak-Winiarskiej, przewodniczącej lubelskiego OZZPiP, tylko w tym regionie akcja protestacyjna odbędzie się w 35 szpitalach.

- W naszym województwie tylko w trzech szpitalach zostało podpisane porozumienie o podwyżkach dla pielęgniarek i położnych - dodaje.

W strajku ostrzegawczym wezmą również udział pracownicy medyczni Szpitala Specjalistycznego im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie.

- Na oddziałach pozostaną jedynie pielęgniarki oddziałowe. Natomiast tam, gdzie są sale tzw. intensywnego nadzoru, pielęgniarki będą normalnie opiekować się pacjentami - uspokaja Magdalena Sikora, rzecznik prasowy częstochowskiej placówki.

Oprócz natychmiastowego wzrostu płac OZZPiP chce, żeby był on zagwarantowany ustawowo od 2009 roku.

- Domagamy się m.in. ustalenia dla pielęgniarek i położnych wchodzących do systemu lecznictwa minimalnej pensji w wysokości jednej średniej krajowej - mówi Dorota Gardias.

Technicy też chcą podwyżek

Dzisiaj również przez dwie godziny odbędzie się strajk ostrzegawczy elektroradiologów. To oznacza, że do akcji może przyłączyć się nawet 15 tys. techników medycznych.

- W tym czasie nie będziemy wykonywać wcześniej zaplanowanych badań. Zostaną one przeprowadzone tylko w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia pacjenta - mówi Cezary Staroń, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Elektroradiologii (OZZTME).

Oni również domagają się wyższego wynagrodzenia.

- Ale jednocześnie chcemy jak najszybszego uchwalenia ustawy o niektórych zawodach medycznych oraz utrzymania w przypadku naszej grupy zawodowej skróconego czasu pracy - dodaje Cezary Staroń.

Zgodnie z obowiązującą ustawą o zakładach opieki zdrowotnej technicy medyczni mogą pracować pięć godzin w ciągu doby, ze względu na szkodliwe warunki pracy, i przeciętnie 26 godzin i 15 minut tygodniowo. Rząd rozważa jednak, aby ta grupa zawodowa mogła pracować 48 godzin tygodniowo, czyli tak jak lekarze.

Kontrola MSWiA

Dyrektorzy części szpitali nie ograniczyli się do podpisywania porozumień tylko z lekarzami. W Szpitalu Specjalistycznym im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie podwyżki dostały wszystkie grupy zawodowe.

- Dlatego dzisiaj nie ma u nas akcji protestacyjnej, być może zostaną jedynie wywieszone flagi - mówi Krzysztof Prokop, dyrektor ds. ekonomicznych rzeszowskiego szpitala.

Strajków nie obawia się również Jan Kawulok, dyrektor Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Cieszynie.

- Na podstawie porozumienia pielęgniarki i położne będą od lutego zarabiać więcej o 150 zł. Od listopada zeszłego roku ich wynagrodzenie wzrosło o 450-500 zł - dodaje Jan Kawulok.

Wzrost wynagrodzeń pracowników służby zdrowia to jednak dodatkowe obciążenie dla budżetów szpitali. Zdaniem rządu w części szpitali wzrost płac wynikający z zawartych porozumień przewyższa ich możliwości finansowe. Dlatego na zlecenie MSWiA poszczególni wojewodowie mają skontrolować zawarte ugody.

W opinii Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej (STOMOZ) jest to próba przerzucenia odpowiedzialności za kryzys w systemie lecznictwa na dyrektorów szpitali.

- Wskazywanie ich jako tych, którzy wyłącznie odpowiadają za roszczenia płacowe pracowników - jest skrajną nieodpowiedzialnością - uważa Jarosław Kozera, prezes STOMOZ.

Biały szczyt

Dzisiaj premier Donal Tusk i Ewa Kopacz, minister zdrowia, mają spotkać się z przedstawicielami związków zawodowych reprezentujących pracowników służby zdrowia.

Robert Szulc, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego, uzależnia rozpoczęcie akcji protestacyjnej od wyników tego spotkania.

- Przedstawimy nasze postulaty. Jeżeli nie zostaną zaakceptowane, to jeszcze w tym tygodniu podejmiemy decyzję o proteście - mówi Robert Szulc.

W takiej sytuacji ratownicy nie będą wypełniać dokumentacji medycznej ani przewozić np. pacjentów między szpitalami. Karetki wyjadą tylko w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia pacjentów.

DOMINIKA SIKORA

dominika.sikora@infor.pl