Powodem są zbyt niskie kontrakty, które nie pokryją wyliczonego zwiększenia kosztów. – Na czwartek zostaliśmy zaproszeni na rozmowy do ministra zdrowia – mówi Krzysztof Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, dyrektor SP ZOZ w Garwolinie.

Andrzej Jacyna, p.o. prezes NFZ, przyznaje, że informacje płynące ze szpitali budzą niepokój. Gorsza sytuacja finansowa placówek może się również odbić na pacjentach.

Dlatego NFZ planuje wzięcie pożyczki. Miałaby ona również ustabilizować sytuację samego NFZ. Szczególnie że w marcu przyszłego roku muszą zostać rozpisane konkursy dla szpitali i poradni – Fundusz na nowo rozda pieniądze placówkom. Już wtedy chciałby wiedzieć, ile ich będzie miał. Szczególnie że w przyszłym roku zmieni się również system finansowania szpitali (część będzie w sieci i dostanie ryczałt, część będzie startować w konkursach). Aby jednak NFZ dostał pożyczkę, zgodę muszą wydać ministrowie zdrowia i finansów. Jeżeli powiedzą „tak”, byłby to pierwszy taki ruch od powstania Funduszu. Pewne doświadczenie w tym obszarze już jest: pożyczkę przed powstaniem NFZ wzięły kasy chorych. W 2000 r. zadłużyły się na miliard zł. Zostało to spłacone w ciągu pięciu lat.

Zdania ekspertów w tej sprawie są podzielone. – Pożyczka to jedyna droga, która pozwoliłaby spiąć plan budżetu NFZ w stosunku do potrzeb związanych z finansowaniem świadczeń – uważa Jerzy Gryglewicz, ekspert w Ochronie Zdrowia z Uczelni Łazarskiego. I przyznaje, że w ostatnim czasie „wypłynęły” dodatkowe wydatki, które trzeba będzie pokryć z przyszłorocznego budżetu Funduszu. Z jednej strony to zwiększone wyceny (na opiekę długoterminową, stomatologię czy chirurgię dziecięcą), z drugiej niespodzianką był chociażby program „Za życiem” (lepsza opieka nad ciężarnymi oraz dziećmi, u których zdiagnozowano wady), na który ma być przeznaczone około 100 mln zł.

Bardziej sceptyczny co do pomysłu jest były wiceminister zdrowia Jakub Szulc, obecnie konsultant z E&Y. Uważa, że niepokój może budzić fakt, że pożyczka miałaby zostać wzięta w momencie całkiem dobrej sytuacji gospodarczej. – Spada bezrobocie, rosną pensje minimalne, co oczywiście oznacza większe wydatki dla pracodawców, a więc m.in. szpitali. Jednak z perspektywy Funduszu to świetna wiadomość, bowiem budżet jest zasilany ze składki zdrowotnej – tłumaczy Jakub Szulc. Czego się więc obawia ekspert E&Y? Że kredyt spłacany będzie w okresie, kiedy sytuacja może się pogorszyć. Pensje raczej w najbliższych latach nie będą rosnąć. – Ściągalność składki wyhamuje, a to właśnie z tych pieniędzy będą spłacane odsetki oraz kredyt, czyli kosztem pieniędzy na leczenie – dodaje ekspert.

Ministerstwo Zdrowia, jak wynika z naszych informacji, przygotowuje własne wyliczenia. Jednym z celów jest zbadanie efektu obniżki wyceny niektórych terapii. Teoretycznie „zaoszczędzone” pieniądze powinny pokryć te świadczenia, w których wycena wzrosła. Sprawa nie jest jednak taka prosta: jeżeli np. chirurgia dziecięca jest lepiej płacona, szpital musi dostać więcej pieniędzy, żeby móc przyjąć chociażby tyle samo pacjentów. W przypadku mniejszej wyceny pieniądze nie wracają do budżetu Funduszu. Szpital może przyjąć np. więcej chorych lub też przesunąć te środki na inne świadczenia. 

2 mld zł tyle NFZ chciałby wziąć pożyczki

35 mld zł tyle w przyszłym roku zostanie przeznaczone na lecznictwo szpitalne

2 proc. o tyle wzrosną wydatki szpitali w związku z podniesieniem płacy minimalnej

4,4 proc. taki odsetek PKB jest wydawany na zdrowie w Polsce, średnia UE wynosi 7 proc. PKB.